MŚ Seefeld 2019. Mieszana Polska to świetny zespół. Rajda, Karpiel, Kubacki i Stoch szóstą drużyną świata

- Dziewczyny jak najbardziej sobie poradziły. Ja będąc w ich wieku nie kwalifikowałem się do zawodów. Okazuje się, że mamy naprawdę świetny zespół - mówi Kamil Stoch. Wicemistrz świata z Seefeld razem z mistrzem Dawidem Kubackim oraz z juniorkami Kamilą Karpiel i Kingą Rajdą zajął w sobotę szóste miejsce w konkursie mieszanym. Nasz mikst nieoczekiwanie długo liczył się nawet w walce o podium.
Zobacz wideo

To był dopiero drugi start polskiej drużyny mieszanej w ważnym konkursie. Debiut zaliczyliśmy w grudniu 2013 roku w Lillehammer. Tamte zawody Pucharu Świata Magdalena Pałasz, Joanna Szwab, Kamil Stoch i Maciej Kot skończyli na ostatniej, 14. pozycji.

W Seefeld 17-letnia Karpiel i 18-letnia Rajda były pierwszymi Polkami w historii, które wystąpiły w mistrzostwach świata. Kamila indywidualnie zajęła 23. miejsce, Kinga była 34. Kilka dni później podopieczne Marcina Bachledy wystąpiły w mikście z mistrzem i wicemistrzem świata – Kubackim i Stochem.

Celem był awans do drugiej serii, czyli do „ósemki”. Udało się zrobić dużo więcej niż doskoczyć do stypendium dla zdolnych dziewczyn.

- Progres jest niesamowity. Dobrze, że u nas ktoś w końcu się skokami kobiet zainteresował. Trzeba je rozwijać – mówi Stoch. – Dziewczyny jak najbardziej sobie poradziły. Ja w ich wieku nie kwalifikowałem się do zawodów. Okazuje się, że mamy naprawdę świetny zespół. Z uśmiechem na twarzy robiłem w nim to, co uwielbiam – dodaje nasz mistrz i wicemistrz świata oraz trzykrotny mistrz olimpijski.

„Trochę dołożymy i będziemy się bić o podium. Na luzie”

Świetny, polski zespół po połowie konkursu był trzeci.

Ale nie było w tym zespole niepotrzebnego podpalania się. - Po pierwszej serii było trzecie miejsce? A to nie wiem nic na ten temat – mówi zaskoczony Kubacki. – Było super, ale każdy z nas wiedział, że jest jeszcze druga seria. Ogólnie zawody świetnie się skończyły – dodaje Stoch. – W życiu byśmy nie uwierzyły, że tak mało stracimy do podium. Trochę dołożymy i będziemy się bić o podium, na luzie – śmieje się Karpiel. – A tak serio, to jeszcze trochę pracy przed nami. Ale myślę, że damy radę – dodaje.

Ale konkurs! Ale publika!

Karpiel i Rajda są zachwycone. – Ale konkurs! Jak usłyszałam od spikera, że Dawid Kubacki pobił rekord skoczni, lecąc aż 112 metrów, to pomyślałam „wow!” – mówi Rajda. – Pełen podziw! Pełen podziw dla chłopaków – wtrąca Karpiel.

Ona – jak Kubacki – też nie wiedziała, że po połowie zawodów Polska jest trzecia. -  Za bardzo się dziwiłam, ilu tu przyszło ludzi. To była największa publiczność w moim życiu. Aż z wrażenia przestałam myśleć o tym, z kim skaczę – wyjaśnia ze śmiechem Kamila. – Nasze głowy wytrzymały. A to naprawdę był stres skakać przed dużo większą publicznością niż zawsze – dodaje Rajda.

Dodatkowy power

- Fajnie tu sobie można było poskakać, wszyscy to zrobiliśmy i teraz z uśmiechami wychodzimy ze skoczni – podsumowuje Kubacki. – My z Kamilem pokazaliśmy, że potrafimy daleko skakać i to tyle komentarza a propos różnych podsumowań piątkowego konkursu. A dziewczyny są młode i potrzebują doświadczenia, więc tu zdobywały najlepsze. Nikt na nie nie nakładał presji, one normalnie skoczyły swoje i dzięki temu jesteśmy na szóstym miejscu. Niech dziewczynom da to dodatkowego powera, żeby dalej trenować, bo fajnie się razem skacze – dodaje Kubacki.

Więcej o: