Adam Małysz o zachowaniu Horngachera: To wszystko odbija się na zawodnikach

- Może to moja wina, że nie postawiłem sprawy na ostrzu noża, że nie powiedziałem mu "niestety, ale musisz nam powiedzieć w tym momencie". Jesteśmy w zawieszeniu przez to, że Stefan Horngacher ma po mistrzostwach powiedzieć, gdzie będzie pracował. To wszystko się odbija na sztabie, tak samo na zawodnikach - mówi nam Adam Małysz, dyrektor sportowy PZN-u ds. skoków i kombinacji.
Zobacz wideo

W sobotnim konkursie indywidualnym na skoczni Bergisel w Innsbrucku Kamil Stoch był piąty, Dawid Kubacki 12., Piotr Żyła 19, a Jakub Wolny 40. Trener Stefan Horngacher postanowił, że w niedzielnej „drużynówce” zamiast Wolnego wystąpi Stefan Hula. Nasz najstarszy kadrowicz spisał się w najsłabiej, indywidualnie miał 28. wynik. Ale poniżej oczekiwań skakali też Stoch (szósty rezultat), Kubacki (dziewiąty wynik) i Żyła (14.). W sumie Polska zajęła czwarte miejsce, tracąc 11,1 pkt do trzeciej Japonii.

Małysz, komentując na gorąco sytuację w studiu TVP Sport, stwierdził, że naszej kadrze szkodzą wydarzenia zapoczątkowane trzy tygodnie temu przez Niemców. Wtedy ogłosili, że po sezonie ich trenerem przestanie być Werner Schuster i że w jego miejsce chcą zatrudnić Horngachera. Austriak, który trzeci sezon prowadzi Polskę, przekazał naszym zawodnikom, że ma ofertę od Niemców. Ale nie powiedział czy zamierza ją przyjąć.

- My nadal nie wiemy, co postanowił. To dla nas niefajne. Cały sztab chodzi na palcach. Stefan nic nikomu nie powiedział. Nie wiem, czy ciągle myśli, czy myśli jak nam powiedzieć, czy przechodzi czy zostaje. Powinien nam powiedzieć. Rozluźniłoby to atmosferę – mówił Małysz w TVP. 

Łukasz Jachimiak: Po konkursie indywidualnym mówiłeś, że jesteś zawiedziony, więc po drużynowym jesteś pewnie zawiedziony jeszcze bardziej?

Adam Małysz: Niestety, zabrakło dobrych skoków u wszystkich naszych zawodników. Nie wolno zwalać winy na Stefka Hulę. Myśmy doskonale wiedzieli, w jakiej on jest teraz dyspozycji. Nie ma co mówić, że zawalił. Wszyscy nie skakaliśmy tak, jak powinniśmy. Oczywiście z Niemcami było ciężko wygrać, bo są w superdyspozycji. Ale drugie i trzecie miejsce były całkowicie w naszym zasięgu. Tylko trzeba było swoje skoczyć.

Dlaczego na mistrzostwach nie skaczemy tego, co potrafimy? Uważasz, że Stefan Horngacher powinien wreszcie powiedzieć, gdzie zamierza pracować po zakończeniu sezonu? Zawodnikom przeszkadza, że nie znają jego decyzji?

- Nie wiem. Wydaje mi się, że powinien powiedzieć przed mistrzostwami. Albo na koniec sezonu. Teraz, wiedząc, że ma ogłosić decyzję po mistrzostwach, jesteśmy w zawieszeniu. To wszystko się odbija na sztabie, tak samo na zawodnikach. Niby się wydaje, że na nich nie. Ale jeśli my to odczuwamy, to myślę, że oni też.

Może powinieneś się z nim rozmówić? Pójść do niego dzisiaj i powiedzieć, jak to wszystko widzisz?

- No chciałbym, ale jest taki problem, że obiecałem mu, że nie będę na niego naciskał. Może to jest troszeczkę moja wina, że nie postawiłem sprawy na ostrzu noża, że nie powiedziałem mu „niestety, ale musisz nam powiedzieć w tym momencie”. Ogłoszenie decyzji po mistrzostwach, gdy jeszcze będzie Puchar Świata, to najgorszy moment. Bo skaczesz z niepewnością, a jak się później przykładowo dowiesz, że trener odchodzi, to kogo wtedy szukać? Czy nie będzie za późno?

Czy niedawno nie było mowy, że ogłoszenie decyzji Horngachera po MŚ w Seefeld to najlepszy termin?

- Kto tak powiedział? Chyba Stefan, bo my nie. Kwestia była taka, że Stefan powiedział, że podejmie decyzję po Seefeld i powie nam prawdopodobnie w Seefeld. Myśmy się zgodzili z tym, bo uznaliśmy, że nie mamy wyjścia. Ale teraz widzimy, że to było błędem. Trzeba było dosyć mocno Stefana docisnąć, żeby wybrał inny moment. Nie mówię, że to musiałoby być przed mistrzostwami. Mogłoby być na koniec sezonu. Teraz, na mistrzostwach, mielibyśmy więcej spokoju.

Niemcy cały czas chodzą za Horngacherem?

- Nie wiem jak się zachowują Niemcy. Oni mają sukces, więc trudno, żeby się zachowywali jakoś głupio. W skokach i w kombinacji zgarnęli do tej pory wszystko, są zadowoleni. Może już wiedzą, jaka jest decyzja Stefana. Może mają już dogadanego kogoś innego. Nie wiem, naprawdę. Mnie nie interesuje to, co się dzieje w Niemczech, ja bym chciał, żeby się dobrze działo w Polsce.

Pytam czy Niemcy chodzą za Horngacherem, bo był czas, że nie dawali mu spokoju, a może teraz już swoje wychodzili.

- W Oberstdorfie jeszcze chodzili. Widziałem i prezesa niemieckiej federacji, i różnych dyrektorów. Na pewno chodzili, deptali ścieżkę. Niektórzy by mogli zapytać, dlaczego my tak nie robimy. Powtórzę jeszcze raz: obiecałem Stefanowi, że dam mu spokój, bo za bardzo go szanuję, żeby na niego naciskać. A przecież on i tak sam podejmie decyzję, bez względu na to, czy będę za nich chodził i truł mu nad uchem, żeby został z nami. Tylko bym go tym zniechęcił.

Nie myślisz, że gdyby był zdecydowany zostać, to uspokoiłby nastroje i już by to ogłosił?

- To jest jedna z wersji. Tych wersji jest bardzo dużo, my jako sztab przyjmowaliśmy ich już wiele. I dalej nie wiemy.

Zawodnicy Was podpytują, jak będzie?

- Nie podpytują. Ale moim zdaniem czują to wszystko, co się dzieje.

Szukacie jakiejś opcji awaryjnej?

- Tylko kogo szukać? Jak popatrzymy jacy trenerzy są dostępni, to jest ciężko. Musielibyśmy sięgnąć do jakiejś kadry B. Nie jest to łatwa sytuacja. Ale ja cały czas wierzę, że Stefan zostanie. Że nawet taki konkurs drużynowy jest dla niego lekką porażką, za którą będzie chciał się zrewanżować.

Horngacher też nie przychodził do nas jako główny trener innej reprezentacji. Może da się kogoś znaleźć?

- Ale akurat Stefana dobrze znałem.

Chyba znasz też dobrze Roara Ljoekelsoeya [Norweg pracuje w sztabie niemieckiej kadry], Andreasa Widhoelzla [Austriak zbiera doświadczenia w swojej federacji] albo Ronny’ego Hornschuha [prowadzi Szwajcarów].

- Ronny’ego bardzo dobrze znam, ale wątpię, żeby odszedł ze Szwajcarii do Polski po sukcesie.

A jak oceniasz kandydatury Ljoekelsoeya czy Widhhoelzla, czyli ludzi z potencjałem, którzy może chcieliby wyjść z cienia?

- Nie wiem, nie zastanawialiśmy się nad tym. Nasze zdanie jest ciągle takie, że za wszelką cenę musimy zatrzymać Horngachera. I delikatnie, ale próbujemy dać mu do zrozumienia, że nigdzie nie będzie miał tak dobrze jak u nas, że tu ma dostać co tylko chce. Ale wiadomo, że ma też dużo argumentów od drugiej strony. To nie jest łatwa sytuacja.