Skoki narciarskie. Kamil Stoch skomentował decyzje jury z ustawieniem belki. "Nigdy nie będzie równo"

Kamil Stoch nie zdobył medalu mistrzostw świata. O wszystkim zaważył pierwszy skok na 128,5 metra. - Drugi skok, to było coś, co daje mi pozytywną energię i pokazuje, że jestem w dobrej formie - mówił po zawodach Kamil Stoch.
Zobacz wideo

Kamil Stoch miał zadecydowanie największe szanse na medal w pierwszym konkursie na dużej skoczni w Innsbrucku, tak przynajmniej pokazywały serie treningowe i kwalifikacje. Niestety, Polakowi w pierwszej serii nie udało się osiągnąć dobrego wyniku i Stoch zajmował dopiero siódme miejsce z ponad 10 punktami straty. W drugiej serii Stoch w znakomitym stylu skoczył jednak 129,5 metra, a od sędziów dostał nawet "20" punktów za styl. W sumie był to drugi wynik finałowej serii. 

- Drugi skok, to było coś co daje mi pozytywną energię i pokazuje, że jestem w dobrej formie. W pierwszej serii pojawiły się błędy związane z kierunkiem odbicia, ale to nie było nic takiego z czym nie potrafiłbym sobie poradzić. Nie oduczyłem się skakać z dnia na dzień. 

Wszyscy na skoczni podkreślali, że decyzja jury o wyborze belki numer 12 w pierwszej serii był nietrafiona. Zawodnicy latali zdecydowanie za daleko, a czołówka musiała bić rekord skoczni (nawet 140 metrów w pierwszej serii), by objąć prowadzenie. -To już tak naprawdę nie ma znaczenia i nie muszę tego komentować. Nie chcę mówić, jak to los mnie pokrzywdził, a innym pomógł, to nie ma sensu. Z drugiej strony w skokach nigdy nie będzie równo. Taki jest ten sport i do tego się przyzwyczailiśmy - dodawał Stoch.

Wydaje się, że w konkursie drużynowym Polacy będą musieli wznieść się na wyżyny swoich umiejętności, bo różnice będą bardzo niewielkie. - Nie trzeba robić niczego ponad swoje siły. Uważam, że mamy dobre możliwości i dysponujemy odpowiednim materiałem, by skakać dobrze w konkursie drużynowym - zakończył Stoch. Niedzielna rywalizacja drużynowa rozpocznie się o godzinie 14:45. 

Więcej o: