MŚ Seefeld 2019. Dawid Kubacki: Nie wspominamy, nie marzymy. Pracujemy

- Nie ma czegoś takiego, że się wspomina, że gdzieś było fajne. Nie marzymy, tylko pracujemy, żeby się stało tak, jak chcemy - mówi Dawid Kubacki przed konkursami skoków na MŚ w Seefeld. - Jesteśmy przygotowani najlepiej jak możemy być - przekonuje piąty zawodnik Pucharu Świata. W piątek o godz. 14.30 kwalifikacje do sobotnich zawodów indywidualnych w Innsbrucku. Transmisja w Eurosporcie, relacja na żywo na Sport.pl
Zobacz wideo

Łukasz Jachimiak: Trwa najlepszy sezon w Twojej karierze, na mistrzostwach świata występujesz w roli jednego z faworytów. Co dla Ciebie się zmienia w związku z tym, że już nie atakujesz z drugiego szeregu?

Dawid Kubacki: Tak naprawdę zmienia to tylko moją świadomość tego, do czego jestem zdolny. I nic poza tym. Wiem, że cały czas muszę się trzymać swojej pracy, swoich elementów, które są mi potrzebne, żeby dobrze skakać. To jest dla mnie cały czas numer jeden. A oczekiwania czy przewidywania różnych ludzi? Co mnie to interesuje? Tylko ja mógłbym na siebie nałożyć jakąś presję, a ja tego nie robię. Wiem, że stać mnie na dobre skoki i dobre skoki są moim celem tutaj na mistrzostwach, i na cały sezon Pucharu Świata.

Takie momenty jak zwycięstwo w Predazzo to dla Ciebie dowód, że możesz wygrywać kolejne rzeczy?

- Dokładnie. To jest dla mnie potwierdzenie, że to nad czym pracuję przynosi dobre efekty. To mnie tylko utwierdza w przekonaniu, że dalej muszę tak pracować.

Jak się czujesz przygotowany do startów w Innsbrucku i Seefeld? Plan założony przed konkursami wykonałeś w stu procentach?

- Można powiedzieć, że do mistrzostw przygotowywaliśmy się od kwietnia, bo wtedy zaczęła się praca na ten sezon. Ale prawda jest taka, że do każdego kolejnego sezonu przygotowują nas wszystkie poprzednie. Liczy się każde doświadczenie, jakie się zdobyło w latach kariery. Z każdego trzeba wyciągnąć lekcję, wnioski na przyszłość. Moim zdaniem to, co sobie wypracowaliśmy do tej pory jest bardzo dobrą bazą do tego, żeby tutaj startować ze spokojną głową. Żeby podejść do tych konkursów jak do każdego startu w Pucharze Świata. Ja podejdę do tego ze spokojem, bo wiem, że pracę wykonaliśmy dobrze i jesteśmy przygotowani najlepiej jak możemy być.

Ostatnio skakałeś trochę w kratkę, jednego dnia miałeś udany konkurs, następnego dnia gorszy. Narzekałeś na nogi. Jest problem zmęczenia sezonem czy na mistrzostwach da się to poprawić pracą z fizjoterapeutą?

- Były pojedyncze dni, które były gorsze, ale to nie jest coś, co by rzutowało na dłuższy okres czasu. Zdarzył mi się dzień, że było tak nie do końca, ale na drugi dzień już było normalnie. A tutaj czasu między konkursami mamy dużo więcej, dlatego jestem spokojny i o regenerację się nie martwię.

Akurat w Innsbrucku konkursy będziecie mieli w sobotę i niedzielę.

- Czyli normalny weekend. Nic nowego.

W niedzielę drużynówka, na którą czekamy może nawet jeszcze bardziej niż na starty indywidualne. Jak patrzysz na Waszą drużynę? Okazałe zwycięstwo w Willingen to dla Was duży kop emocjonalny?

- Na pewno tam było dużo pozytywnych emocji. To był fajny start. Ale my nie będziemy żyć przeszłymi emocjami. Mamy w głowach to, że teraz będzie kolejny konkurs i do niego trzeba się przygotować. Nie ma czegoś takiego, że się wspomina, że gdzieś było fajne. Trzeba cały czas pracować, nie ma elementu rozluźnienia, marzenia. Nie marzymy, tylko pracujemy, żeby się stało tak, jak chcemy.

Piotr Żyła opowiadał, że dostał od Maćka Kota na przechowanie gitarę elektryczną i że zamierza sobie kupić duży wzmacniacz. Mieszkacie razem w pokoju, nie przeraził Cię tymi zapowiedziami?

- Na szczęście jestem w miarę obeznany, jak coś, to korki znajdę. Jak będzie mnie budził o w miarę przyzwoitych porach, to nie widzę problemu. Ale jak będzie przesadzał, to wywalę korki albo wezmę śrubokręcik i mu tę gitarę rozkręcę.

Ty też masz jakieś zdolności muzyczne?
- Myślę, że gdybyśmy zakładali kadrową grupę muzyczną, to na trójkąt bym się załapał.

Może na wokal?

- Szkoda uszu chyba.