PŚ w skokach. Zbigniew Klimowski: Dawid Kubacki to był pulpecik. Kolejne nowe kombinezony? Na Zakopane coś będzie

- Dawid to był mały pulpecik, który zawsze w plecaczku miał bułeczki. Kamila trzeba było tylko szlifować, Dawidowi wszystko zdecydowanie ciężej przychodziło - opowiada Zbigniew Klimowski. Odkrywca talentów Kamila Stocha i Dawida Kubackiego w niedzielę w Predazzo cieszył się ze zwycięstwa w Pucharze Świata drugiego ze swych wychowanków. W rozmowie ze Sport.pl asystent Stefana Horngachera opowiada, że forma Polaków rośnie i zdradza, że sztab pracuje nad sprzętem, który ma zwiększyć ich szanse na kolejne sukcesy.
Zobacz wideo

Łukasz Jachimiak: Po zwycięstwie Dawida Kubackiego w Predazzo Adam Małysz się wzruszył, sukces młodszego kolegi komentował ze łzami w oczach. Pan też uronił łezkę?

Zbigniew Klimowski: Zadowolony byłem bardzo, owszem, ale łez nie było. Byłem troszkę wzruszony, ale sądzę, że gdyby zwycięstwo przyszło na jakiejś głównej imprezie, to wtedy wzruszenie byłoby większe. Do tej pory właśnie tak było – jak przychodził sukces na imprezie mistrzowskiej, to wtedy jednak człowieka bardziej ruszało. A też pewnie trochę inaczej do wszystkiego podchodzę, bo już dziesiąty dzień jestem na antybiotyku. Po Turnieju Czterech Skoczni nawet się zastanawiałem czy jechać do Predazzo, ale dużo pracy było, bo trzeba było znowu z kombinezonami coś robić, samemu Michałowi byłoby ciężko [chodzi o Doleżala, który jest w sztabie odpowiedzialny za kombinezony, a Klimowski pomaga mu, bo taką funkcję pełnił wcześniej w sztabie Łukasza Kruczka - przyp.red.].

Skoro wywołał Pan temat kombinezonów, to proszę powiedzieć, dlaczego aż tak z nimi kombinujemy. W niedzielę w Predazzo Kubacki w obu seriach wystąpił w czarnym stroju, ale Kamil Stoch i Piotr Żyła w pierwszej serii skakali w brązowych, a w rundzie finałowej w czarnych. Dlaczego tak?

- Taką decyzję podjęliśmy, chłopcy chcieli sprawdzić dokładnie, jak jest. Nie było serii kwalifikacyjnej, a ona miała nam pokazać, jaka jest różnica między tymi kombinezonami.

I jaka jest?

- Wygląda na to, że czarny jest troszkę lepszy.

Czyli zmiana kombinezonów pomogła awansować Stochowi na podium, a Żyle do pierwszej dziesiątki konkursu?

- Cieszy, że nasza praca nie poszła na marne. I poświęcenie Grześka Sobczyka, który musiał za tym jeździć, i nasza praca. Jak takie detale coś pomogą chłopakom to jest fajnie.

Na mistrzostwa świata zdobędziecie więcej materiału, z którego uszyliście kombinezony Stochowi, Żyle i Kubackiemu czy w tym sezonie będzie już ciężko cokolwiek więcej wywalczyć?

- Nie śpimy, nie śpimy. Materiał będzie ten sam, ale kolor może być jeszcze jakiś inny. Zobaczycie państwo później.

Już na Zakopane szykujecie coś nowego?

- Coś będzie. Nie ma czasu, ale trudno. Przyjechaliśmy z Włoch o ósmej rano i Michał od razu coś działał. Już zamawiał materiał, coś tam nowego będzie.

Jak szykujecie się na szaleństwo w Zakopanem poza tym, że przygotowujecie sprzęt? Pod Wielką Krokiew zjedzie nie tylko tłum kibiców, ale też pół dziennikarskiej Polski. Będziecie chronić zawodników na przykład nie zgadzając się na organizację konferencji prasowej z ich udziałem przed rozpoczęciem rywalizacji?

- Sądzę, że rozmowy będą się toczyły między Stefanem [Horngacherem] i Adamem [Małyszem], który to wszystko nadzoruje. Ale sądzę, że konferencji nie da się uniknąć. Jednak musimy postępować w ten sposób jak piłkarze. Jest konferencja, proszę zadawać pytania, a po konferencji się rozchodzimy, nie ma już podchodzenia na indywidualne rozmowy. Chłopcy narzekają, że niestety przychodzi bardzo dużo osób i po „dziesiąt” razy trzeba mówić jedno i to samo. To jest strasznie męczące. A weźmy pod uwagę i to, że po weekendzie w Predazzo zawodnicy mieli wylądować w Krakowie w poniedziałek o godzinie 12, a okazało się, że do domów dotrą dopiero późnym wieczorem. Wyruszyli w drogę o siódmej rano, podróżowali cały dzień, a to się odbija, przez to nie ma pełnej regeneracji.

W związku z tym zmieniacie jakoś plan treningowy?

- Nie, we wtorek będzie normalnie, standardowo: test na płycie dynamometrycznej i trening siłowy. A skoczni aż do piątkowych treningów i kwalifikacji nie będzie i nie miało być, bo to nic nie daje.

Co sobie powiedzieliście po Predazzo, będąc jeszcze w pełnym gronie? Dawid wygrał z bardzo dużą przewagą, inni też wypadli tak, że choć wcześniej wyniki naszej kadry były dobre, to chyba można mówić, że teraz nastąpił przełom i powinno być jeszcze lepiej?

- Nie dyskutowaliśmy bardzo, wszyscy byli zadowoleni i wszyscy jak najszybciej pędzili na dół na ceremonię. To nasz zwyczaj, że jeśli któryś z zawodników jest na podium, to cały sztab się schodzi i na rozbiegu stoimy wszyscy razem, bo cała ekipa na wynik pracuje. Jesteśmy jedną rodziną.

Ta rodzina czuje, że być może Ryoyu Kobayashi ma już za sobą szczyt formy, a Kubacki i Stoch do swoich szczytów dopiero doskakują?

- Na pewno Ryoyu będzie cały czas groźny, ale już na Turnieju Czterech Skoczni w pojedynczych skokach przytrafiały mu się błędy. Osobiście uważam, że jego szczyt zacznie siadać, ale jak szybko, to trudno powiedzieć. Na pewno widać u niego coraz większe błędy. Ale my się musimy skupiać tylko na swoich zawodnikach. I fajnie, że pozostała trójka [Jakub Wolny, Stefan Hula i Maciej Kot] znowu zaczęła punktować. Małe, bo małe punkty, ale są. W dobrym kierunku to idzie, jest cierpliwość z ich strony i jest więcej frajdy ze skakania. Do tej pory za bardzo chcieli mieć wynik, a nie skupiali się na tym, co trzeba zrobić. Ale naprawdę ciężko sobie poradzić w takiej sytuacji, bo jeśli coś nie idzie, to każdy się stara jak najlepiej, a to czasem idzie tylko w drugą stronę.

Ile do stuprocentowej formy brakuje Kubackiemu, a ile Stochowi?

- Sądzę, że każdy z nich ma rezerwę. Dawid w pierwszym skoku w niedzielę powinien jeszcze troszeczkę dalej skoczyć, przetrzymać lot troszkę dłużej i wtedy łatwiej by mu się lądowało. A tak to wylądował z tyłu, na nogę zakroczną i były problemy. Natomiast Kamil krok po kroku idzie ku dobremu i tak to ma być. Nie musi przyjść od razu mocny strzał. Mam nadzieję, że w Zakopanem jeszcze obaj troszeczkę dorzucą i będziemy się cieszyć jak w Predazzo.

Piotr Żyła wraca do swojego skakania z pierwszej części sezonu?

- Piotrek wygląda troszkę lepiej, wszystko zaczyna być normalne. On ma duży potencjał, to, co skakał na początku sezonu w Zakopanem, znów powinien pokazać. Ale też pamiętajmy, że zakopiański konkurs będzie bardzo trudny, bo u siebie i każdy będzie liczył na superwystęp, a to są tylko ludzie. Zobaczymy też, jakie będą warunki.

To prawda, że według pańskiego taty Kubacki jako dziecko miał warunki bardziej do uprawiania sumo niż skoków narciarskich?

- Wie pan co, ja osobiście tego nie słyszałem, ale znając tatę myślę, że tak powiedział. Tata często ze mną jeździł na treningi i zawsze się śmiał z Dawida, że on jeździ na zajęcia z kanapkami. Dawid to był mały pulpecik, który zawsze w plecaczku miał bułeczki. Tata żartował, że on nie myśli o treningu, tylko o tych kanapkach. Dawid był chłopaczkiem okrąglejszym i jak ktoś mnie pyta odnośnie talentu, to zawsze mówię, że Kamil to rzeczywiście od samego początku był talent i trzeba go było tylko szlifować, natomiast Dawid ciężką pracą doszedł do wyników. To konsekwentny, ambitny i bardzo pracowity chłopak. Taka jest moja opinia jako pierwszego trenera, który widział, że Dawidowi wszystko zdecydowanie ciężej przychodziło. Ale zawsze na treningach był bardzo sumienny i doszedł. Pokazał, że można.

Coś konkretnego przyszło Panu do głowy, kiedy Dawid wreszcie wskoczył na ten szczyt?

- Nie, po prostu cieszyliśmy się, że wreszcie wygrał. Miał parę takich sezonów letnich, gdzie wygrywał konkursy. Tam potrafił, ale nigdy do tej pory nie przekładało się to na sezon zimowy. Ten rok bardzo fajnie zaczął, brakowało tylko kropki nad i. No i w końcu ją postawił.

Więcej o: