Turniej Czterech Skoczni. Bischofshofen zasypane, Kobayashi ma problem

Ryoyu Kobayashi nie wygrał kwalifikacji do konkursu w Bischofshofen. W sobotę w ostatniej z miejscowości Turnieju Czterech Skoczni nie dało się skakać, bo - jakkolwiek dziwnie to brzmi - skocznię zasypał śnieg. - Dwa razy byli gotowi do odjazdu z hotelu na skocznię. Już stali przy recepcji, ale w końcu wracali do pokoi - mówi Adam Małysz o naszych skoczkach. Czy w niedzielę da się skakać? Czy warunki nie wypaczą wyników imprezy zdominowanej przez 22-letniego Japończyka?
Zobacz wideo

- Przyjechaliście na skoki? Niestety, skoków nie będzie.

- Wiemy, że dzisiaj zostały odwołane, ale zostajemy na jutro.

- Jutro też nie będzie. Za dużo śniegu.

Krótka rozmowa z recepcjonistką pracującą w hotelu w Golling pod Bischofshofen oddaje nastroje Austriaków. W całym kraju od doby pada śnieg. W okolicach Salzburga i Bischofshofen sypie szczególnie mocno. Grubą, bardzo grubą warstwą białego pomalowane są budynki, drzewa, auta, nawet ulice, mimo że służby cały czas robią wszystko, by były przejezdne.

Liczący 140 km odcinek Innsbruck – Bischofshofen przejechaliśmy w sześć godzin. To i tak nieźle, bo byli tacy, którym podróż zajęła 10 godzin. Mijaliśmy stacje benzynowe, do których korek tworzył się na zjazdach z autostrady. Kierowcy, którzy chcieli zatankować, mieli problem z dojazdem do dystrybutorów, bo stacje zamieniły się w parkingi.

Nie ma skakania, nie ma rozmawiania

Jeszcze gorzej niż kibice i dziennikarze mają skoczkowie. – Rano zawodnicy mieli krótki trening siły, po treningu była regeneracja i czekanie w hotelu – mówi Adam Małysz, dyrektor Polskiego Związku Narciarskiego ds. skoków i kombinacji. Skakanie w Bischofshofen miało się zacząć o 15. Po dwóch seriach treningowych ,o 17, powinny ruszyć kwalifikacje. Niestety, śniegu na zeskok spadało tak dużo, że ratrak nie nadążał go ubijać. Organizatorzy walczyli, najpierw poinformowali o rezygnacji z pierwszej serii treningowej. Dzień próbny przed ostatnim konkursem 67. Turnieju Czterech Skoczni miał więc zostać skrócony do jednego treningu o 16 i do kwalifikacji o 17. Później podjęto decyzję o przesunięciu o godzinę i treningu, i walki o prawo występu w zawodach. Wreszcie po spotkaniu jury o godzinie 15.45 wydano komunikat: w sobotę skakać się nie da. – Dwa razy byli gotowi do odjazdu z hotelu na skocznię. Już stali przy recepcji, ale po przesłaniu przez FIS informacji wracali do pokoi – mówi Małysz o naszych skoczkach.

Trener Stefan Horngacher postanowił, że skoro w przeddzień zawodów nie będzie skakania, to nie będzie też rozmów z mediami. – Informacja od trenera jest taka, że nie ma szans na rozmowy. Zawodnicy mają się mentalnie przygotowywać do jutrzejszego treningu, kwalifikacji i konkursu – przekazał Małysz.

W niedzielę maraton. Oby nie czekania

Niedziela w Bischofshofen zapowiada się intensywnie. Jeśli pogoda pozwoli, trening rozpocznie się o godz. 13.30, o 14.30 mają ruszyć kwalifikacje (pokaże je stacja Eurosport 2), a na 17.00 jest przewidziany konkurs. Z przyczyn logistycznych konieczna była rezygnacja z systemu KO. Zawodnicy w pierwszej będą startować nie w parach, co jest regułą w Turnieju Czterech Skoczni, tylko w kolejności odwrotnej do miejsc jakie zajmują w Pucharze Świata.

Prognozy na niedzielę są lepsze. Śnieg ma padać, ale już nie tak intensywnie, wiatr ma nie stanowić większego problemu. Może więc organizatorom uda się i przygotować dobry zeskok, na którym skoczkowie będą bezpiecznie lądować, i poradzić sobie z wydmuchiwaniem śniegu z torów najazdowych, by nie spowalniał zawodników jadących do progu. Nawet jeśli tak będzie, Kobayashi stanie przed trudniejszym zadaniem niż się spodziewał. Japończyk wygrał wszystkie trzy konkursy trwającego Turnieju, jest blisko powtórzenia wyczynów Svena Hannawalda i Kamila Stocha. Niemiec był zwycięzcą wszystkich czterech konkursów 50. edycji TCS-u (sezon 2001/2002), Polak dokonał tego samego przed rokiem. Kobayashi może być trzecim człowiekiem w tym elitarnym klubie, bo w formie jest świetnej. Ale na pewno czuje już zmęczenie i wszelkie komplikacje nie działają na jego korzyść. A przecież nietrudno wyobrazić sobie, że warunki idealne nie będą. Może być nawet tak, że kwalifikacje zostaną odwołane i po treningu, który przeprowadzić trzeba, dyrektor PŚ Walter Hofer będzie zmuszony podjąć decyzję o dopuszczeniu do startu w zawodach wszystkich 66 zgłoszonych zawodników. Przy trudnej pogodzie prawdopodobny jest taki scenariusz, że konkursem będzie loteryjna jedna seria. Wariantu zakładającego odwołanie zawodów i uznanie wyników po Oberstdorfie, Garmisch-Partenkirchen i Innsbrucku za końcowe nawet nie chcemy rozważać. Z szacunku do Japończyka, któremu szansa na wskoczenie do historii po prostu nie może uciec w taki sposób.