Turniej Czterech Skoczni. Piotr Żyła: Czasem chce mi się płakać. Po zawodach trudno mi robić najprostsze rzeczy

- Czasem mam takie poczucie, że chce mi się płakać. Po zawodach trudno mi robić najprostsze rzeczy - mówi Piotr Żyła o transie, w jaki wprowadza się przed zawodami. Wicelider Pucharu Świata jest ósmy na półmetku 67. Turnieju Czterech Skoczni. W czwartek o godz. 14 kwalifikacje w Innsbrucku, transmisja w Eurosporcie, relacja na żywo w Sport.pl.
Zobacz wideo

W Oberstdorfie Żyła był szósty, w Garmisch-Partenkirchen zajął 11. miejsce. Po niemieckich konkursach jest ósmy w klasyfikacji generalnej Turnieju Czterech Skoczni. Prowadzący Ryoyu Kobayashi wyprzedza go o 39,3 pkt. Do zajmującego trzecie miejsce Dawida Kubackiego Żyła traci 16,4 pkt.

W Innsbrucku w środę - turniejowym dniu bez skoków - Żyła spotkał się z polskimi dziennikarzami i rozmawiał z nami inaczej niż w ostatnich tygodniach. Przestał odpowiadać półsłówkami, próbował wytłumaczyć i swoje nowe podejście do startów, i pomysł na lepsze skakanie w Innsbrucku i Bischofshofen od tego, które pokazał w Oberstdorfie i Ga-Pa. Przed austriackimi konkursami Żyła opowiada, jaki błąd popełnił w święta i później w Oberstdorfie i przekonuje, że wyciągnął wnioski. 

Łukasz Jachimiak: Jedyny dzień bez skoków na Turnieju Czterech Skoczni to dopiero pierwsza okazja dla nas, żeby z Tobą porozmawiać. Dlaczego nie chciałeś nic mówić po konkursach w Oberstdorfie i Garmisch-Partenkirchen?

Piotr Żyła: Bo 15-20 minut po zawodach trudno jest mi cokolwiek powiedzieć. Wtedy jeszcze jestem w swoim świecie. W takim transie, że nie mogę się odezwać.

Kiedyś się odzywałeś.

- Kiedyś miałem inne sposoby na koncentrację.

Jakie sposoby masz teraz?

- To chyba tajemnica, raczej nie mogę zdradzić. Może kiedyś, ale na razie to jest top secret.

Wprowadzasz się w podobny stan do tego, w jakim byłeś w Lahti po zdobyciu brązowego medal mistrzostw świata?

- To podobne uczucie.

Wtedy to było chyba zupełnie niekontrolowane, a teraz masz to pod kontrolą?

- Trudno powiedzieć. Czasem to jest łatwiejsze, a czasem trudniejsze. Czasem mam takie poczucie, że chce mi się płakać. Muszę trochę ochłonąć i dopiero jest okej. To jest taki mój świat, że jestem tylko ja i skocznia. I nie ma nic więcej. Bardzo w porządku się z tym czuję. Tylko później po zawodach trudno mi robić najprostsze rzeczy.

Aż tak trudno jest Ci wyjść z tego stanu?

- Trzeba trochę czasu, żeby zacząć normalnie funkcjonować.

Długo wprowadzasz się w ten stan? Trudno się go osiąga?

- Trochę czasu mi to zajmuje. Ale potrafię się odciąć. Jak mi się to uda zrobić, to wtedy wszystko mi się udaje. Cały czas ze sztabem szkoleniowym nad tym pracujemy.

Jesteś teraz tak samo dobrze skoncentrowany i w tak samo dobrej formie jak przed świętami Bożego Narodzenia? Czy od mistrzostw Polski czujesz się trochę mniej stabilny?

- Nie, czuję się bardzo dobrze.

Z czego wynikały Twoje gorsze skoki w Zakopanem? Ze świąt?

- Można tak powiedzieć.

Poluzowałeś sobie za bardzo? Za dużo pojadłeś, za długo odpoczywałeś?

- Troszkę za dużo spałem, tak myślę. Wiem już, co było nie tak i teraz skupiam się na tym, co przede mną. To już jest historia, nie zmienię tego, że mogłem się szybciej obudzić na skocznię, a po prostu spałem.

Jesteś rozczarowany po 11. miejscu w Garmisch-Partenkirchen? Pierwszy raz w sezonie nie zmieściłeś się w najlepszej "szóstce" konkursu.

- Troszkę się rozczarowałem w Oberstdorfie, a w Ga-Pa to były konsekwencje Oberstdorfu.

W Innsbrucku będą konsekwencje Oberstdorfu i Ga-Pa?

- Nie. Po prostu tam nie udało mi się na szybko dojść do siebie i skakać swoje. Ale to już jest za mną, można wyciągnąć z tego wnioski i dalej pracować.

Trener Stefan Horngacher przekonuje, że cały czas nie tylko Dawid Kubacki, ale również Kamil Stoch i Ty walczycie nawet o wygranie Turnieju Czterech Skoczni. Zerkasz w klasyfikację?

- Nie. Zerknąłem w Oberstdorfie po pierwszej serii i to był błąd [tam Żyła spadł z czwartego miejsca na szóste - red.]. Teraz muszę się znów skupić na tym, co mogę skoczyć. Muszę się przygotować najlepiej jak potrafię. A później będzie można popatrzeć na tabelę wyników, sprawdzić, na którym miejscu się jest.

Najlepszy z was jest Dawid. Zaskoczenie, bo przed turniejem wszyscy stawiali albo na Kamila, albo na Ciebie?

- Bardzo dobrze, że jest nas jak najwięcej. Czy Dawid, czy Kamil, czy ja, czy Kuba, czy Stefan, czy Maciek, czy Olek – nie ma znaczenia, kto z nas skacze najlepiej. Jesteśmy jedną drużyną i jak kolega skacze dobrze, to dla reszty jest dodatkowy impuls, motywacja. Dawid pokazuje, że się da, a my wiemy, że stać nas na to samo, że też możemy walczyć o podium, o najlepsze miejsca.

Stać was na to, żeby wygrać z Ryoyu Kobayashim?

- Dawid już z nim wygrał. W kwalifikacjach w Ga-Pa. Czyli da się.

Japończyk wygrał sześć z dziewięciu konkursów, sezon zamienia się w czas jego dominacji. On robi na was wrażenie?

- Nie robi. Po prostu skacze.

Powiedziałeś, że byłeś rozczarowany w Oberstdorfie. Czy to znaczy, że przyjechałeś na turniej z nastawianiem na wygranie go?

- No, i tu był problem.

Dlaczego dzisiaj rozmawiasz z nami normalnie, po staremu, a nie odpowiadając tylko "tak", "nie", "nie zastanawiałem się"?

- Bo dzisiaj mam czas, a ostatnio nie miałem.

I nie jesteś w transie, jak po konkursach?

- Tak, naprawdę ciężko mi po zawodach dojść do siebie i cokolwiek przemyśleć na spokojnie. A dzisiaj jest luźniejsze dopołudnie, więc mogę sobie normalnie z wami porozmawiać, nie mam z tym żadnego problemu.