Turniej Czterech Skoczni. Stefan Horngacher skrytykował PZN. "Pod tym względem nadal jesteśmy ślepi"

Stefan Horngacher odbudował polskie skoki narciarskie, wprowadzając wiele innowacyjnych pomysłów w zakresie treningu czy odnowy zawodników. Austriacki szkoleniowiec może liczyć na wsparcie Polskiego Związku Narciarskiego. Mimo to Horngacher ma pretensje do związku o to, że za słabo wykorzystuje potencjał mediów społecznościowych.
Zobacz wideo

Stefan Horngacher docenia pomoc ze strony Polskiego Związku Narciarskiego

Nasi skoczkowie należą obecnie do światowej czołówki. Wielka w tym zasługa Stefana Horngachera, który umiejętnie prowadzi polską kadrę. Austriak wprowadził wiele zmian w zakresie treningu czy odnowy zawodników. Mógł przy tym liczyć na wsparcie Polskiego Związku Narciarskiego, który zapewnił mu odpowiednie warunki do przygotowywania drużyny. - Mamy wszystko, czego potrzebujemy. Wiedziałem, że inwestycje będą potrzebne. Sprzęt, treningi, hotele, podróże... W ciągu trzech lat awansowaliśmy na wyższy poziom w zakresie przygotowań - przyznaje Horngacher na łamach austriackiego "Kronen Zeitung".

Stefan Horngacher krytykuje Polski Związek Narciarski

49-letni trener wciąż myśli o tym, jak jeszcze można udoskonalić polskie skoki. Jako przykład podaje media społecznościowe, które jego zdaniem Polski Związek Narciarski zaniedbuje. Horngacher uważa, że związek nie idzie z duchem czasu i jest zbyt mało aktywny w internecie. Wytyka także naszym działaczom, że nie widzą potrzeby powołania rzecznika prasowego skoczków. - Pod tym względem nadal jesteśmy ślepi. Mamy najsilniejszą reprezentację, mamy wokół siebie najwięcej mediów, a nie mamy nawet rzecznika prasowego - zauważa Austriak.

Skoki narciarskie w Polsce marnują potencjał?

W rolę rzecznika często musi się wcielać Adam Małysz, który formalnie jest dyrektorem polskiej kadry. Kamila Stocha na Facebooku obserwuje prawie milion internautów, a Piotra Żyłę już ponad milion. Tymczasem sam PZN śledzi na tym portalu jedynie 32 tys. osób. Zdaniem Horngachera związek marnuje w ten sposób potencjał marketingowy polskich skoków. Osoba rzecznika oraz lepsze wykorzystywanie portali społecznościowych mogłyby bowiem wpłynąć na przyciągnięcie nowych sponsorów.

Więcej o: