Ryoyu Kobayashi mógł wygrać kwalifikacje, ale odpuścił. Tykająca bomba niepokoi Japończyka?

Ryoyu Kobayashi mógł wygrać kwalifikacje w Ga-Pa, ale zdecydował się na bezpieczniejsze lądowanie "na dwie nogi". Latem stan jednego z kolan Japończyk nazwał tykającą bombą i to może być problemem w dalszej fazie sezonu. Norwegowie dodają, że jego sekret tkwi w norweskim trenerze od kombinezonów, a sam Walter Hofer w Oberstdorfie miał już dość roztargnienia młodego skoczka.
Zobacz wideo

Dawid Kubacki wygrał kwalifikacje przez noworocznym konkursem w Garmisch-Partenkirchen. Polak w bardzo dobrym stylu poleciał 135,5 metra i zgarnął bonus 5 tysięcy euro za zwycięstw. 0,5 punktu do Polaka straciła jednak Ryoyu Kobayashi, który skoczył aż 140 metrów, ale nie chciał lądować telemarkiem, dlatego sędziowie przyznali mu bardzo niskie noty.

Kolano to tykająca bomba?

Do wyczynów Kobayashiego w 2018 roku trzeba dodać wspaniały skok w czasie zawodów w Japonii, gdy w lutym poszybował ponad 155 metrów na skoczni w Sapporo i spadał ze dużej wysokości. Okazało się jednak, że takie skoki zaczął także powtarzać w Pucharze Świata. Niestety, genialny lot w Sapporo skończył się dość bolesnym upadkiem, a w tym sezonie Pucharu Świata już kilka razy widzieliśmy jak Japończyk rozkłada ręce w powietrzu, by znowu nie przeskoczyć skoczni. 

Kobayashi latem przeszedł kilkanaście zabiegów rehabilitacyjnych na kolano, a japońscy fizjoterapeuci mocno o niego dbają. Trudno znaleźć jednak jakiekolwiek informacje na ten temat w japońskich mediach, ale baczni obserwatorzy Instagrama Kobayashiego mogli zobaczyć jak skoczek latem na swoje Instastories wrzucił zdjęcie z badania kolana, a potem tykającą bombę. To może oznaczać, że 22-latek po prostu boi się o jego stan, stąd częste próby hamowania jeszcze w powietrzu. Tak było też w serii próbnej przed konkursem w Oberstdorfie, gdy Japończyk rozłożył ręce dobre 30 metrów przed lądowaniem na 137 metrze. Być może Kobayashi ma świadomość, że zbyt daleki skok może się dla niego bardzo źle skończyć. Podobnie było przecież w kwalifikacjach w Ga-Pa, gdy nie odważył się na telemark przy skoku na 140 metrów. 

Kiler o twarzy dziecka

Po angielsku nie mówi prawie wcale lub nie chce się znajomością języka chwalić, by dziennikarze dawali mu spokój. Na konferencję przychodzi z tłumaczem, ale i tak duka jedynie, że jest bardzo szczęśliwy z kolejnego zwycięstwa. Ryoyu Kobayashi jest jednak absolutnym dominatorem tego sezonu skoków narciarskich. Japończyk wygrał również pierwszy konkurs 67. Turnieju Czterech Skoczni i jest na najlepszej drodze do wygrania całego cyklu. Mówią o tym wszyscy kibice, trenerzy a także sami zawodnicy. 

Kobayashi może sprawiać wrażenie mało rozgarniętego chłopca, ale gdy wchodzi na belkę wstępuje w niego prawdziwy kiler, który w pierwszej części sezonu nie dawał żadnych szans rywalom. Wybuch jego wspaniałej formę nie jest jednak przypadkiem, bo Japończyk już w poprzednim sezonie dawał znać, że dobra forma czai się tuż za rogiem. To przecież on pobił rekord olimpijskiej skoczni w Pjongczangu, a w konkursach olimpijskich zajmował dobre 7. i 10. miejsce. Sezon 2017/2018 był dla niego także dużym przełomem, bo wreszcie regularnie zdobywał punkty w Pucharze Świata. Dobrą dyspozycję pokazywał także w Letnim Grand Prix, gdzie dwa razy nie dawał żadnych szans na skoczni w Hakubie. To, co wyprawia jednak w tej edycji Pucharu Świata zaskakuje wszystkich.  

Nieładne zachowanie Hofera

Eksperci zastanawiają się, czy Kobayashi wytrzyma presję związaną ze świąteczno-noworocznym cyrklem. 22-latek sprawia jednak wrażenie jakby całe zamieszanie zupełnie go nie dotyczyło. Wstydliwy, wręcz speszony i zahukany, często trzeba go prowadzić za rękę, dokładnie tak jak zrobił to Walter Hofer po konkursie w Oberstdorfie, bo Kobayashi zamiast iść na kontrolę sprzętu a później na dekoracje, zaczął rozglądać się na boki i przybijać piątki. 

Kibice od razu skrytykowali zachowanie dyrektora Pucharu Świata, ale trzeba też zwrócić uwagę na to, że Hofer po prostu pilnował czasu antenowego i tego by zawody trzymały się w odpowiednich ramach. Kobayashi jednak tradycyjnie wykonywał wszystko powoli i ślamazarnie, czym mógł zirytować Austriaka. Trzeba jednak przyznać, że szarpnięcie przez Hofera do najbardziej etycznych nie należało. Później Kobayashi wpadł do pokoju, w którym waży się skoczków, ale zrobił to za szybko, wiec został wyprowadzony przez Seppa Gratzera. To też do najładniejszych zachowań nie należało, ale tylko pokazuje małe roztargnienie Japończyka.  

Norweski trener sekretem świetnego lotu Kobayashiego?

Norwegowie zauważają, że sekret jego wspaniałej dyspozycji może tkwić także w strojach, w których skacze Kobayashi. Dziś każdy ekipa ma w swoich szeregach trenera odpowiedzialnego tylko za szycie i dopracowanie kombinezonów, a u Japończyków tę rolę pełni Norweg Stian Andre Skinnes. - Wygląda na to, że wykonuje dobrą robotę. Może przemycił też jakieś sekrety Norwegów - zastanawia się Johan Remen Evensen w rozmowie z Aftenosten.no. 27-letni trener przyznaje, że został zatrudniony po to, by pomagać Japończykom w rozwoju sprzętu, a także poprawiać parametry w fazie lotu. Wydaje się, że wykonuje swoją robotę bardzo dobrze, bo już w poprzednim sezonie zwycięstwo w Pucharze Świata w Wiśle odniósł Junshiro Kobayashi, a teraz jego młodszy brat dołożył kolejnych pięć wygranych. – Ryoyu skacze perfekcyjnie. To są niesamowite próby, jest bardzo agresywny w locie, a przy tym wykonuje to bardzo lekko. Znalazł swój sposób na wygrywanie – mówił Sven Hannawald na antenie niemieckiego Eurosportu.

Sprzęt to tylko jedna ze składowych świetnej dyspozycji, ale w przypadku Kobayashiego widać niesamowitą moc na progu i jeszcze lepszą technikę w locie. Japończyk sam przyznaję, że przez ostatnie dwa lata obserwował wszystkich najlepszych skoczków i od każdego starał się coś wziąć za siebie. Jak na razie wychodzi z tego mocno wybuchowa mieszanka. 

Konkurs w Ga-Pa już we wtorek 1 stycznia o godzinie 14.00. Transmisja na żywo w Eurosporcie. Relacja na żywo w Sport.pl