Skoki narciarskie. 50 podiów w dwa lata! Stefan Horngacher skuteczny jak nikt inny

Trzeciego grudnia 2016 roku polscy skoczkowie wywalczyli pierwsze podium w Pucharze Świata pod wodzą Stefana Horngachera, wygrywając "drużynówkę" w Klingenthal. Pierwszego grudnia 2018 roku Piotr Żyła wyskakał 50. polskie podium pod wodzą Austriaka, zajmując drugie miejsce w Niżnym Tagile. Do wywalczenia tylu sukcesów potrzebowaliśmy zaledwie 67 startów. Dla porównania: Norwegowie przez ten czas wskoczyli na podium 37 razy.

To był popis, pokaz mocy. Polska w składzie Piotr Żyła, Dawid Kubacki, Kamil Stoch i Maciej Kot zdobyła 1128,7 punktu, a skaczący u siebie Niemcy zajęli drugie miejsce, tracąc do naszych zwycięzców aż o 41,5 punktu. To było pierwsze zwycięstwo polskiej drużyny w historii. To była zapowiedź kolejnych wielkich rzeczy.

O "drużynówce" z Klingenthal, pierwszej pod jego wodzą, Horngacher często mówi, że była przełomowa, że to po niej zawodnicy naprawdę uwierzyli w siebie. Tamten debiutancki sezon Austriaka w roli głównego trenera Polacy skończyli z Pucharem Narodów. Oczywiście pierwszym w historii. Teraz w nim prowadzą.

Polska 50/67, Norwegia 37/67

Na początek zimy 2018/2019 nasz zespół wygrał konkurs drużynowy w Wiśle. Dzień później Kamil Stoch otarł się o podium, kończąc zawody na czwartym miejscu. I to był jedyny start w tym sezonie bez Polaka na podium. Tydzień temu w Kuusamo w sobotę Stoch był drugi, a Żyła trzeci, natomiast w niedzielę trzecie miejsce zajął Stoch. Teraz w Niżnym Tagile weekend zaczęliśmy od drugiej pozycji Żyły.

To było już 50. polskie podium w Pucharze Świata w ostatnich 67 konkursach, czyli we wszystkich jakie rozegrano od momentu objęcia naszej kadry przez Horngachera. Z tych 67 startów wygraliśmy co trzeci - dokładnie 22. Znakomity bilans uzupełnia 17 miejsc drugich i 11 trzecich.

A o tym, że są to statystyki znakomite, niech świadczą te, jakimi mogą się pochwalić nasi najwięksi rywale. Norwegowie, którzy w poprzednim sezonie wygrali Puchar Narodów i są chwaleni za szeroki, mocny skład, w omawianym czasie byli na podium 37 razy. Zwycięstw też uzbierali mniej od nas - 17.

Polska 22 zwycięstwa, Niemcy 8 zwycięstw

Jedynym zespołem, który podobnie często jak nasz wskakuje na "pudło" są Niemcy. Podopieczni Wernera Schustera w "Top 3" uplasowali się 45 razy. Nieźle. Ale do Polaków im daleko, szczególnie dlatego, że na 22 wygrane przez nas konkursy oni mogą odpowiedzieć tylko ośmioma zwycięstwami.

Horngacher w swojej pierwszej pracy w roli głównego trenera wypada znakomicie. Nie tylko dlatego, że odbudował Kamila Stocha, pomagając mu zostać najlepszym skoczkiem świata w ostatnich latach i jednym z najlepszych w historii. Z 22 polskich zwycięstw aż 16 należy do Stocha. Ale równie wielką zasługą austriackiego szkoleniowca jest zbudowanie drużyny, jakiej nigdy wcześniej nie mieliśmy. Ona wygrała cztery konkursy, a na podium zmieściła się w aż 13 z 15 rozegranych zawodów.

Drużyna ludzi bijących "życiówki"

U Horngachera wygrywają Stoch i zespół, swoje pierwsze zwycięstwa świętował Maciej Kot (dwa), swoje pierwsze podia Dawid Kubacki (trzy), swój najlepszy czas przeżywał i znów przeżywa Żyła (był drugi w klasyfikacji generalnej Turnieju Czterech Skoczni, teraz jest trzeci w generalce Pucharu Świata), to samo można powiedzieć o Stefanie Huli i Jakubie Wolnym, którzy sukcesy osiągali w "drużynówkach", a i indywidualnie notowali najlepsze wyniki w karierach, choć do podium jeszcze nie doskoczyli. Wnioski po jubileuszowym, 50. podium Polaków za kadencji Horngachera nie będę odkrywcze - Polski Związek Narciarski musi zrobić wszystko, by na dłużej zatrzymać u nas tego trenera. Jego kontrakt wygasa z końcem trwającego sezonu.

Dla nieprzekonanych - choć takich chyba trudno znaleźć - jeszcze jedna statystyka: w całej historii Pucharu Świata polscy skoczkowie indywidualnie i w drużynie wyskakali w sumie 204 miejsca na podium. Czyli przez 37 sezonów wywalczyli ich 154, a przez dwa sezony i dwa tygodnie sezonu kolejnego - aż 50.