Skoki narciarskie. Jakub Kot: Maciej Kot nie może dalej startować. Jest Stoch i są skoczkowie z normalnej półki. Żyła? Może uznać, że jest eseistą

- W sztabie jest tylu ludzi, że nie powinno być wymówki, że Maciek nie ma z kim potrenować. A że nie ma gdzie? Trzeba szukać. Tylko pytanie czy im na Maćku zależy, skoro mają mocną drużynę - mówi Jakub Kot o formie swojego brata.

Ekspert TVP martwi się formą Macieja Kota, który w niedzielę w Kuusamo odpadł już w kwalifikacjach. Były skoczek tłumaczy też, co to znaczy, że jest Kamil Stoch i są skoczkowie z normalnej półki oraz mówi, że Piotr Żyła może za chwilę uznać się za eseistę.

Łukasz Jachimiak: Kamil Stoch i Piotr Żyła zaczęli sezon świetnie, pochwały zbierają też Jakub Wolny i Dawid Kubacki, ale Ciebie na pewno najbardziej interesuje forma brata. Widzisz światełko w tunelu? Wierzysz że, powiedzmy, do Turnieju Czterech Skoczni Maciek wyjdzie z problemów i z zawodnika, który przepadł w kwalifikacjach w Kuusamo zmieni się w takiego, który będzie walczył z czołówką?

Jakub Kot: Chciałbym odpowiedzieć, że tak, że widzę światełko w tunelu, natomiast nie ukrywam, że nie będzie łatwo tych błędów wyeliminować. U Maćka nie ma jednego błędu, który można ze skoku na skok poprawiać i lecieć o 10 metrów dalej. Niestety, jest cała sekwencja błędów. Skoki to sport bardzo denerwujący. Musisz być cierpliwy. Jednemu głowa wytrzymuje, drugiemu nie, w końcu ma dość. Mam nadzieję, że Maciek okaże się wytrwały, cierpliwy. Trzymam za niego kciuki, ale nie ukrywam, że będąc na jego miejscu miałbym duży mętlik w głowie. Myślałbym: „Przecież drużyna skacze - Kamil w formie, Piotrek w formie, Dawid w formie, Kuba się do czołówki przebija, a ja odstaję i to nie o jedną klasę, tylko o dwie czy trzy. Dlaczego?”. Współczuję Maćkowi i nie chciałbym być w jego głowie. W takiej sytuacji trudno znaleźć w sobie pozytywne myślenie. No bo czekasz z niecierpliwością na sezon, po dobrze przepracowanym lecie wszystko w tobie buzuje, a tu nagle bach - takie rozczarowanie. Łatwiej byłoby znaleźć wytłumaczenie, gdyby koledzy też nie skakali. Ale skoro oni skaczą, a ty jesteś cieniem samego siebie, to problem jest duży. Boję się, że powrót Maćka do czołówki to nie będzie kwestia najbliższych tygodni, to nie będzie Niżny Tagił czy Titisee-Neustadt. Fajnie by było, gdyby zdążył na Turniej Czterech Skoczni, ale może nie zdążyć. W zeszłym roku kryzys miał w turnieju. Wtedy mi powiedział, że w pewnym momencie musiał się zachować tak, jakby pierwszy raz w życiu był na skoczni, czyli musiał tylko wyprostować nogi i o niczym nie myśleć. Oby teraz się to nie powtórzyło. Nadzieję trzeba mieć, bo z chłopakami pracuje wielki sztab. Wierzę, że z nimi Maciek się pozbiera.

Dobrym pomysłem byłoby chyba wycofanie Maćka z Pucharu Świata, żeby mógł spokojnie potrenować. Ale on mówi, że będzie musiał jechać do Niżnego Tagiłu i startować w następnych konkursach, bo potrenować nie miałby ani z kim, ani gdzie.

- Jeżeli słyszę, że nie miałby z kim, to się dziwię. W sztabie jest tylu ludzi, tylu trenerów, tylu asystentów znających się na skokach i biorących za pracę pieniądze, że nie powinno być wymówki, że Maciek nie ma z kim potrenować. A że nie ma gdzie? Rozumiem, że skocznia w Szczyrku nie jest gotowa, bo zima jest jaka jest, ale z tego, co wiem, już śnieżą skocznie w Planicy, a w Ramsau skocznia albo już jest gotowa, albo za chwilę będzie. Trzeba trochę dobrych chęci i na pewno by się coś znalazło. A może Wisła? Po Pucharze Świata skocznia chyba działa? Trzeba szukać. Tylko pytanie, czy im na Maćku zależy, skoro mają mocną drużynę. Może będą mówili: „A Maciek sobie spokojnie dojdzie prędzej czy później”. Nie chcę myśleć negatywnie, ale mam prawo poczuć się w skórze zawodnika, który chciałby potrenować, a słyszy „Jedziemy na zawody, startuj”. Jeżeli nie masz formy, to jak masz startować? Na Pucharze Świata masz przecież tylko trening oficjalny, o ile w ogóle się odbędzie. W Kuusamo Maciek skoczył trzy skoki przez cały weekend. To co to jest? Nic. Jeśli jesteś w formie, jak Kamil, no to okej, tyle wystarczy. Ale jeśli nie masz formy, to musisz szukać każdego skoku. Na zawodach go nie znajdziesz.

Krótko mówiąc – jazda Maćka do Niżnego Tagiłu byłaby stratą czasu i jeszcze prawdopodobnie powodem pogłębienia dołu, w jaki wpadł?

- Raz, że to jest daleka podróż, kawał świata trzeba zjechać, żeby tam dotrzeć. Dwa – skocznia jest kapryśna, jak w Kuusamo. I trzy – na Puchar Świata jedziesz startować, a nie trenować. Jeśli nie masz formy, to powinieneś trenować, a nie startować. Maciek jest pogubiony totalnie, jemu nie wystarczy oficjalny trening przed zawodami. On musi znaleźć czas na sześć skoków treningowych rano, później odpocząć, znów skoczyć sześć razy. I wszystko zrobić na luzie, bez stresu. Ale oczywiście mi się łatwo mówi. A być może kadra ma swój plan i trudno go negować, bo jest tam wielu ludzi, którzy pewnie wiedzą, co zrobić, żeby Maciek wrócił do formy.

Jeszcze kilka miesięcy temu Twój brat i Piotr Żyła skakali na bardzo podobnym poziomie. Co się stało z Żyłą, że teraz tak odleciał? Adam Małysz i Jan Szturc, którzy są blisko zawodnika, mówili mi o jego metamorfozie. Zresztą, widzimy, że jest skoncentrowany, że unika kamer.

- Dobrze wiemy, że Piotrek miał problemy prywatne, że media lubiły mu w te sprawy zaglądać. Kiedy masz się skupić, a w głowie masz „Pudelki” nie „Pudelki”, to ci to nie pomaga. Wydaje się, że Piotrek temat zamknął, a bardzo ważne jest, żeby zawodnik miał spokojną głowę, żeby mógł się skupić na pracy. Wiem, że z wami, dziennikarzami, nie rozmawia. Zawsze gadał jakieś głupoty, teraz podobno nic nie mówi.

To prawda, próbowałem z nim porozmawiać jeszcze przed sezonem, po mistrzostwach Polski w Zakopanem. Zadałem pięć czy sześć pytań, a on odpowiadał tylko „tak”, „nie” albo „nie wiem”.

- To jest właśnie cały Piotrek. Wymyślił sobie coś takiego, a za dwa tygodnie może mu coś do głowy palnąć i może mieć wizję, że jest eseistą, może na jedno pytanie będzie pół godziny odpowiadał. Nie zdziwię się, jeśli tak będzie, bo po nim wszystkiego się spodziewam. Ale to jest na plus, taka osoba w kadrze jest potrzebna. Gdyby wszyscy byli tacy sami, to drużyna byłaby nudna, a Piotrek wprowadza do niej koloryt. Na pewno dla dziennikarzy teraz Piotrek jest trudny, bo nie da się wyczuć, czy się obraził, czy sobie robi jaja. Ale skoro nie chce być wygadany i nie chce się śmiać, a chce być poważny, cichy, to dajmy mu spokój. Jeżeli taki chce być i to mu przynosi efekty, to okej. Choć jeszcze raz mówię, że nie zdziwię się, jeśli zmieni taktykę.

Skąd ta taktyka? Żyła przekonał się do współpracy z psychologiem? Czy to Stefan Horngacher tak go nastawił?

- Maciek z psychologiem pracuje, ale nie wiem czy Piotrek też. Nie wiem czy jakiś psycholog by trafił do Piotrka, bo wiemy, jakie Piotrek ma myślenie. Ale absolutnie nie mówię tego złośliwie. To pozytywne, że Piotrek ma swoje wyjątkowe myślenie i zachowania. Może lepiej mu to zostawić. Natomiast postać Horngachera jest niewątpliwie bardzo ważna. Inny trener mógł sobie gadać, a Piotrek i tak robił swoje. U Horngachera zasada jest prosta – albo robisz to, co mówię, albo tam są drzwi, możemy sobie podziękować. Autorytet trenera jest bardzo duży, nawet Piotrek musiał się podporządkować. Wiemy, co się przez lata działo z jego pozycją dojazdową, ogólnie z techniką. Trenerzy mówili „A”, a Piotrek robił „B”. Natomiast Horngacher mówi „A” i Piotrek robi „A”, a że widzi efekt, to mówi to „A” coraz chętniej. Zwłaszcza że nie jest już najmłodszym zawodnikiem, a jednak ma łeb na karku i pewnie myśli sobie: „Piotrek, teraz albo nigdy, jeśli to ma być twój sezon, to niech będzie, nie wiadomo co będzie za rok czy za dwa”. Widać, że Żyła wyciągnął wnioski po ostatnich przygodach. Poprzedni sezon nie był przecież dla niego najlepszy.

Myślisz, że brak startu na igrzyskach był dla niego potężnym rozczarowaniem?

- Na pewno. Dostał kopa w tyłek i wygląda na to, że ten kop był mu potrzebny, żeby się na nowo pozbierał i stał silniejszy.

Mówisz, że Żyła może za chwilę stać się eseistą i chyba to jest bardziej prawdopodobne niż to, że nagle posypie się jego forma? Już latem skakał powtarzalnie jak nigdy, a zimę też zaczął tak, że chyba wszyscy spodziewamy się jego dobrych startów przez cały sezon?

- Zgadzam się, forma Piotrka nie jest niespodzianką. W Wiśle w studiu TVP mówiłem nawet, że bardziej stawiam na Piotrka niż na Kamila. Znów się okazuje, że Kamil to jest Kamil, człowiek z innej bajki, który skakał, skacze i będzie skakał. Nie wiem jak to robi, ewidentnie ma to coś dane, czego inni nie mają. O niego można być spokojnym. A ze skoczków z normalnej półki to najbardziej spokojny jestem o Piotrka. Tak myślę, patrząc na jego sposób zachowania, na koncentrację, na dobre lato, na fajne skoki w Wiśle i jeszcze lepsze w Kuusamo. Oczywiście do Planicy jest kawał czasu i w sezonie wpadki muszą się zdarzyć. Ale generalnie dla Piotrka to będzie zima, podczas której często będzie się ocierał o podium.

Powalczy o nie w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata?

- Poczekajmy do Engelbergu [tam 15 i 16 grudnia odbędą się ostatnie konkursy przed Turniejem Czterech Skoczni]. Zobaczymy, co się do czego stanie z Norwegami. Oni są teraz przygaszeni, ale nie wierzę, że tak zostanie. Spodziewam się, że Johansson jednak odpadli, że Forfang i Tande prędzej czy później też zaczną skakać na swoim poziomie. Piotrek pewnie o Kryształową Kulę nie powalczy, z całym szacunkiem dla niego. O nią będzie walczył Kamil. Ale Piotrek może być w „szóstce”, czemu nie? Latem zajął trzecie miejsce, a nie startował we wszystkich zawodach. Już lato pokazało, że jest mocny, a teraz to przekłada na zimę, dokładając cegiełki do muru, który buduje. Z nowym nastawieniem, z pewnością siebie i z dobrym skakaniem on z każdym dniem staje się coraz bardziej zmotywowany do walki. Maciek jest w zupełnie innym miejscu, jeśli skaczesz coraz gorzej, to motywacja się zaciera i jest coraz trudniej. A Żyła czy Kuba Wolny, który też jest coraz lepszy, są uskrzydleni, im się chce jechać na kolejne zawody, napędzają się.

Z kim o Puchar Świata powalczy Stoch? Ryoyu Kobayashi błyszczy, ale w końcu zgaśnie, choć może nie tak szybko jak Jewgienij Klimow? Czy jednak Japończyk może być objawieniem sezonu i postawi się największym?

- To jest sport, jeżeli byśmy kogoś skreślili teraz, to byłoby nie fair. Można powiedzieć, że Kobayashi nie utrzyma tej formy. I pewnie tak będzie. Ale weźmy pod uwagę, że to jest zawodnik, który już trochę doświadczenia zdobył, już miał wcześniej przebłyski formy, że w wielkim stylu wygrywał zawody w Japonii, że w Wiśle miał podpórkę, a gdyby nie ona, to pewnie wygrałby konkurs. Początek jest w jego wykonaniu bardzo mocny. Czy utrzyma formę do marca? Nie skreślam go, ale będzie mu ciężko. Klimow po zwycięstwie w Wiśle w Kuusamo nie wszedł do „30” i był pod koniec „30” [26. miejsce], a Kobayashi może być bardziej stabilny. Myślę, że w gorszych chwilach on nie będzie 31. jak Klimow w sobotę, ale 15. czy 12. A może jednak do końca będzie wielką niespodzianką? Bardzo mi się podoba jak skacze. W Kuusamo w drugim konkursie znokautował wszystkich. Mega przyjemnie się na niego patrzyło. Oby jak najdłużej tak latał, bo znamy już twarze Stocha i Wellingera, ci goście już dużo osiągnęli, więc niech nowi ich trochę podrażnią. Wtedy skoki będą ciekawsze.

Twarz Stocha nam Ci się chyba nie znudziła?

- Oczywiście życzę Kamilowi jak najlepiej, ale kibic skoków zawsze się cieszy, kiedy dzieje się coś nowego. Niech się nowe twarze wmieszają w walkę.

O Kamilu powiedziałeś w pewnym momencie tej naszej rozmowy, że jest on i są skoczkowie z normalnej półki. Uważasz, że Stoch ma pułap możliwości w zupełnie innym miejscu niż reszta?

- Wydaje mi się, że właśnie tak. Kamil zawsze w sezon wchodził powoli, a jak wszedł na swój poziom, to już nie zszedł. Teraz jak na siebie jest w mocnej formie już w listopadzie. Pytanie czy nie za wcześnie. Ale myślę, że sztab wszystko dobrze obliczył i nie ma paniki, tylko jest radość i nastawienie, że będzie jeszcze lepiej. O Kamilu trudno mówić, bo brakuje słów. Dla mnie to jest skoczek z innej planety. Tak jak kiedyś Adam Małysz. Adam był skoczkiem wyjątkowym na swoje czasy i Kamil jest skoczkiem wyjątkowym na swoje czasy. Bardzo dziwne, że ci dwaj skoczkowie spotkali się w tak bliskim czasie. Łatwiej byłoby zrozumieć, gdyby Kamil pojawił się z 15 lat po takim ewenemencie, jakim był Adam. A my mieliśmy nawet przez moment rywalizację dwóch wybitnych jednostek. Takich, które mają z góry dane coś, jakiś wyjątkowy pierwiastek. Kamil jeszcze nie skacze swoich najlepszych skoków, a jest drugi, trzeci, ląduje poza 140. metrem i wykańcza to telemarkiem. A jak wejdzie za chwilę na swój poziom, to już z niego nie zejdzie. Nie wiem jak on to robi. Takich skoczków jest bardzo mało. Jemu musiało być dane z góry coś więcej.

Drugiego takiego skoczka jak Stoch w Pucharze Świata teraz nie widzisz?

- Szczerze mówiąc chyba nie. Wszyscy ciężko pracują, na pewno wielu rywali wkłada w skoki tyle pracy co Kamil, ale nie mają tego czegoś z nieba. Bardzo trudno słowami o tym opowiedzieć. Na pewno nie jest tak, że Stoch trenuje najwięcej na świecie. Musi być tak, że Kamil ma to coś wyjątkowego. Identycznie jak kiedyś Adam. Drugiego takiego skoczka teraz w Pucharze Świata nie ma. Tylko Kamil może wygrywać kolejną Kryształową Kulę i kolejną, i kolejną. I to się może nam nie znudzić.

Stoch zaczął sezon najlepiej w karierze, Żyła i Wolny też – to zasługa wcześnie rozpoczętych przygotowań do sezonu? Wiemy, że po Planicy Horngacher daje zawodnikom tylko kilka dni odpoczynku i zaraz rusza z treningami pod kątem następnej zimy.

- To jest bardzo dobre pytanie, ale chciałbym, żeby sztab szkoleniowy odpowiedział. No bo co się dzieje z Maćkiem i ze Stefanem Hulą? Sam jestem ciekaw czy było planowane, żeby część drużyny zaczęła tak mocno, a żeby Stefan i Maciek byli na razie słabsi. Wydaje mi się, że nie. Może na każdego trening zadziałał inaczej. Na pewno w sztabie dobrze wiedzą, jak na kogo. Ale ludzie ze sztabu nie chcą się dzielić informacjami. Próbowałem ich pytać o Maćka. Wszyscy ucinali temat. Mówili: „Kuba, my wiemy o co chodzi”. Nawet mi, bratu, nie chcieli powiedzieć. Okej, szanuję to, że mają swoje tajemnice. Możemy im tylko zaufać. W marcu będziemy mądrzejsi, będziemy oceniać. Oby się okazało, że forma Kamila, Piotrka, Dawida i Kuby będzie jeszcze wyższa, bo na pewno żaden z nich nie skacze teraz na maksimum swoich możliwości. Oni będą szli w górę. Po to są zatrudnieni fizjolog, doktor, biomechanik, trener, asystenci, żeby wzięli za wszystko odpowiedzialność. Jeżeli jest dobrze, to cieszmy się, a jeżeli źle, jak w przypadku Maćka – to niech reakcja będzie jak najszybsza. Oby nie było coraz gorzej, bo w końcu przyjdzie połowa sezonu, a on dalej będzie w rozsypce.

Obawiasz się, że może dojść do takiej sytuacji, że w końcu Maćka zastąpi się kimś z kadry B, a on będzie się szarpał poza kadrą A przez całą zimę?

- Ja wszystko rozumiem, ale też potrafię być w głowie zawodnika. Jeżeli skoczek stosunkowo niedawno wygrywał konkursy Pucharu Świata, stawał na podium i był piąty w klasyfikacji generalnej, to nie jest człowiekiem z zewnątrz, tylko kimś, kogo na wiele stać. Ten zawodnik dostał po twarzy raz, bo słabszy miał zeszły sezon, a teraz po twarzy dostaje drugi raz. Na pewno czuje się źle i trzeba mu pomóc. Ludzie mnie pytają czy Maciek jest teraz zadowolony. Jak ma być zadowolony? Z czego ma się cieszyć?

Może być co najwyżej cierpliwy. Ale i o to trudno.

- No właśnie. Lato też nie było rewelacyjne. Męczył się, nie miał przebłysków. Gdyby miał udane lato, to można by było tłumaczyć, że forma jeszcze zaraz przyjdzie. Głowa Maćka musi wytrzymać naprawdę trudny czas.

Więcej o: