Skoki narciarskie. Mika Kojonkoski chce, by Polacy szkolili Chińczyków na Pekin 2022. "Piszemy się na to"

- Mika Kojonkoski chce, żebyśmy podszkolili Chińczyków do igrzysk w Pekinie - mówi nam Adam Małysz. - Piszemy się na ten pomysł - zapewnia Jan Winkiel, sekretarz generalny Polskiego Związku Narciarskiego.

Najlepsi skoczkowie Pucharu Świata właśnie zaczęli nowy sezon, a Mika Kojonkoski marzy, że za cztery lata razem z nimi w olimpijskich konkursach w Pekinie wystąpią nastolatkowie, którzy kilka dni temu po raz pierwszy zobaczyli śnieg i skakali na maleńkiej skoczni K4.

- W Chinach zainwestowano w skoki bardzo dużo pieniędzy. Mika się zabrał za prowadzenie projektu i nawet chce nam do Polski podrzucić zawodników, żebyśmy ich podszkolili do igrzysk – mówi w rozmowie ze Sport.pl Adam Małysz. – Obawiam się, że jest trochę za późno. Moim zdaniem w cztery lata nie da się do olimpijskiego startu przygotować kogoś, kto nigdy nie skakał – dodaje czterokrotny medalista olimpijski.

PŚ w skokach. Kamil Stoch pokonał turbulencje. Piotr Żyła i Dawid Kubacki lecą razem z nim

Kojonkoski miał z kogo wybrać

Kojonkoski podkreśla, że oczywiście jest to zadanie bardzo trudne, ale w jego przekonaniu możliwe do wykonania (na wszelki wypadek z myślą o pekińskich igrzyskach oddzielnie pracuje seniorska kadra Chin, której trenerem został niedawno Słoweniec Jure Radelj). Jeden z najlepszych szkoleniowców w historii skoków działa z rozmachem. Kilka miesięcy temu pojechał do Chin, by przyjrzeć się 20 tysiącom nastolatków, których wyselekcjonowano do programu. Z nich wybrał 24 najlepiej rokujące osoby – 13 chłopców i 11 dziewcząt – w wieku od 14 do 19 lat, które przyleciały już do Kuopio. W mieście koordynatora Kojonkoskiego Chińczycy uczą się skoków pod nadzorem ośmioosobowego sztabu wybranego przez Mikę. W zespole szkoleniowym znaleźli się m.in. czołowy zawodnik świata sprzed 10 lat Janne Happonen i Pekka Niemelaa, który ma doświadczenie pracy z kadrami Finlandii, Francji i Turcji.

Bazą Szczyrk, pieniądze dla trenerów

Kojonkoskiemu zależy na tym, by młodzi Chińczycy zetknęli się z jak największą liczbą „szkół” skoków. – Oni już są rozrzuceni po Europie, tych zawodników jest tu w sumie 150 czy nawet 160 – mówi nam Małysz. – Stworzyli kilka grup, mają się w różnych krajach przygotowywać do igrzysk w Pekinie – opowiada dyrektor Polskiego Związku Narciarskiego ds. skoków i kombinacji norweskiej.

Skoki narciarskie. Maciej Kot musi walczyć z samym sobą. Horngacher ma plan na jego problemy, ale ambicja może to wszystko zepsuć

Kojonkoski jako szef projektu, w który podobno zainwestowano kwoty liczone w milionach (na przykład grupa z Kuopio ma do dyspozycji ponad 100 par nart, a po naukę będzie jeździła m.in. do tunelu aerodynamicznego w Sztokholmie), chce, by Chińczycy mieli jedną z baz w Polsce i żeby pracowali z naszymi trenerami.

- Nie wiem jak dokładnie miałoby wszystko wyglądać, ale pewnie gdyby miało dojść do współpracy, to postawilibyśmy na Szczyrk – mówi Małysz. – Ale wydaje mi się, że do tego nie dojdzie – dodaje.

Mistrz jest sceptyczny, ale inaczej na sprawę patrzy Jan Winkiel, sekretarz generalny PZN. – Piszemy się na ten pomysł – mówi. - Tak naprawdę to może wyłącznie pomóc rozwinąć nasze skoki, szczególnie na poziomie klubowym. Dzięki temu byłoby więcej środków i mielibyśmy więcej pracy dla trenerów – uzasadnia.

Wkrótce rozmowa o szczegółach

- Nie wiem nawet o jakich pieniądzach byłaby mowa. Ale szczerze powiem, że mamy za mało trenerów, żeby jeszcze kogoś Chińczykom oddawać – odpowiada Małysz.

PŚ w skokach. Adam Małysz dla Sport.pl: Żyła? Przemiana totalna. Stoch? To nie w nim był problem

- Trenerzy są chętni. Mogliby dzięki temu pracować na pełne etaty. To dla nich ważne. Ale na brak trenerów faktycznie powoli możemy zacząć narzekać. Mamy ich coraz mniej, a nie coraz więcej. Całe szczęście, że w Beskidach jest paru trenerów spod ręki Jasia Szturca [odkrywca talentów m.in. Adama Małysza i Piotra Żyły z racji wieku i stanu zdrowia Chińczyków raczej by nie szkolił]. Tam jest najmniejszy kłopot – tłumaczy Winkiel.

Sekretarz PZN nie wie, jakie pieniądze przywieźliby Chińczycy. - O szczegółach na razie nie rozmawialiśmy. Odpowiedzieliśmy tylko, że jesteśmy zainteresowani i wstępnie umówiliśmy się z Miką na spotkanie. Ma do niego dojść wkrótce, w trakcie tej zimy. Na razie wiadomo tyle, że jest koncepcja i my na pewno będziemy chcieli ją zrealizować – podsumowuje Winkiel.

Więcej o: