Skoki naciarskie. Zaplecza nie ma, Kamil Stoch na szczęście jest. Choć mogło go nie być na inauguracji

- Byłem pewny, że odpadłem. Nie wiem czy będę skakał w "drużynówce". Wyniki na to nie wskazują - mówił Kamil Stoch po piątkowych kwalifikacjach w Wiśle. Obrońca Pucharu Świata zajął dopiero 48. miejsce. Do niedzielnych zawodów indywidualnych awansował jako jeden z zaledwie sześciu Polaków, choć startowało ich aż 12.

- Może Jewgienij Klimow nie zauważył, że lato się skończyło – żartował Stoch w piątkowy wieczór pod skocznią w Wiśle. Trzykrotny mistrz olimpijski w ten sposób skomentował świetną formę rosyjskiego skoczka, który wygrał kwalifikacje, a na treningach miał pierwszy i trzeci wynik. Zwycięzca Letniej Grand Prix w zimę wskoczył świetnie. Ale zobaczymy czy tak lekko będzie mu się latało, kiedy pojawi się presja wyniku, czyli w niedzielę.

Jakub Wolny wygrał, Kamil Stoch nie przegrał

Na szczęście o dobry wynik w pierwszym indywidualnym konkursie sezonu będzie miał szansę powalczyć Kamil Stoch. Jego 111 metrów w kwalifikacjach było skokiem zupełnie nieudanym, nawet mimo trudnych warunków pogodowych. Z wiatrem w plecy i krótkim najazdem nie poradzili sobie też inni bohaterowie minionej zimy – mistrz i wicemistrz olimpijski z Pjongczangu Andreas Wellinger zakwalifikował się z 46. wynikiem, Robert Johansson, dwukrotnie brązowy na tegorocznych igrzyskach, uzyskał 38. wynik. Ale Stoch o pogodzie nie mówił wcale. – Mam problemy z pozycją dojazdową, stąd nierówne skoki – tłumaczył. Nierówny był faktycznie jak nie on. Na pierwszym treningu 21., na drugim dziewiąty, w (nie)szczęśliwych kwalifikacjach – 48. – Byłem pewny, że już mnie nie ma – przyznawał szczerze. W gronie 50 skoczków, którzy awansowali znalazł się dzięki nocie o zaledwie 2,8 pkt lepszej od tej, jaką uzyskał 51. Aleksander Zniszczoł.

Stoch ma problemy, ale Stefan Horngacher nie przestał w niego wierzyć. Trener zdecydował, że lider drużyny mimo słabszych skoków w piątek, w sobotę będzie kończył jej zmagania. – Fajnie, jakiś pozytyw – uśmiechnął się Stoch, gdy przekazaliśmy mu wiadomość. Chwilę wcześniej całkiem serio zastanawiał się czy w ogóle znajdzie się w polskiej „czwórce”.

Ze Stochem o podium – bo do miejsc na nim nasz zespół przyzwyczaił – powalczą Piotr Żyła, Jakub Wolny i Dawid Kubacki. Żyła był w kwalifikacjach 15., w treningach miał 13. i ósmy wynik. Wolny w kwalifikacjach zajął 33. miejsce, w treningach był 15. i 20, w nagrodę po raz pierwszy wystąpi w „drużynówce”. Kubacki spisał się zdecydowanie najlepiej – w kwalifikacjach zajął drugą pozycję, w obu seriach treningowych miał czwarte wyniki. – Skoki były dobre, równe, ale to jeszcze zdecydowanie nie jest moje 100 procent – mówi aktualny mistrz Polski, który tytuł wywalczył pod koniec października, wyraźnie odlatując kolegom.

Dawid Kubacki odskoczył za daleko?

I właśnie skala tego odlotu trochę niepokoi. Żyła skacze dobrze, Stoch to arcymistrz, który potrafi błyskawicznie naprawiać błędy, o niego bać się nie trzeba. Wolny rzeczywiście idzie w górę, ale pewniakiem do „dużych” punktów, które mu się wróży, jeszcze nie jest. A reszta naszych skoczków na starcie zimy chyba wcale nie wygląda tak mocno, jak chciał to widzieć prezes Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniusz Tajner. On całą „szóstkę” Horngachera, czyli kadrę A sytuuje w czołowej „20” Pucharu Świata. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że będzie musiało minąć trochę czasu, zanim pozbiera się Maciej Kot (39. w kwalifikacjach, co i tak przyjmujemy z ulgą po jego 63. i 66. wyniku na 70 startujących w seriach treningowych), a i Stefan Hula nie błyszczy (w kwalifikacjach 33., na treningach 46. i 39.). Jeszcze gorzej, że ciągle nie ma zaplecza. W piątek w Wiśle skakało 12 Polaków. Kwalifikacje przebrnęła tylko „szóstka” z kadry A. To nie jest świadectwo postępów, jakie rzekomo zrobiła kadra B.

W sobotę w Wiśle konkurs drużynowy. Początek o godzinie 16, choć skoczkom może przeszkodzić pogoda. W niedzielę zawody indywidualne, start o 15. Relacje na żywo w Sport.pl