LGP w Wiśle. Polacy zdeklasowali konkurencję. Stoch zaskoczony swoją formą "Czuje się lepszym skoczkiem"

Polscy skoczkowie zdeklasowali konkurencję i wygrali konkurs drużynowy z rekordową przewagą. Biało-czerwoni byli niezwykle zaskoczeni swoją formą. - Czuję się lepiej niż rok temu, może nawet czuje się lepszym skoczkiem, ale wiem, że czeka mnie wiele pracy w czasie tego lata - dziwił się Kamil Stoch.

Polscy skoczkowie po prostu zdeklasowali konkurencję w pierwszych zawodach letniego Grand Prix. Biało-czerwoni wygrali z rekordową przewagą 71,3 pkt. nad drugimi Niemcami. Trzecie miejsce zajęli Norwegowie.

Po zawodach skoczkowie byli zaskoczeni tak dobrą dyspozycją i widać było po nich, że nie spodziewali się tak wysokiej wygranej. Szczególnie zdziwiony był Kamil Stoch, który w lato skakał zwykle bardzo przeciętnie  - No szczerze mówiąc jestem pozytywnie zaskoczony dyspozycją, tymi pojedynczymi skokami, które mi się pojawiają. Czuje się lepiej niż rok temu, może nawet czuje się lepszym skoczkiem, ale wiem, że czeka mnie wiele pracy w czasie tego lata, bo nie wszystko funkcjonuje tak, jakbym chciał - analizował Kamil Stoch.

>>> Letnie Grand Prix w Wiśle. Historyczne zwycięstwo Polaków!

Indywidualnie? Polskie podium

Gdyby w sobotę rozgrywany był konkurs indywidualny, to biało-czerwoni zajęliby w nim trzy pierwsze miejsca. Najlepszy byłby Piotr Żyła, który o 9,4 pkt wygrałby z Kamilem Stochem. Trzecie miejsce zająłby Dawid Kubacki

- Fajnie mi się skakało, właściwie od początku przygotowań skacze dobrze. Ale tutaj robiłem po prostu to, co umiem - mówił Żyła.

Wiślanin odniósł się także do nowego doświadczenia, jakim było startowanie w ostatniej grupie. W pierwszej serii sędziowie dosyć długo trzymali go na belce, a Horngacher zdecydował się na obniżenie rozbiegu. -  To taka nowa sytuacja dla mnie. W pierwszej rundzie wytrzymałem, a w drugiej serii przewaga była taka, że nie było co zepsuć - śmiał się  Piotr Żyła.

>>> Polscy skoczkowie znowu zaskoczyli rywali. Magentowe kombinezony jak czekoladki

25. edycja Letniego Grand Prix rozpoczyna się w sobotę Wiśle. Tytułu sprzed roku bronić będzie reprezentant Polski Dawid Kubacki. Rywalizacja zaczyna się w Beskidach, a zakończy 3 października 2018 w Klingenthal. W tegorocznej edycji cyklu zaplanowanych zostało 13 konkursów, w tym 11 indywidualnych, jeden drużynowy mężczyzn oraz jeden drużyn mieszanych. 
25. edycja Letniego Grand Prix rozpoczyna się w sobotę Wiśle. Tytułu sprzed roku bronić będzie reprezentant Polski Dawid Kubacki. Rywalizacja zaczyna się w Beskidach, a zakończy 3 października 2018 w Klingenthal. W tegorocznej edycji cyklu zaplanowanych zostało 13 konkursów, w tym 11 indywidualnych, jeden drużynowy mężczyzn oraz jeden drużyn mieszanych.  GRZEGORZ CELEJEWSKI

Maciej Kot wykonał krok do przodu 

Teoretycznie najsłabszy z Polaków był Maciej Kot, który indywidualnie zająłby 11 miejsce. Polak oddał jednak dwa solidne skoki na 125 i 127 metrów i nie krył zadowolenia na konferencji prasowej. - Czułem się dobrze, mój dzisiejszy poziom z konkursu był naprawdę dobry. Forma jest jednak daleka od optymalnej. Jeśli chodzi o to, co działo się w ziemię, to długo analizowaliśmy błędy. W ostatnim czasie nie pracowałem wiele nad fazą lotu, ale nad tym, co dzieję się wcześniej. Jeśli najazd i odbycie są na wysokim poziomie, to lot nie jest zły - mówił Maciej Kot, który odnosił się do swoich błędów z sezonu 2017/2018. 

Bardzo dobrze skakał także Dawid Kubacki, który prezentuje bardzo równy poziom w czasie wiślańskich zawodów. - Pogoda była fajna, kibice dopisali, koledzy też się spisali. To jest bardzo pozytywny aspekt na początku tej rywalizacji - skitował Dawid Kubacki.

>>> Skoczkowie zaskoczyli nowymi kaskami. Stoch podpisał umowę. Furorę zrobił Jakub Wolny

Horngacher nie daje wolnego od dwóch lat

Odkąd Stefan Horngacher trafił do Polski, nasi skoczkowie trenują niemal bez przerwy. Austriak zrobił z polskich skoczków sportowców całorocznych, którzy muszą być ciągle w treningu. Poprzedni sezon zakończył się 26 marca, a już trzy dni później nasi zawodnicy rozpoczęli nowe treningi. Tutaj pojawia się pytanie, czy w którymś momencie nie przyjdzie zmęczenie materiału. Zawodnicy są jednak spokojni. 

- Jeśli zaczęliśmy wcześniej trenować, to mamy dużo więcej pracy w nogach i mamy nadzieję, że będziemy tym wygrywać rywalizację. W skokach nigdy nie można być niczego pewnym, mamy świadomość tego - analizował Stoch

 - Wiadomo, że zmęczenie się pojawia w okresie przygotowawczym. Cały proces treningowy monitorowany jest cały czas. Jeśli pojawiają się oznaki zmęczenie, to trenerzy modyfikują przygotowania. Mamy zaufanie do doktora Haralda (Pernitscha - austriacki naukowiec monitorujący przygotowanie skoczków - przyp red). Trzeba robić swoje i po prostu im ufać - mówił Maciej Kot.

- Musze tutaj dodać, że mamy  duże zaufanie do sztabu szkoleniowego. Przez dwa lata nie było żadnych oznak, że można by to zaufanie stracić - wtrącił Kamil Stoch.

>>> Nieważne czy zima czy lato - Kamil Stoch pierwszy. "Jestem skoczkiem zimowym, nie ja wymyśliłem ten sport"

Więcej o: