MŚ w lotach 2018. Przedskoczek Maciej Kot: Nie pilnują warunków, rozbieg jest wolniejszy, ale odczucia mam dużo lepsze

- Nie było pomiaru odległości i punktów, zmieniali wysokość belki, ale lądowałem w granicach 195, 198 i 190 m - mówi nam Maciej Kot o swoich trzech piątkowych skokach na mistrzostwach świata w lotach narciarskich w Oberstdorfie. Mistrz świata w drużynie z Lahti startuje jako przedskoczek, bo Stefan Horngacher nie zgłosił go do kwalifikacji konkursu indywidualnego. W sobotę Kot dalej będzie walczył o miejsce w niedzielnej "drużynówce"

Kamil Stoch jest trzeci, Dawid Kubacki zajmuje 10. miejsce, Stefan Hula plasuje się na 14. pozycji, a Piotr Żyła zamyka drugą „10” – tak wygląda sytuacja polskich skoczków po dwóch z czterech serii indywidualnego konkursu MŚ w Oberstdorfie. Horngacher oceniając piątkowy występ swoich zawodników mówi, że jest z nich zadowolony. I to dotyczy również Kota.

On, tak jak koledzy, skoczył na Heini-Klopfer-Skiflugschanze trzy razy. Wystąpił jako przedskoczek przed kwalifikacjami, a później przed pierwszą i drugą serią treningową.

- Nie było pomiaru odległości i punktów, zmieniali wysokość belki, ale lądowałem w granicach 195, 198 i 190 m – mówi Kot. Horngacher twierdzi, że szczególnie udany był ostatni lot zawodnika. I dodaje, że w tym momencie zupełnie nie zajmuje się wyborem składu na niedzielny konkurs drużynowy. Na to ma przyjść czas dopiero po zakończeniu zmagań indywidualnych.

Kot w czwartek wypadł najgorzej z piątki Polaków podczas jedynej serii treningowej i dlatego nie został zgłoszony do kwalifikacji, w których mogliśmy wystawić tylko czterech zawodników. Ale od razu postanowił zostać przedskoczkiem na czas indywidualnej rywalizacji. Chodziło nie tylko o to, by walczyć o miejsce w drużynie na niedzielę, ale też o to, by cały czas być w treningu i dążyć do zbudowania formy na igrzyska. – Odczucia mam dużo lepsze niż w czwartek – mówi nam Maciej po swoich piątkowych skokach. – Odległości może nie były lepsze, ale skakanie w roli przedskoczka jest naprawdę trudne. Warunków tak nie pilnują, rozbieg jest wolniejszy – tłumaczy. – Jednak krok po kroku jest lepiej – przekonuje. – W sobotę też skaczę. Każdy skok się przyda – kończy Kot.

Więcej o: