Skoki. Trenerzy dostaną po 10 tysięcy za medale Stocha, Żyły, Kota i Kubackiego

- Pierwsi trenerzy to często biedni ludzie. Ale jeszcze ważniejszy od pieniędzy jest gest wobec tych, którzy wychowali talenty, a o których często nikt później nie pamięta - mówi Kazimierz Długopolski, odkrywca talentu Macieja Kota. We wtorek w Warszawie na gali "Pierwszy Trener" organizowanej przez Ministerstwo Sportu i Turystyki po 10 tysięcy złotych dostaną pierwsi szkoleniowcy tegorocznych medalistów mistrzostw świata i Europy w różnych dyscyplinach.

Założenie jest proste – na uroczystej gali w hotelu Sofitel Victoria nasi najlepsi sportowcy mijającego roku wręczą nagrody swoim trenerom, z którymi zaczynali kariery.

W gronie wyróżnionych znaleźli się trzej szkoleniowcy skoków narciarskich. Zbigniew Klimowski jako wychowawca Kamila Stocha i Dawida Kubackiego, Jan Szturc jako odkrywca Piotra Żyły i Kazimierz Długopolski, czyli pierwszy trener Macieja Kota. Wymienieni zawodnicy w marcu zostali drużynowymi mistrzami świata w Lahti. A Żyła zdobył też brązowy medal indywidualnie.

- Trenerzy, którzy teraz prowadzą medalistów, za medale dostają nagrody i z ministerstwa, i ze związków sportowych. A ci pierwsi szkoleniowcy, którzy często przez lata uczyli podstaw sportu późniejszych mistrzów, to często biedni ludzie. I zapomniani. Bardzo dobrze, że ktoś o tych trenerach pomyślał. Nie chodzi o pieniądze, dużo ważniejszy jest gest – tłumaczy Długopolski.

Podobnie wypowiada się Szturc. – Z przyjemnością wezmę udział w gali. Bardzo miło, że postanowiono zorganizować taką uroczystość. Nigdy wcześniej nie było takiej inicjatywy, a warto docenić ludzi, u których nasi mistrzowie zaczynali – mówi wychowawca Żyły, a wcześniej m.in. Adama Małysza.

„W skokach mamy kontakt, inni się rozjeżdżają”

Długopolski i Szturc do Warszawy wybrali się razem z Klimowskim. – Spakowałem garnitur, bo choć za takim strojem nie przepadam, to nie wypada wystąpić w innym wydaniu niż eleganckie, dołączył do mnie Kazio Długopolski, a po drodze wzięliśmy jeszcze Jasia Szturca. Bardzo nam wszystkim miło, jesteśmy bardzo wdzięczni ministerstwu, że pierwszy raz coś takiego organizuje – mówi człowiek, który szlifował talenty Stocha i Kubackiego, i który nadal to robi, pracując z nimi w kadrze.

Asystent Stefana Horngachera dostanie 20 tysięcy złotych, bo wychował sportowo dwóch medalistów. Ale i on podkreśla, że pieniądze schodzą na drugi plan. – Większość trenerów, u których sportowcy zaczynali, z biegiem lat zostaje w tyle. Zawodnik przechodzi do kadry i często przez lata drogi i jego i jego wychowawcy coraz bardziej się rozjeżdżają. U nas, w skokach, jeszcze nie jest źle, bo ja jak zacząłem pracować z Kamilem i Dawidem, to praktycznie cały czas mam z nimi kontakt, dzięki temu, że od lat jestem w kadrze. Jasio Szturc i Kazik Długopolski też są ze skokami na bieżąco i mają z chłopakami kontakt. Ale przecież wiemy, że w wielu innych dyscyplinach często przez lata najlepsi sportowcy nie mają kontaktu ze swoimi pierwszymi szkoleniowcami – mówi Klimowski.

Horngacher nie puścił zawodników

Akurat trenerzy skoczków na gali nie spotkają się ze swoimi podopiecznymi. W poniedziałek kadra wróciła z zawodów Pucharu Świata w Engelbergu, a już we wtorek zaczęła trzydniowe zgrupowanie w Zakopanem. Był pomysł, by wszyscy polecieli do Warszawy z Krakowa i by wrócili zaraz po uroczystości, ale z takiej wyprawy ostatecznie zrezygnowano. - Stefan Horngacher zdecydował, że o wyjeździe do Warszawy nie ma mowy. Wrócilibyśmy nie wcześniej niż po północy, zawodnicy znów by nie dospali po tym jak w niedzielę wstali o piątej rano. Jak w końcu wyglądałby trening? Za dużo byśmy stracili, kolejny szalony dzień za mocno by się na chłopakach odbił – tłumaczy Klimowski.

Jeszcze w niedzielę wydawało się, że Stoch, Żyła, Kot i Kubacki pojawią się na gali. Szturc mówił nam wtedy, że najprawdopodobniej taką decyzję podejmie Horngacher po konsultacjach z prezesem Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniuszem Tajnerem i sekretarzem generalnym Tomaszem Wieczorkiem. – Na pewno byłoby mi szczególnie miło, gdybym nagrodę odebrał od Maćka, a kolegom, gdyby odebrali je od Kamila i Dawida oraz od Piotrka. Ale wiadomo, że nasi skoczkowie mają teraz inne, ważniejsze zajęcia. Niech spokojnie pracują w Zakopanem – kończy Długopolski.