PŚ w Wiśle. W listopadzie śniegu nie zabraknie, problemów również

Wisła udanie zainaugurowała letni sezon skoków narciarskich. Do miasta Adama Małysza zjechało kilkanaście tysięcy ludzi, którzy podziwiali dwa zwycięstwa biało-czerwonych. FIS bardzo dobrze ocenił organizację imprezy, ale sen z powiek Waltera Hofera może spędzać kilka kwestii dotyczących samego obiektu.

Polski Związek Narciarski starał się długo ukrywać przed Hoferem, że COS ma spore problemy z drugim przetargiem na modernizację skoczni. Niestety, sytuacja robiła się coraz bardziej gorąca i w pewnym momencie zdecydowano nawet o wstrzymaniu sprzedaży biletów na listopad. Po kilku godzinach okazało się jednak, że jedyny oferent popełnił błąd i zamiast kwoty netto, wpisał w ofertę kwotę brutto. Sprawa została szybko wyjaśniona, a przedstawiciel przedsiębiorcy miał zjawić się w poniedziałek w warszawskim biurze COS-u, by osobiście dokonać korekty.

Nowe tory nie są koniecznością, ale...

Tajemnicą poliszynela jest fakt, że zamontowanie mrożonych torów najazdowych wcale nie jest obowiązkiem dla miast goszczących Puchary Świata. W tej chwili nie ma przepisów, które by to regulowały. Walter Hofer bardzo dobrze wie, jak wygląda kwestia remontów na polskich obiektach. Dyrektor Pucharu Świata przekonał się na własnej skórze, że dopiero widmo zabrania Polsce imprezy, daje szansę na remont skoczni. Tak było w Zakopanem, i tak postawiono sprawę przed Wisłą. Albo modernizujecie skocznie i dostajecie w zamian inaugurację Pucharu Świata, albo nie robicie nic i macie jeden konkurs w środku tygodnia, a w dłuższej perspektywie Wisła wypadnie z kalendarza.

- W czasie mistrzostw świata w Lahti oprowadziłem ministra sportu po tamtejszych skoczniach i pokazałem jak wygląda to w Finlandii. Potem na dole podeszliśmy do Apoloniusza Tajnera, Waltera Hofera i Adama Małysza. Porozmawialiśmy chwilę na temat inauguracji Pucharu Świata w Wiśle i zapytałem Witolda Bańkę, jak będzie z Wisłą.  Po chwili  Minister Sportu powiedział, że daje nam zielone światło i otrzymamy gwarancje na modernizację obiektu – mówi wiceprezes PZN, Andrzej Wąsowicz. 

Po zawodach w Wiśle udało się uzyskać komentarz Waltera Hofera, który lakonicznie stwierdził, że wszystko wygląda przyzwoicie, ale na dokładniejszą ocenę przyjedzie czas po głębszej analizie weekendu.

Śniegu nie zabraknie, a co z wiatrem?

Wielu kibiców niepokoi się tym, czy w połowie listopada uda się odpowiednio przygotować skocznię. O odpowiednią ilość śniegu zadba jednak firma SuperSnow, która będzie w stanie naśnieżyć skocznię, nawet jeśli utrzymywałby się temperatury sięgające 25 stopni Celsjusza. Niestety, dużo gorzej wygląda sprawa z wiatrem, który w Wiśle potrafi storpedować konkursy.

W czasach, gdy w Malince stała stara skocznia o punkcie K usytuowanym na 105 metrze, mówiło się o tym, że jest to idealne miejsce na wybudowanie większego obiektu. Skocznia położona była w gęstym lesie, dzięki czemu właściwie nie było tam żadnych problemów z wiatrem. Niestety, przy budowie nowej skoczni wycięto wiele drzew z prawej strony zeskoku i skoczkowie często narzekają podmuchy uniemożliwiające oddawanie dobrych skoków.

- Popełniałem te same błędy co w zeszłym sezonie. Niestety, na skoczni w Wiśle ciężko jest to naprawić, bo mierzymy się tutaj z wiatrem, który wieje od strony wieży sędziowskiej – mówił po zawodach Maciej Kot.

Rozwiązaniem tego problemu będzie zamontowanie wiatrołapów, ale na tę inwestycję trzeba będzie poczekać do przyszłej wiosny.  - Jesteśmy w kontakcie z firmą stawiającą osłony przeciwwiatrowe. Zresztą jej przedstawiciel to dobry znajomy Waltera Hofera. W tej chwili dokonujemy odpowiednich pomiarów, bo nie sztuka jest tylko postawić siatki. Chcemy, żeby one działały jak najlepiej. Był również pomysł wypożyczania przenośnych osłon, ale zupełnie się to nie kalkuluje. Zdecydowanie lepiej jest zrobić stałe osłony – dodaje wiceprezes. 

Recepta na drogie bilety

Organizacja inauguracji Pucharu Świata pociąga za sobą koszty większe niż w przypadku zwykłego weekendu skoków. Dodatkowo trzeba będzie zapłacić za produkcję śniegu, co również wpływa na całkowity koszt weekendu.

Niestety, skocznia w Wiśle Malince może pomieścić jedynie około 5 tysięcy kibiców, dlatego ciężko odpowiednio zbilansować ceny biletów. Właśnie dlatego zdecydowano się na drastyczną podwyżkę cen. Trzeba jednak zauważyć, że są one porównywalne z tymi za wejściówki na mecze reprezentacji Polski w piłce nożnej, a nasi skoczkowie to przecież najlepsza drużyna na świecie.

Duży wpływ na ceny biletów miałoby stworzenie dodatkowych miejsc dla kibiców. Choć na dole skoczni jest już bardzo ciasno, to idealne miejsce na nową trybunę znajduje się po lewej stronie zeskoku (patrząc od dołu skoczni). Za płotem gromadzą się setki kibiców, którzy nie zapłacili za bilety, a mają zdecydowanie najlepszy widok na skocznie.

Sprawę już jakiś czas temu zauważono w Przeglądzie Sportowym, ale teraz wydaje się, że wszystko jest na najlepszej drodze do realizacji tej inwestycji. - Tam jest najlepszy widok do oglądania skoków na obiekcie im. Adama Małysza. Dzięki tym nowym trybunom rozwiązalibyśmy również problem, z którym zmagamy się od powstania skoczni, czyli tego, że w czasie zawodów za płotem znajduje się wielu kibiców. Chcemy zainwestować w trybunę, która kształtem przypominałaby te w Innsbrucku. Po prostu pojawią się tam takie ,,balkony'' z poręczami. Szacujemy, że dałoby to około 2,5 tysiąca miejsc więcej – mówi wiceprezes PZN. Taka liczba kibiców oznacza, że do budżetu zawodów wpłynęłoby około 200 tysięcy złotych.

- Niestety, dodatkowe miejsca możemy stworzyć jedynie po lewej stronie zeskoku. Po prawej stronie mamy sztuczny nasyp, który jest terenem osuwiskowym, dlatego nie możemy w niego ingerować. Planujemy tę inwestycję, ale ważniejsze są kwestie siatek przeciwwiatrowych – mówi Andrzej Wąsowicz.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.