PŚ w Planicy. Kamil Stoch po locie na 251,5 m: Strach? Chciałem lecieć jeszcze, jeszcze i jeszcze dalej!

- A kto powiedział, że przeszorowałem? - śmieje się Kamil Stoch, gdy pytamy czy mocno odczuł podparcie po lądowaniu na 251,5 m. Lider polskiej drużyny zapewnił jej trzecie miejsce w zespołowym konkursie w Planicy, osiągając rekord kraju i rekord skoczni w Planicy. W niedzielę finał sezonu, ostatnie zawody indywidualne. Relacja na żywo w Sport.pl o godz. 10

Obserwuj @LukaszJachimiak

Łukasz Jachimiak: Walcząc o trzecie miejsce dla drużyny na 251 metrów Stefana Krafta odpowiedziałeś lotem na 251,5 m. To rekord Polski, rekord skoczni w Planicy i trzeci wynik w historii. Niesamowity rezultat.

Kamil Stoch: To wspaniałe. Wspaniałe! Skoczyć ponad 250 metrów to było moje wielkie marzenie, ale nie sądziłem, że uda mi się je spełnić podczas tego weekendu.

Mocno odczułeś przeszorowanie tyłkiem po zeskoku?

- A kto powiedział, że przeszorowałem? (śmiech)

Rekordzistą jesteś, oficjalnie to ogłoszono, nikt już tego nie zmieni.

- Jakie to ma znaczenie czy szorowałem? Wylądowałem, ustałem.

Zostałeś pierwszym Polakiem, który poleciał ponad ćwierć kilometra, przypieczętowałeś pierwszy Puchar Narodów dla naszego zespołu, niedawno zdobyliście pierwsze złoto MŚ drużynowo. Sezon pierwszych razów?

- To niesamowita zima dla całej naszej ekipy. Chciałem z całego serca podziękować nie tylko zawodnikom, ale również trenerom, naszym rodzinom, kibicom, wszystkim pracownikom Polskiego Związku Narciarskiego. Adamowi też, Adam też jest w sztabie szkoleniowym [Adam Małysz przysłuchiwał się rozmowie Kamila z polskimi dziennikarzami]. Dziękuję sztabowi szkoleniowemu i specjalnie Adamowi (śmiech). Każdemu, kto miał wkład w nasze sukcesy, dziękujemy. A sezon jeszcze się nie skończył, przed nami jeszcze jeden dzień latania, jeszcze jeden dzień czerpania radości z tego, co robimy. Dlatego w dalszym ciągu trzeba trzymać się na nogach i być skoncentrowanym.

Po piątym miejscu w piątek i zwycięstwie Krafta mówiłeś, że zejdzie z Ciebie presja, bo Austriak już prawie zapewnił sobie Kryształową Kulę. Zeszła?

- Zdecydowanie zeszła. Ale konkurs był trudny, do samego końca walczyliśmy z Austrią. Słyszałem, że tuż przede mną Stefan skoczył bardzo daleko. Wiedziałem, że muszę odnaleźć siebie, swój system koncentracji i zrobić tylko to, co potrafię. Nic więcej.

Już na progu wiedziałeś, że polecisz tak daleko?

- Nie, w lotach bardzo duże znaczenie ma to, jakie są warunki na dole.

Było trochę strachu, kiedy się zbliżałeś do końca zeskoku?

- Nie, chciałem lecieć jeszcze, jeszcze i jeszcze dalej (śmiech).

Dalej dałoby się ustać?

- Mam nadzieję, że się da.

Więcej o: