PŚ w skokach. Vikersund z dwoma rekordami świata i dwoma rekordami Polski. Najlepszy konkurs od 12 lat!

Piotr Żyła najpierw 243 m w serii próbnej, a później 245,5 m w konkursie: to nowe rekordy Polski. A że świetnie latali jeszcze Maciej Kot - m.in. 244,5 m - i Kamil Stoch - 243 m w finale - a bardzo dobrze Dawid Kubacki, to Polska zajęła drugie miejsce w drużynowych zawodach w Vikersundzie. Zawodach najlepszych od dawna, okraszonych dwoma rekordami świata. W niedzielę konkurs indywidualny, relacja na żywo w Sport.pl o godz. 14.15

Obserwuj @LukaszJachimiak

Po pierwszej serii piątej "drużynówki" w tym sezonie Pucharu Świata Polska do prowadzącej Norwegii traciła pół punktu. Już wtedy było widać, że z naszym zespołem nie może się stać nic złego. Po słabszych występach w Oslo i Trondheim złoci medaliści konkursu drużynowego MŚ w Lahti wrócili do formy godnej mistrzów. Finalnie ekipie gospodarzy ulegliśmy o 34 pkt, ale trzecich Austriaków Żyła, Kubacki, Kot i Stoch pokonali różnicą aż 73,2 pkt. A to Austriacy, napędzani przez rewelacyjnego Stefana Krafta, najmocniej gonią nas w klasyfikacji Pucharu Narodów. W trzech ostatnich konkursach odrobili do nas aż 246 punktów, teraz wreszcie polska przewaga urosła - ze 188 do 238 "oczek".

Bronić jej w czterech ostatnich startach (indywidualny jutro, następnie dwa indywidualne i drużynowy w Planicy w przyszłym tygodniu) tej zimy będzie trudno. Kraft nadal jest wspaniały, indywidualnie miał najlepszą notę, od soboty do niego należy nowy rekord świata w długości lotu - 253,5 m. Ale Polacy wreszcie skontrowali, nie oglądali się za siebie, odlecieli.

Polacy kontrują, czyli odlatują

Najlepsze odległości dnia i zarazem najlepsze w historii zanotowali Kraft i trochę wcześniej Robert Johansson, który lecąc na 252 m jako pierwszy pobił należący od dwóch lat do Andersa Fannemela rekord wynoszący 251,5 metra. Jednak trzeba zauważyć, że z 25 w sumie lotów co najmniej na granicę rozmiaru sędziowskiego Vikersundbakken (HS wynosi 225 m) aż pięć należało do Polaków. Stoch miał indywidualnie drugą notę dnia, Kot był w takim zestawieniu siódmy, a 16. Żyła i 20. Kubacki też mają powody do zadowolenia. Kubacki był w pierwszej serii blisko swojego rekordu życiowego (216,5), bo osiągnął 210 m. Żyła "życiówkę" pobił dwukrotnie, w obu przypadkach bijąc rekord Polski. Najdalej w swoich karierach polecieli też i Stoch, i Kot. W sumie jednego dnia Polacy aż cztery razy skoczyli dalej od dotychczasowego rekordu kraju, którym było 238 m Stocha. Mieli ogromną frajdę, mają większą przewagę nad Austriakami i znów dużą nad Niemcami. Ci nie wytrzymali, zajęli dopiero piąte miejsce, do naszego zespołu stracili aż 233,4 pkt. To przepaść, nie dogoniliby nas, nawet gdyby jeszcze raz mógł skoczyć najlepszy z nich - Andreas Wellinger, który indywidualnie miał trzeci wynik. Polacy do Pucharu Narodów dostali 350, Austriacy 300, a Niemcy - tylko 200 punktów. Możliwe, że ekipa Wernera Schustera odpadła z walki o końcowe zwycięstwo. Jej strata do Polski powiększyła się z 217 do 367 punktów.

Szalona Planica była prawie bez nas

My odskoczyliśmy rywalom, a same loty w Vikersundzie poziomem przypominały te uznawane za najlepsze w historii - z Planicy z 2005 roku. Wtedy w Słowenii było aż 30 wyników równych i większych niż HS skoczni (215) m, a tego jednego dnia - 20 marca - rekord świata bito jeszcze częściej niż teraz w Norwegii. Najpierw w serii próbnej 231 m osiągnął wówczas Tommy Ingebrigtsen, wyrównując rekord Mattiego Hautamaekiego z 2003 roku. W tej samej serii 234,5 m poleciał Bjoern Einar Romoeren. W drugiej serii konkursu Huatamaeki pobił go o metr, na co Romerem odpowiedział lotem na 239. metr. Pobiłby go jeszcze Janne Ahonen, gdyby ustał lądowanie na 240. metrze. Rezultat Norwega przetrwał jako najlepszy aż do 2011 roku, kiedy to przebudowana Vikersundbakken okazała się nowym, największym mamutem świata.

W jednym Vikersund 2017 jest na pewno lepsze niż Planica 2005. Wtedy z zazdrością obserwowaliśmy, jak bawią się najlepsi. Adam Małysz akurat nie był w najwyższej formie, po lądowaniach na 210. i 216. metrze zajął 15. miejsce. A był naszym jedynym zawodnikiem z prawem startu w zawodach kończących sezon. Teraz podopieczni Horngachera - jak w prawie wszystkich konkursach tej zimy - byli bohaterami pierwszoplanowymi. Świetnie, że w takim konkursie dali wyraźny sygnał, że nie zamierzają kończyć sezonu wtapiając się w tło.