MŚ w Lahti 2017. Kazimierz Długopolski: Stoch lepiej robi Morgensterna, Kot ma lepszy charakter

- Stoch w idealnych próbach świetnie robi Morgensterna, Maciek jeszcze musi nad tym pracować - mówi Kazimierz Długopolski, pierwszy trener Macieja Kota. - Moim zdaniem większe szanse na medale ma Stoch. Kamil ma większe umiejętności, chociaż Maciek ma lepszy charakter do skoków - dodaje szkoleniowiec AZS-u Zakopane. W piątek na MŚ w Lahti kwalifikacje do sobotniego konkursu na obiekcie HS100. Początek o godz. 13.30, relacja na żywo w Sport.pl

Obserwuj @LukaszJachimiak

Łukasz Jachimiak: Za nami pierwsze treningi skoczków w Lahti, już w sobotę pierwszy konkurs. Emocjonuje się Pan startem przede wszystkim Macieja Kota?

Kazimierz Długopolski: Oczywiście, że przeżywam. Zwłaszcza że spodziewam się dobrego wyniku.

Medalu?

- Nie wiem czy Maćkowi uda się go wywalczyć, ale wysoko będzie na pewno, bo jest w formie. Żeby zdobyć medal, to trzeba i mieć bardzo dobry dzień, i sprzyjające warunki, i trochę szczęścia do tych przeliczników. Dużo rzeczy musi się złożyć, żeby było podium. Natomiast już cieszę, że po raz pierwszy będę przeżywał prawdziwą walkę Maćka o podium wielkiej imprezy.

Skoczkowie rywalizację w Lahti zaczynają od skoczni HS100 - mniejszy obiekt jest dla Maćka lepszy? I na MŚ w Val di Fiemme w 2013 roku, i na igrzyskach w Soczi - rok później - na takich obiektach uzyskiwał znacznie lepsze wyniki.

- W sezonie olimpijskim Maciek skakał dobrze, na skoczni normalnej był siódmy, a miał identyczne odległości [101,5 i 98,5 m] jak brązowy medalista. Tylko że Anders Bardal miał lepsze punkty za wiatr. Ale teraz Kot jest w jeszcze lepszej formie niż wtedy. Szczególnie na mniejszej skoczni w Lahti ma szansę na medal.

Dlaczego "szczególnie"? Dynamika i moc są u Kota na wyższym poziomie niż technika?

- Maciek jest niesamowicie dynamiczny, a z techniką cały czas ma trochę kłopotów. To widać tym mocniej, im większa jest skocznia.

Na czym konkretnie polega ten problem z techniką? Ostatnie wyniki Maćka pokazują, że jeśli coś nie gra, to minimalnie i dla laika jest to niezauważalne. Co Pan widzi?

- Jeszcze troszeczkę za płasko się Maciek układa w locie. Jeszcze trochę za mało idzie biodrami nad narty.

Czyli nie robi jeszcze tego, co robi Kamil Stoch w swoich najlepszych skokach?

- Dokładnie o to chodzi. Stoch w idealnych próbach świetnie robi Thomasa Morgensterna, bo to Austriak idealnie układał biodra. Maciek jeszcze musi nad tym pracować. Takie jest moje zdanie, że gdyby wyżej biodra układał, to na dużych skoczniach odlatywałby jeszcze dalej.

Między Panem i Maćkiem cały czas jest taki układ, że przekazuje mu Pan swoje spostrzeżenia, pomysły?

- Rozmawiamy o wszystkim, tylko nie o skokach. Maciek ma już i tak głowę nimi nabitą. Gadamy o życiu, o przeróżnych sprawach, ale nie o sporcie. Teraz on ma swoich trenerów, sportem żyje przez 90 procent doby, te pozostałe 10 proc. musi poświęcić na odpoczynek. Spotykamy się, ostatnio sobie pogadaliśmy ze dwa tygodnie temu. Ale obaj wolimy, żeby to były tylko luźne rozmowy starych znajomych.

Od jak dawna się znacie?

- Przez większość życia Maćka. Trenował u mnie od 2000 albo 2001 roku.

Ile lat w sumie szlifował Pan jego talent?

- Przez sześć-siedem lat. Odszedł w 2007 roku, kiedy Hannu Lepistoe wziął go do kadry A.

Maciek urodził się w 1991 roku, czyli trenować zaczął jako dziewięciolatek. Późno, prawda?

- Byłoby późno, gdyby nie fakt, że obaj z bratem trafili do mnie z narciarstwa alpejskiego. Tam zawsze szukali górek do skakania, nie bali się, więc przyszli jako odważni i świetnie jeżdżący na nartach chłopcy. Ci, którzy zaczynają w wieku sześciu-siedmiu lat, muszą się najpierw porządnie nauczyć jeździć. Oni przyszli gotowi na tyle, że od razu mogłem ich wziąć na skocznię K-25. I obaj od razu skakali bardzo dobrze.

Z butów nie wypadali?

- Nie przeżywali takich historii jak Adam Małysz, co zawdzięczają właśnie Adamowi.

Dzieci Małyszomanii?

- Zecydowanie. Adam swoimi mistrzowskimi skokami sprawił, że były pieniądze na normalny sprzęt dla dzieciaków. Małyszomania była niesamowita. Żadnej Stochomanii nie ma, powinien to wiedzieć każdy, kto pamięta czasy dominacji Adama i tego szaleństwa, jakie wywołała. Teraz to mamy tylko wielkie, zdrowe zainteresowanie Kamilem i innymi chłopakami.

Maciek od zawsze chciał być jak Małysz? W wywiadach zawsze podkreśla, że to był jego idol, że nawet kiedy debiutował w Pucharze Świata, skacząc w Lahti z Małyszem w jednej drużynie, to w swoim pokoju miał wielki plakat mistrza.

- W duchu najpewniej zawsze chciał być taki jak Adam, ale nie opowiadał o tym, nie nakręcał się, że komuś wielkiemu chce dorównać. Zawsze dążył tylko do tego, żeby się poprawiać, żeby jak najlepiej pracować i dzięki temu jak najlepiej skakać.

Nieżyjący już Stanisław Trebunia-Tutka, jeden z odkrywców talentu Kamila Stocha, opowiadał mi kiedyś, że jako dziecko Kamil nie umiał przegrywać, że wtedy płakał, rzucał nartami. Maciek zawsze był taki opanowany, jak teraz?

- Maciek nigdy nie wpadł w złość, nie pokazywał takich emocji. Po nim nie bardzo było widać czy skoczył daleko, czy słabo. Jego brat, Kuba, przeżywał wszystko. Maciek zawsze był zrównoważony.

I podobno długo był w cieniu brata?

- Osobiście większe nadzieje pokładałem w Kubie niż w Maćku. Był lepiej poukładany technicznie, skakał bardziej elegancko, miał większą dynamikę, lepsze warunki fizyczne. Do 15. roku Kuba był złotym dzieckiem, skakał niesamowicie. A Maciek był słabszym zawodnikiem. Później wszystko się odwróciło. Bracia mają zupełnie różne charaktery. I to one okazały się decydujące.

Czyli w okresie dojrzewania, który wymuszał zmiany w technice decydująca okazała się siła spokoju Maćka?

- Tak, Maciek jest młodszy o półtora roku, ale to Kuba, a nie Maciek zawsze się stresował przed zawodami, spalał się po prostu. Maciek ma świetny charakter do skoków. Jak jeden skok mu nie wyszedł, to on zawsze wierzył, wyjdzie następny, jak jedne zawody się nie udały, to powtarzał, że w następnych będzie dobrze.

Trochę się to kłóci z powszechnie powtarzanymi zarzutami wobec Maćka, że jest niecierpliwy.

- Niekoniecznie się kłóci. Jak jest się od lat w szerokiej czołówce, jak już kilka lat temu bywało się w "10", jak się miało przełom i duże sukcesy na wyciągnięcie ręki, a jednak się nie udało, to trudno o cierpliwość. Tu mówimy już o świecie wielkich skoków. Maciek potrafił pokazywać w treningach czy kwalifikacjach, że jest kandydatem do podium, a w konkursach nigdy tego nie potwierdzał. W tym sezonie wreszcie mamy przełom. I teraz jestem pewny, że podiów dla Maćka będzie jeszcze wiele. Teraz on już będzie pokazywał ten spokój i tę cierpliwość, które ja dobrze pamiętam.

Maciek zadebiutował w Pucharze Świata 10 lat temu, jeszcze jako 15-latek. Kiedy wbrew wielu osobom Hannu Lepistoe na niego postawił, to pan się o Maćka bał, czy uważał Pan, że sobie poradzi?

- Wiedziałem, że od razu nie zrobi furory, ale już wtedy widziałem, że ma wielki talent, więc bardzo się cieszyłem, że dostrzegł to tak wielki trener. W tamtym czasie Lepistoe wziął do kadry też innego z moich podopiecznych, Krzyśka Miętusa. To rówieśnik Maćka, też miał duży talent. Ci chłopcy zaczęli robić szybkie postępy. Szkoda, że Miętus stanął, bo też był blisko światowej czołówki. A Maciek na pewno skorzystał.

Nie bał się Pan, że Maciek się spali? Przeskoczył do Pucharu Świata z Pucharów FIS, nie miał doświadczenia nawet z Pucharu Kontynentalnego. Awans z trzeciej ligi do światowej ekstraklasy musiał być dla tak młodego chłopaka trudny.

- Tu właśnie dał o sobie znać charakter Maćka. On tej sytuacji zbyt mocno nie przeżywał. Nie zwierzał się światu czy to dla niego szok. Ja wiedziałem, że mając miejsce w kadrze dostanie lepsze warunki do rozwoju i on też umiał to dostrzec.

Jan Szturc opowiadał mi niedawno, że Maciek jako debiutant w PŚ wyglądał bardziej jak Klemens Murańka czy Aleksander Zniszczoł, czyli wówczas dzieci, jakie pod opieką właśnie Szturca jechały wspólnie z kadrą do Lahti, by na miejscu wystartować w nieoficjalnych mistrzostwach świata dzieci.

- Już w drodze do Lahti Maciek na pewno był przejęty, ale wcześniej nie zauważyłem, żeby się stresował powołaniem. Za to widziałem, że się bardzo cieszył. Każdy dobrze ułożony chłopak w takim wieku już marzy o kadrze. A że starsi zawodnicy na czele z Adamem Małyszem przyjęli go w kadrze dobrze, to tym lepiej wszystko poszło.

W 2007 roku Kot debiutował w Lahti w świecie dorosłych, skacząc u boku Małysza, który dopiero co zdobył złoto MŚ w Sapporo. Teraz w tym samym Lahti będzie walczył o medale, za jednego z rywali mając innego wielkiego mistrza, Kamila Stocha. Według Pana obaj mają podobne szanse na podium konkursów indywidualnych?

- Moim zdaniem Kamil ma jednak większe szanse. Chociaż Maciek ma lepszy charakter i to daje mu jakąś przewagę. Stoch ma większe umiejętności, jest bardziej doświadczony, ale on nie ma takiego spokoju, jak Maciek. Kamil potrafi się zdenerwować, jak ostatnio w Sapporo, gdy po nieudanym skoku przeganiał operatora kamery. Ale obaj będą o "pudło" walczyć. I niechby mieli chociaż po brązie, a już będzie wielki sukces. Na takich imprezach nigdy lekko medal nie przychodzi. Więc doceńmy każdy, jaki chłopakom uda się wywalczyć.

Jak wszyscy uważa Pan, że łatwiej będzie o medal naszej drużynie?

- Wcale nie, tu podium naprawdę nie jest pewne. Nie przydzielajmy medali w oparciu o wyniki "drużynówek" z Pucharu Świata.

Zgoda, że nic się samo nie wygra, ale jednak te trzy konkursy pokazały, że Polacy, Niemcy i Austriacy są tej zimy znacznie lepsi od pozostałych zespołów.

- Zgoda, ale jestem pewny, że będą się liczyć również Słoweńcy, a i Norwegowie mogą się obudzić. Poza tym trzeba skoczyć osiem równych, dobrych skoków, a w Lahti może być o to trudniej i za sprawą stawki, i zmiennego wiatru. Jesteśmy jednym z faworytów, ale i w tym konkursie każdy medal będzie sukcesem, a nie oczywistością.

Zobacz wideo

Znakomita forma Polaków

Znakomitą dyspozycję prezentują polscy skoczkowie w Lahti na skoczni normalnej (HS100)! Podopieczni Stefana Horngachera zdominowali dwa pierwsze treningi i zajęli aż cztery z sześciu miejsc na podium. A na trzecim treningu? >>

Horngacher wybrał czwartego

Tylko czterech Polaków może wziąć udział w konkursie w Lahti na skoczni normalnej (HS100). Stefan Horngacher zdecydował, kto poza "żelazną" trójką udział weźmie w zawodach. Decyzję przekazał Adam Małysz. >>