PŚ w Pjongczangu. Guńka: Kamil Stoch miał pecha, a Borek Sedlak wziął naprawdę trudną robotę

- Borek to jest fajny chłopak i na pewno sercem jest przy Słowianach - mówi Ryszard Guńka. Międzynarodowy sędzia jest przekonany, że Borek Sedlak, który zezwala na start skoczkom w Pucharze Świata, nieświadomie wystartował Kamila Stocha w najgorszych warunkach w środę w Pjongczangu i kilkanaście dni temu w Willingen. W czwartek drugi konkurs w Korei. Relacja na żywo w Sport.pl o godz. 11

Obserwuj @LukaszJachimiak

Łukasz Jachimiak: w pierwszej serii konkursu w Pjongczangu ze wszystkich 50 skoczków najgorsze warunki wietrzne miał Kamil Stoch. Kilkanaście dni temu w Willingen w całym konkursie drużynowym też najgorsze warunki miał Stoch. Może pan albo inny polski sędzia mógłby zwrócić na to uwagę Borkowi Sedlakowi, który włącza zawodnikom zielone światło?

Ryszard Guńka: Nie ma takiej możliwości. On jest niezależny, nie współpracuje z sędziami, którzy wystawiają noty. Ale bądźmy spokojni, Sedlak ma ustalony korytarz i nawet nie jest w stanie włączyć zielonego światła, jeśli wiatr nie mieści się w tym korytarzu. Ma prawo to zrobić tylko wtedy, kiedy prędkość podmuchów mieści się między przyjętymi wcześniej granicami dolną i górną.

Prawo prawem, ale czy nie mógłby zaczekać chwilę na lepsze warunki dla lidera Pucharu Świata? To dziwne, że najlepszy skoczek jest puszczany w najtrudniejszych warunkach.

- My patrzymy trochę w jedną stronę, a czasem jest na odwrót, bywa, że nasi zawodnicy korzystają z dobrych podmuchów, że im sprzyja szczęście. Wiadomo, że tu są duże emocje. Ale ja Borka nie podejrzewam o nic złego. Zresztą, jest pracownikiem FIS-u, jest kontrolowany przez Waltera Hofera i oceniany przez wszystkich trenerów, a od zgłaszania takich uwag są odprawy. System pozwolił mu włączyć zielone światło, to włączył.

Nie twierdzę, że Sedlak chce szkodzić Stochowi, nie podejrzewam go o działanie z premedytacją, ale myślę, że warto upominać się o swoje, pokazać, że pilnujemy sytuacji.

- Możliwe. Na pewno robota Sedlaka nie jest łatwa. On sobie zdaje sprawę z tego, że popełnia błędy. Byłem parę razy przy Miranie Tepesu, jak puszczał zawodników i widziałem, jak to przeżywał. Różnie się zdarzało, czasem ryzykował, żeby nie przedłużać konkursu. Myślał, że skoczek załapie się na niezłe warunki, a tu nagle się wszystko zmieniało, jak ten skoczek już dojeżdżał do progu. W Pjongczangu Kamil sobie poradził tak, jak wiele razy musiał sobie radzić Adam Małysz. On miał sporo takich sytuacji, że był w supergazie i dostawał trudne warunki. Wtedy potrafił dolecieć do czwartego czy piątego miejsca, a w drugiej serii odrabiał straty i potrafił wskoczyć na podium. Teraz i tak jest lepiej, bo za złe warunki skoczkowie mają dodatek punktowy.

Zobacz wideo

To marne pocieszenie. Za wiatr w plecy o prędkości 0,37 m/s w pierwszej serii Stoch dostał 4,8 pkt, ale Stefan Kraft i Andreas Wellinger, którzy mieli trochę lepsze warunki, odlecieli już za daleko, by w drugiej serii Polak mógł z nimi walczyć. Bonifikata nigdy w pełni nie zrekompensuje gorszych warunków.

- Jasne, wszyscy o tym dobrze wiemy. W drugiej serii Kamil faktycznie skoczył już podobnie do tej dwójki, która z nim wygrała, a zdecydowanie większe straty poniósł w pierwszej rundzie. Trudno, tak bywa, to był zwykły pech. Pamięta pan, jak Tepes czasem puszczał swojego syna, a Jurij już z dołu groził ojcu? Sedlak wziął naprawdę trudną robotę.

Polski sędzia będzie pracował na mistrzostwach świata?

- Tak, w Lahti będzie sędziował Kazimierz Bafia. Na przyszłorocznych igrzyskach olimpijskich w Pjongczangu też będziemy mieli swojego sędziego. Czyli mamy najważniejsze konkursy.

Może w Lahti Bafia z Sedlakiem słówko jednak zamieni?

- Żadnych nacisków być nie może, ale Borek to jest bardzo fajny chłopak. I na pewno sercem jest przy Słowianach.