PŚ w Klingenthal. Czy Kot doleci do podium?

Prawie 10 lat temu debiutował w Pucharze Świata, przed tygodniem pierwszy raz w karierze został zawodnikiem czołowej "10" klasyfikacji generalnej - Pamiętam, że zaczynałem jako dziecko, które ma wystartować w drużynie z panem Adamem Małyszem, moim idolem. Czy teraz ja zostanę idolem dzieciaków? Chciałbym - mówi Maciej Kot. - Jako siódmy skoczek PŚ syn zaatakuje podium. Wierzę, że uda mu się już w Klingenthal - dodaje były fizjoterapeuta kadry, Rafał Kot. Kwalifikacje w piątek o godz. 18, relacja na żywo w Sport.pl

Obserwuj @LukaszJachimiak

Kot ma 25 lat i dopiero po raz pierwszy w karierze takie widoki na duże sukcesy. Za nim kilka najwyżej solidnych sezonów, ale ani jednego świetnego, na miarę oczekiwań, jakie rozbudził dawno temu. 10 marca 2007 roku Maciek skakał w Lahti, w konkursie drużynowym. Miał wówczas zaledwie 15 lat i dziewięć miesięcy, a prowadzący polską kadrę Hannu Lepistoe był pewny, że trafił nam się wyjątkowy talent.

Wymyślił go Lepistoe

- W tamtym czasie byłem fizjoterapeutą kadry. Pamiętam, że myśmy wracali z mistrzostw świata w Sapporo, gdy w samolocie wywiązała się gorąca dyskusja Hannu z prezesem Apoloniuszem Tajnerem. Trener przekonywał, że warto Maćka zabrać do Lahti, ale Maciek nie miał wtedy doświadczenia nawet z Pucharu Kontynentalnego, nie miał żadnego punktu, który by go dopuszczał do debiutu w PŚ. Hannu powołał się na klauzulę, która na czterech startujących w drużynie pozwalała wystawić jednego bez punktów choćby Pucharu Kontynentalnego - wspomina Rafał Kot.

- Ja miałem mieszane uczucia. Wiadomo, że się cieszyłem, ale też była spora obawa - mówi Maciek. - Jechałem do Lahti na Puchar Świata, czyli na zawody aż o dwie półki wyżej niż normalnie startowałem. Byłem skoczkiem tylko Pucharu FIS, nawet nie Pucharu Kontynentalnego. Dodatkowo czułem, że jeśli się nie spiszę, to zaszkodzę nie tylko sobie, ale całej drużynie. Tego się bałem najbardziej. Na szczęście przeważyły chęć pokazania się i radość z tego, że tak szybko docenił mnie tak wielki trener - wspomina.

Jest dobrze, ale jest niedosyt

Wyszło dobrze, szczególnie w pierwszej serii, w której Kot osiągnął 117,5 m, o 1,5 m przeskakując punkt konstrukcyjny skoczni. Ostatecznie nasza drużyna zajęła siódme, punktowane miejsce. - Hannu powiedział, żebym nie wymyślał żadnej filozofii. Mówił: "skacz jak na zawodach FIS Cup, które wygrywałeś w Zakopanem. Zrób to na luzie, nikt nie ma od ciebie żadnych konkretnych oczekiwań, po prostu zobacz sobie, jak ten wielki świata wygląda". Jego rady bardzo pomogły, dużo zrobił też Adam Małysz - mówi Maciek. - Oczywiście wtedy był dla mnie panem Adamem, idolem z dzieciństwa, którego oglądałem praktycznie tylko w telewizorze. Od razu powiedział, że żaden z niego pan, że jesteśmy kolegami z kadry i tak mnie traktował - opowiada.

Czy teraz Kot wejdzie na drogę do bycia idolem? Po świetnym sezonie letnim (pięć zwycięstw w sześciu startach i wygrana klasyfikacja generalna Grand Prix) zimę rozpoczął obiecująco. W Kuusamo był piąty i ósmy, w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata jest siódmy.

- Jest bardzo dobrze, choć jest też trochę niedosytu. Kiedy w sobotę po pierwszej serii Maciek był trzeci, to moje tętno wariowało. Z Adamem jesteśmy przyjaciółmi, bardzo byliśmy ze sobą zżyci i wielokrotnie miałem łzy w oczach, kiedy osiągał wielkie sukcesy. Oglądając drugi konkurs w Kuusamo przez długi czas czułem się podobnie jak w tamtych pięknych czasach - mówi Kot senior.

W Klingenthal niedawno rządził

W Klingenthal na piątek zaplanowano kwalifikacje do niedzielnych zawodów indywidualnych, a na sobotę pierwszą w sezonie "drużynówkę". Ostatni konkurs na Vogtland Arenie wygrał Kot. I to w jaki stylu! Na początku października w finale Letniej Grand Prix miał notę aż o 28,8 pkt wyższą od drugiego Kamila Stocha i o 29,8 pkt wyższą od Petera Prevca, który zajął trzecie miejsce.

Przed startem zimy Kot spokojnie powtarzał, że trudno będzie przełożyć na nią wyniki z lata jeden do jednego. Ale po Kuusamo wyglądał na trochę zawiedzionego, choć przecież zrealizował swój pierwszy cel, jakim było zadomowienie się w czołowej "10" PŚ. - Podium mi nie ucieknie - odpowiadał spokojnie wszystkim, które o nie pytali.

Automat tuż tuż

- Mam nadzieję, że nie będziemy musieli na to podium czekać do 10. rocznicy pucharowego debiutu Maćka - śmieje się jego ojciec. - Często wspominam tamten czas, bo doskonale pamiętam, jak mocno syn był wystraszony, jakie wrażenie robiło na nim to, że znalazł się w jednej ekipie z Adamem Małyszem, że skakał razem z innymi mistrzami, jak Ahonen, Hautamaeki czy Schmitt. Bałem się nie tylko o jego zdrowie fizyczne, ale też o to, jak zniesie wszystko psychicznie - mówi Rafał Kot. - Obaj oczekiwaliśmy, że po tej przyspieszonej szkole życia Maciek dużo szybciej wejdzie na poziom, jaki osiągnął dopiero teraz. On pod wodzą Stefana Horngachera ewidentnie dojrzał, uwierzył w siebie i doskoczył do najlepszych na świecie. Wierzę, że będzie to pokazywał jeszcze lepiej niż w Kuusamo, jest blisko swojej optymalnej formy. Im szybciej wskoczy na podium, tym lepiej, bo jestem przekonany, że wtedy złapie taki "automat" jak latem i już do końca zimy będziemy się wszyscy cieszyć. A ja za kilka lat będę mógł wspominać nie tylko debiut, ale też sukcesy syna - kończy Rafał Kot.

Zobacz wideo

Ciesz się z powrotu zimy! Wracają piękne sportsmenki! [ZDJĘCIA]

Więcej o: