PŚ w skokach w Kuusamo. Maciej Kot o straconej szansie na podium: miałem pecha, ale moja wina też w tym była

- Jest niedosyt. Ale nie pamiętam, kiedy w Kuusamo punktowałem w obu konkursach, a co dopiero mówić o dwóch tak wysokich miejscach. Wskoczyłem do dziesiątki Pucharu Świata, do klubu z przywilejami. Tu się łatwiej skacze - mówi Maciej Kot po piątym i ósmym miejscu w konkursach w Kuusamo

Paweł Wilkowicz: Czego zabrakło w drugim skoku, że spadł pan w finałowej serii z trzeciego na ósme miejsce?

Żałuję że nie odbiłem się mocniej. Potem poczułem mocne parcie powietrza z tyłu, obniżyłem lot i już nie dało się tak polecieć dalej. Gdyby było więcej szczęścia, byłbym wyżej. Gdybym skoczył lepiej, też byłbym wyżej. Więc nie ma co się tłumaczyć, wina była po obu stronach. Ale to i tak jeden z najlepszych weekendów jakie przeżyłem w Kuusamo. Nie pamiętam, kiedy tu w obu konkursach punktowałem. A co dopiero być dwa razy w dziesiątce. Jestem w czołowej dziesiątce Pucharu Świata, jakiś cel zrealizowałem, a następna skocznia, w Klingenthal, chyba już będzie nam bardziej przyjazna. Zawsze była.

Wyjeżdża pan z niedosytem?

Pewnie. Niedosyt miałem i w piątek i w sobotę. Po drugim konkursie niedosyt jest większy, bo już tam byłem. Na podium, wystarczyło obronić miejsce. Trudno. Sportowa złość też jest czasem potrzebna. Byle wnioski były dobre.

To pierwszy raz kiedy pan bronił w Pucharze Świata miejsca na podium po pierwszej serii.

Tak, nie przypominam sobie, żeby była taka sytuacja wcześniej. I to też sprawia, że złość jest większa. Ale pierwsze koty za płoty. Niby nie była to nowa sytuacja, bo przyzwyczaiłem się w Letniej Grand Prix do bronienia prowadzenia. Trochę jednak zabrakło pary w nogach. Widać było, że męczący weekend za mną. Trzeba było skoczyć tak samo jak w pierwszej serii. Drugi skok może nie odbiegał tak bardzo od pierwszego. Ale na poziomie Pucharu Świata wystarczy drobna różnica i już jest kilka metrów straty. W takich warunkach, z niższego rozbiegu, nie wolno sobie na takie niedociągnięcia pozwalać. Stąd spadek.

Miejsce w czołowej dziesiątce daje spokój w kwalifikacjach. Pozwala oszczędzić trochę sił, oszczędzić najlepsze kombinezony.

Tak, ale najważniejsze jest jednak to co w głowie: to poczucie przynależności do czołówki. Kombinezon zawsze można uszyć. Miejsce w dziesiątce wiąże się z bonusami, które nie są zapisane w żadnym regulaminie, ale dużo znaczą. To właśnie możliwość oszczędzania sprzętu, robienia testów w kwalifikacjach, odpuszczania kwalifikacji. To też zazwyczaj lepsze noty sędziowskie. To jest taki klub z przywilejami, może się o tym nie mówi, ale tak jest. W dziesiątce dużo łatwiej się skacze. Czekamy na Klingenthal. W niedzielę wracamy do Polski, będziemy odpoczywać, trenować w domu, bo skocznie w Polsce nie są gotowe. Po weekendzie w którym większość z nas oddała po dziewięć skoków wizyty na skoczni nie są konieczne, ważniejsza jest regeneracja i ze dwie wizyty na siłowni, żeby się wzmocnić. Ze skocznią w Klingenthal wiążą nas milsze wspomnienia, bo tam Polakom się udawało wygrywać, stawać na podium, tam była niesamowita historia ze zwycięstwem Krzyśka Bieguna, tam się Polsce udała najlepsza inauguracja sezonu, gdy było nas czterech w czołowej dziesiątce. Skocznia dosyć nieprzewidywalna jeśli chodzi o warunki, ale jednak przyjazna. Teraz już mamy z górki.

Griezmann w hicie i inne najlepsze sportowe reklamy! [WIDEO]

Więcej o: