Skoki narciarskie. Puchar Świata w Kuusamo. Niedosyt Macieja Kota

- Taak cię zwiało - pokazywał Adam Małysz Maciejowi Kotowi po finałowej serii. Kot dalej czeka na pierwsze w karierze podium Pucharu Świata: w Kuusamo spadł po drugim skoku z trzeciego na ósme miejsce.

- Idę mu pogratulować, idziesz ze mną? - pytał Piotr Żyła Dawida Kubackiego, gdy obaj stali w strefie wywiadów, a Maciej Kot jeszcze na wieży i zbliżał się moment, gdy miał siąść na belce. Był blisko podium jak jeszcze nigdy w karierze. Po bardzo dobrym pierwszym skoku był na trzecim miejscu z przewagą 7,1 punktu nad czwartym Manuelem Fettnerem. Do lidera, Severina Freunda, tracił pięć punktów, a do drugiego miejsca miał 2,8 pkt. Wydawało się, że tym razem musi się udać.

Lider jeszcze bez podium

Przez lata Kot, uważany za jeden z największych talentów w polskich skokach, patrzył, jak na podium Pucharu Świata wskakują kolejni Polacy. Również na najwyższe miejsca. Kamil Stoch, przyjaciel Kota Piotr Żyła, nawet Jan Ziobro. Nawet Krzysztof Biegun, który przeleciał przez Puchar Świata jak meteor a zdążył wygrać konkurs i zakładał strój lidera PŚ. A do Kota szczęście nigdy się nie chciało tak uśmiechnąć. Był jednym z liderów grupy, najciekawiej opowiadał o skokach, to on, gdy kadra miała słynną kryzysową naradę w Kuusamo w 2012 roku pierwszy wstał i powiedział Łukaszowi Kruczkowi: nie, nie chcemy żebyś odchodził. Ale nawet podczas najlepszych momentów poprzednich sezonów nie był w PŚ wyżej niż na piątym miejscu. Teraz jest w życiowej formie, wygrywając Letnią Grand Prix uczył się jak to jest w koszulce lidera, jak znosić presję. Ale na podium zimą musi jeszcze poczekać. W piątek w Kuusamo wyrównał piątym miejscem najlepsze osiągnięcie w karierze. W sobotę odjeżdżał ze skoczni z niedosytem.

"Oto przykład przewiewu na buli"

Dawid Kubacki jednak nie zdążył pójść z Żyłą pogratulować. Nie skończył jeszcze wywiadów, właśnie opowiadał nam, że wprawdzie na dole skoczni jest cicho, ale na wieży wiatr mocno wieje i nad bulą też zdarzyło się kilku skoczkom, że dostali potężny podmuch: jeśli ktoś stracił wiarę że ten wiatr pokona, to lądował przed setnym metrem. Wtedy właśnie skakał Kot. - No i właśnie zobaczyliście przykład przewiewu na buli. Skok dobry, ale... - komentował zawiedziony. 124 metry. Dopiero szesnasty wynik drugiej serii, spadek z trzeciego na ósme miejsce w konkursie - tak to się skończyło. 7,1 pkt przewagi nad czwartym Fettnerem zmieniło się w 10,6 pkt straty do trzeciego Fettnera.

Kot: nogi już zmęczone

Kot wyszedł z kontenera kontroli sprzętu mocno przybity. Mówił o wietrze, ale się nim nie tłumaczył, uważał że mógł skoczyć lepiej. Zabrakło, jego zdaniem, odbicia wyżej, nogi były już zmęczone weekendem skoków. Dopiero Adam Małysz, który zdążył już porozmawiać z trenerem Stefanem Horngacherem, zaczął go przekonywać, żeby tym razem nie był zbyt surowy dla siebie, bo oglądali już nagranie tego skoku i powiało w plecy tak, że aż zmieniło mu tor lotu. - Stefan mówi, że skok był bardzo dobry - przekazywał Małysz.

Maciej Kot odjeżdża z Kuusamo z dwoma miejscami w czołowej dziesiątce. Cała reprezentacja - z poczuciem że wracają na dobrą drogę. Do drugiego konkursu zakwalifikowało się siedmiu Polaków, trzech skończyło go w czołowej piętnastce - Żyła był 11., Kubacki 14. - czterech w finałowej serii. W pierwszym konkursie było ich w finałowej serii pięciu, a trzech w czołowej 20. Stali się znowu silni jako grupa. Są w niej tacy, którzy odjadą markotni, jak 22. w sobotę Kamil Stoch, który mówi że już się cały wyrywa do lepszych skoków, że nie jest jego ambicją ciułać punkty. Są tacy jak Żyła, który w poprzednim sezonie nigdy nie był pewny, czy mu się uda awansować do drugiej serii, a teraz rzadko psuje skoki. Ale przede wszystkim czuje się, że to znów jest grupa.

Teraz Klingenthal

Tych czterech najlepszych dziś w kadrze: Kot, Żyła, Kubacki, Stoch, to czwórka która w 2013 zdobyła dla Polski pierwszy drużynowy medal mistrzostw świata. I czwórka wobec której będą największe oczekiwania w sezonie mistrzostw świata w Lahti. Ale na razie wracają do Polski odpocząć krótko od skakania, skupić się na treningu poza skocznią, a potem jadą do Klingenthal. Czyli skocznię, którą lubią jak mało którą. Tę skocznię, na której szczęście się uśmiechnęło do Krzysztofa Bieguna.

Zobacz wideo

Czterokrotna mistrzyni olimpijska kończy karierę! Oj, będziemy tęsknić [ZDJĘCIA]

Więcej o: