Skoki narciarskie. Małysz: Stoch wciąż liderem kadry, ale Kot może być liderem Pucharu Świata

- Liderem jest Kamil - mówi Adam Małysz, zdradzając, że u progu nowego sezonu Stoch wygląda lepiej od rewelacyjnego latem Macieja Kota. Ale po nim były mistrz obiecuje sobie bardzo dużo. - Jestem przekonany, że może zostać liderem Pucharu Świata - mówi dyrektor koordynator PZN do spraw skoków i kombinacji norweskiej. Pierwszy konkurs PŚ w piątek w Kuusamo o 17.00. Relacja na żywo w Sport.pl - to jest twój live!

Obserwuj @LukaszJachimiak

Łukasz Jachimiak: czeka pan na ten sezon podobnie jak na zimy, kiedy pan skakał i czuł, że jest w formie?

Adam Małysz: czekam z niecierpliwością, też dlatego, że to będzie mój pierwszy sezon w nowej roli. Ale najważniejsze, że po letnich skokach można być pełnym nadziei. Oczywiście wolę dmuchać na zimne, nie chcę niczego obiecywać, ale bardzo jestem ciekaw, jak będzie. Zawodnicy też są siebie nawzajem ciekawi. Wiadomo, że Kuusamo, gdzie często wieje, to dopiero początek, po którym czasem nie da się wyciągnąć wielu wniosków. Ale coś już na pewno będzie wiadomo, zobaczymy kto jest w jakiej dyspozycji, bo nawet jak konkursy będą loteryjne, to przecież skakania będzie więcej - rozegrane zostaną treningi, kwalifikacje, skoczkowie będą się widzieć, zobaczą, kto jest w jakiej dyspozycji, kto jakim dysponuje sprzętem.

Zazdrości pan komfortu, jaki po słabszym sezonie ma Kamil Stoch? Świetne letnie występy Macieja Kota sprawiły, że podwójny mistrz olimpijski mógł się spokojnie odbudowywać. Pan praktycznie przez całą swoją karierę nie miał wsparcia, był jedynym polskim skoczkiem, na którego liczyliśmy.

- Zazdroszczę. To świetnie, że jest kilku chłopaków, którzy potrafią odciążyć lidera, a ten może się spokojnie przygotowywać. Zainteresowanie dziennikarzy i kibiców rozkłada się na kilka osób, zamiast kumulować się na jednym skoczku i to bardzo pomaga. A najwięcej zasług ma tu rzeczywiście Maciek.

Kto będzie tej zimy liderem naszej kadry? Stoch, bo ma duże doświadczenie, a i w lecie pokazywał, że wraca do swojej wysokiej formy? Czy jednak Kot, skoro latem wygrał pięć z sześciu startów w Grand Prix, a raz zajął drugie miejsce i choć to tylko lato, to jednak dominował tak, że zimą nie zapomni, jak się to robi?

- Myślę, że mimo wszystko liderem jest Kamil. Teraz skacze bardzo dobrze. Maciek skacze nieźle, ale ostatnio nie wyglądał tak super, jak w ostatnich letnich konkursach, gdy totalnie dominował. Ale spokojnie, nadal jest z nim dobrze, to trzeba przyznać. Na pewno on musi się przyzwyczaić do nowej roli. Tak jak latem musiał przywyknąć do skakania z żółtym numerkiem, tak teraz musi się oswoić z tym, że niektórzy widzą w nim lidera. Ja mu życzę, żeby to była dla niego przełomowa zima, żeby został liderem nie tylko naszej kadry, ale całego Pucharu Świata. Dobrze jest też z Piotrkiem Żyłą i Dawidem Kubackim. Skaczą całkiem fajnie. Dzieje się sporo dobrego.

Pewnie wszyscy życzymy Kotowi tego co pan, ale chyba każdy kibic byłby zadowolony, nawet jeśli Maciek "tylko" ugruntowałby swoją pozycję w czołowej "10" Pucharu Świata?

- Myślę, że nie każdy. Po lecie są od Maćka bardzo duże oczekiwania, bardzo mocno się na niego stawia. Presja jest duża, ale ja wierzę, że Maciek może być tak dobry jak latem. Musi skakać tak samo. Jeśli jego skoki będą powtarzalne, to jestem przekonany, że będzie w stanie zostać liderem Pucharu Świata. A jak już raz znajdzie się na szczycie, to będzie mu dużo łatwiej, będzie się czuł zdecydowanie inaczej, zyska dużo pewności.

Nie będziemy wreszcie mieli problemu z przejściem z torów porcelanowych na lodowe? Podobno Kot zawsze miał z tym kłopot?

- Czasem nawet najwięksi mistrzowie nie mogą sobie z tym poradzić, bo to nie jest proste. Ale trzeba to wytrenować, nauczyć się tego i Maciek jest na najlepszej drodze, żeby to poczuć. Rozmawialiśmy ze Stefanem Horngacherem, zastanawialiśmy się, w czym tkwi problem, Maciek musi się mocno pilnować, żeby na rozbiegu dobrze ruszyć, dobrze prowadzić narty i wtedy jest ok. Oswaja się, myślimy, że z czasem będzie to szło automatycznie, jak w lecie, gdy siadał na belce i nad niczym się nie zastanawiał, tylko robił to, co potrafi.

Wypracowane latem bardzo dobre prędkości na progu będą u naszych skoczków widoczne również w zimie?

- Myślę, że to się nie wytraciło. Na pewno po śniegu jedzie się trudniej. Ale to, że chłopaki wypracowali pozycje, że używając kamerek go pro na dojeździe znaleźliśmy sposób na szybkie jeżdżenie, teraz się przyda. Oni długo oglądali, jak stoją, czy jadą prosto czy krzywo, czy są skręceni, czy ocierają kant toru zewnętrzną krawędzią narty czy wewnętrzną. Po analizach uczyli się eliminować błędy, efekt przyszedł. To się powinno przełożyć na zimę.

Ostatni szlif przed startem sezonu kadra zrobiła w Lillehammer - jak się skakało zawodnikom na śniegu?

- Skakali na średniej skoczni, wszystko było w porządku. Pierwsze skoki na śniegu bywają różne, a skocznie w Lillehammer są specyficzne. Nie lubiłem tam skakać, szczególnie na dużej skoczni. Tam mają ten swój śnieg robiony sztucznie, z chemią, przez którą trudno się jeździ. Zazwyczaj mieliśmy tam duże problemy z prędkościami. Tylko norwescy skoczkowie tam dobrze jeździli, bo sobie na rozbiegu wytestowali smary i innych później potrafili zaskoczyć.

Na pewno lepiej skakać na takim śniegu niż na żadnym, jak przed startem poprzedniego sezonu, prawda?

- Dokładnie, później to wychodzi.

W Kuusamo jeszcze nie, może w tym roku nigdzie, ale w bieżącym sezonie mamy być świadkami powrotu Gregora Schlierenzauera. Austriak znów wskoczy na szczyt?

- To jest wielka niewiadoma, ale myślę, że jeśli nie wraca z konkretnym pomysłem, co zrobić, żeby znów być na topie, to nie namiesza. Ten pomysł trzeba mieć, trzeba pracować i koncentrować się na jasnym zamierzeniu. Wydaje mi się, że z nim do końca nie wiadomo, czego chce. Mówi, że jego celem są mistrzostwa świata, a to przecież koniec sezonu. Wiadomo, że każdy skoczek przygotowuje się głównie na przełom lutego i marca, ale po drodze mamy wiele innych konkursów, w tym Turniej Czterech Skoczni i trudno będzie jechać na mistrzostwa, jeśli się nie będzie wcześniej dobrze skakało. Na takie mistrzostwa trzeba się do kadry zakwalifikować, tam nie poskacze tylu zawodników, co w Pucharze Świata.

Ma pan gotowy swój kalendarz na tę zimę? Dokąd będzie pan jeździł?

- Na pewno nie będę jeździł na każdy Puchar Świata, jestem też dyrektorem zawodników z kombinacji norweskiej, z kadry B, z kadry juniorów. Pojadę na mistrzostwa świata seniorów i juniorów, mam być na najważniejszych imprezach. W trakcie zimy będziemy decydować, gdzie i komu pomóc. Trochę spraw mam też na miejscu, choćby z pozyskiwaniem sponsorów. Pracy jest sporo, nie przypuszczałem, że będzie jej aż tyle.

Do Kuusamo pan leci?

- Tak, Kuusamo jest już zaklepane, później może będę na Turnieju Czterech Skoczni, ale na razie nawet tego nie wiem. Z prezesem Tajnerem umówiliśmy się, że na bieżąco będziemy wszystko ustalać. Mam kontrolować sytuację i decydować czy w danym momencie jechać na Puchar Świata, na Puchar Kontynentalny, na zawody juniorów czy jeszcze gdzie indziej.

Gdzie ma pan najwięcej do zrobienia?

- Tam gdzie najbardziej chcą z mojej pomocy skorzystać. Do żadnej kadry nie wchodzę z butami. Czekam na sygnał, słucham, co mógłbym zrobić. Na przykład w kwestiach organizacyjnych. A jeśli chodzi o uwagi do zawodników, to jak tylko coś zauważę, idę z tym nie do nich, tylko do trenerów. Nie chcę rozmawiać bezpośrednio z zawodnikiem, bo autorytetem dla niego ma być trener, więc to on powinien dawać wskazówki.

Dostał pan jakieś zaskakujące zadanie?

- Raczej nie, robię to na co się umawialiśmy. Zanim podjąłem pracę ustaliliśmy z prezesem warunki. Przez pierwszy rok mam się do wszystkiego wdrożyć. Jeszcze często dzwonię do prezesa po akceptację dla tego, co dla którejś z grup załatwiam. Za jakiś czas, pewnie od drugiego roku pracy, mam już sam decydować.

Za co konkretnie pan odpowiada poza doradzaniem trenerom i firmowaniem różnych działań związku swoim nazwiskiem?

- Pomagam załatwiać kwestie sprzętowe, obiektowe, związane z różnymi rozliczeniami. Reaguję, kiedy jakaś grupa zgłasza, że czegoś potrzebuje, wtedy, często w porozumieniu z prezesem, decyduję czy to kupić. A jak mam możliwość, to staram się pomagać trenerom, przekazywać swoje pomysły, żeby sprawdzili czy zadziałają. Jak trzeba to robię zdjęcia, zdarzyło się, że jak była mgła w Oberstdorfie, to stałem przy rozbiegu z krótkofalówką i przekazywałem trenerom, co się dzieje z chłopakami na dojeździe. Nawet i belki pomagałem przenosić, żeby zmieniać długość rozbiegu.

Adam Małysz - mężczyzna pracujący, który żadnej pracy się nie boi?

- Potwierdzam. Najchętniej pracuję w terenie, ale jak trzeba podziałać w biurze, to też nie ma problemu.

Zobacz wideo

Czterokrotna mistrzyni olimpijska kończy karierę! Oj, będziemy tęsknić [ZDJĘCIA]