PŚ w Wiśle. Polacy skaczą u siebie. Ale czy tej zimy to cokolwiek zmienia?

18 miejsc na podium w 44 konkursach - to bilans naszych skoczków w zawodach Pucharu Świata rozgrywanych w Polsce. W bieżącym sezonie jedyne podium podopieczni Łukasza Kruczka i Macieja Maciusiaka wyskakali w "drużynówce" w Zakopanem. W czwartek w Wiśle w kwalifikacjach do piątkowego konkursu wystartuje aż 13 biało-czerwonych. Ale o "pudle" mogą tylko pomarzyć. Relacja na żywo w Sport.pl o godz. 18

Tydzień temu w Ałmatach sześciu Polaków wyskakało w sumie 10 punktów przed dwa dni. W obu konkursach do drugiej serii zdołał awansować tylko Dawid Kubacki. W Kazachstanie zabrakło m.in. Kamila Stocha i Stefana Huli, którzy zbierali już siły na Wisłę, ale i tak ostatni występ kadry trzeba uznać za bardzo słaby. Jak zresztą całą kończącą się już zimę.

Na plus tylko 2 z 13?

Stoch w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata zajmuje 23. miejsce, Hula jest 26., 30. miejsce zajmuje Kubacki, na miejscach 32. i 33. plasują się Maciej Kot i Andrzej Stękała, punkty mają jeszcze 37. Piotr Żyła, 47. Klemens Murańka i 68. Jakub Wolny. Poza nimi w czwartek na skoczni im. Adama Małysza z Polaków zobaczymy jeszcze Jana Ziobrę, Bartłomieja Kłuska, Aleksandra Zniszczoła, Krzysztofa Bieguna i Przemysława Kantykę. Z tej "13" naprawdę zadowoleni z zimy 2015/2016 mogą być tylko Hula i Stękała. Pierwszy w wieku 29 lat notuje zdecydowanie najlepszy sezon w karierze. W tej chwili ma 190 punktów, a wcześniej przez 10 lat regularnych startów w PŚ nie miał ani jednej zimy, której dobiłby chociaż do 100 pkt. W swoim ostatnim starcie, w Kuopio, Hula osiągnął "życiówkę", zajmując szóste miejsce. - Do Kazachstanu nie poleciał, bo to daleka, męcząca podróż, a zgłaszał, że jest trochę zmęczony. Liczymy, że błyśnie w Wiśle - mówi Maciusiak. Trener kadry B postawił na najstarszego w kadrze Hulę, mimo że nawet działacze Polskiego Związku Narciarskiego radzili, by go skreślił.

Stefan to zawodnik przeżywający drugą młodość, a odkryciem jest Stękała. 20-latek w grudniu zadebiutował w Pucharze Świata i do tej pory nazbierał już 96 punktów. Zachwycił w Trondheim, gdzie zajął szóste miejsce i w Vikersundzie, gdzie debiutując w lotach narciarskich, pofrunął aż na 235. metr. Chłopak, który przed rokiem na MŚ juniorów w Ałmatach był dopiero 18., nie ustabilizował jeszcze formy, ale na pewno możemy wiązać z nim duże nadzieje na przyszłość. W swoich pierwszych sezonach regularnego skakania w PŚ nawet Adam Małysz i Kamil Stoch nie punktowali tak, jak on. Czterokrotny mistrz świata na "dzień dobry" wyskakał 40, a podwójny mistrz olimpijski - 36 punktów (choć "na obronę" Małysza i Stocha trzeba podkreślić, że oni zaczynali jako młodsi skoczkowie, bo debiutując w PŚ mieli po 17 lat).

Egzotyka w skokach narciarskich. Muhammed Ali z Turcji, skoczek z Indonezji i... Norweg pochodzenia kolumbijskiego

Podium nie dla nas

Poza Hulą i Stękałą na kilka ciepłych słów zasługują jeszcze ewentualnie Kubacki i Kot. Obaj poprawili się w stosunku do poprzedniego sezonu, ale też obaj - a zwłaszcza Kubacki - mieli nadzieje na znacznie lepsze wyniki po świetnych rezultatach uzyskiwanych latem.

Jeśli chodzi o niespełnione oczekiwania, to z nimi mijający sezon już zawsze będzie kojarzył sobie Stoch. Było w ostatnich tygodniach kilka momentów, w których najlepszy niedawno skoczek świata wyglądał na rozbitego i wprost o tym mówił. Trudno się temu dziwić, skoro sportowiec tej klasy częściej nie mieścił się w konkursowej "50" (trzy takie przypadki w PŚ i jeden w MŚ w lotach) niż kończył zmagania w czołowej "10" (dwa razy - szóste miejsce w Niżnym Tagile i ósme w Zakopanem). W 21 indywidualnych startach Stoch zgromadził tylko 213 punktów. To jego najsłabsza zima od sezonu 2009/2010, czyli czasów, gdy był tylko średniakiem, a nie wielkim mistrzem. Pocieszać się, że kryzys przyszedł w mniej ważnym sezonie, bo i bez igrzysk, i bez MŚ w narciarstwie klasycznym można, a nawet warto. Ale Stochowi lepiej o tym nie wspominać, żeby nie drażnić ambitnego człowieka.

Teoretycznie w Wiśle może stać się cud. Obiekt Polacy dobrze znają, bo często na nim trenują, wspaniali kibice pomogą, a odpoczynek Stocha i Huli może dobrze wpłynąć na obu. Stefan dopiero co błyszczał w Kuopio. Kamil był tam niestabilny - najgorszy i najlepszy w treningach przed "drużynówką", dlatego ze względu na brak stabilności nie załapał się do składu, a indywidualnie zajął dopiero 27. miejsce, ale pokazał skok, który po pierwszej serii dał mu piąte miejsce. Oczywiście można wierzyć, że teraz będzie równy, że będzie skakał tylko daleko, można też tworzyć koncert życzeń, choćby wspominając, jak dobrze w Wiśle czuje się Kubacki, który wygrał tam pierwszy w karierze konkurs Letniej Grand Prix, jak umie sobie tam radzić Kot, ale sytuacja jest jasna. Choć - co pokazuje historia - naszym zawodnikom u siebie skacze się dobrze, to teraz podium dla któregokolwiek byłoby nawet nie niespodzianką, a sensacją. Według bukmacherów najwyżej w "kolejce" do dekoracji jest z naszych zawodników Stoch, ale jego szanse wyglądają mizernie (kurs 9 - dane za firmą Fortuna) przy pewniakach, jakimi są Peter Prevc (kurs 1,12), Severin Freund (1,75) i Michael Hayboeck (również 1,75). A jeśli naszym nie uda się w Wiśle, to nie uda się już chyba nigdzie (w kalendarzu zostają jeszcze Titisee-Neustadt oraz Planica) i po raz pierwszy od ośmiu lat sezon skończymy bez Polaka na podium w choć jednym indywidualnym konkursie Pucharu Świata.

Obserwuj @LukaszJachimiak

Zobacz wideo
Kto zaprezentuje się lepiej w Wiśle?
Więcej o: