PŚ w skokach. Maciej Kot: Kilku z nas ma lepszy sezon od poprzedniego. Wszyscy patrzą na kryzys Stocha

- Kilku z nas ma lepszy sezon od poprzedniego, zdobyliśmy więcej punktów Pucharu Świata, ale nikt na to nie zwraca uwagi. Wszyscy patrzą na kryzys Kamila Stocha - mówi Maciej Kot. W sobotę konkurs drużynowy PŚ w Lahti. Relacja na żywo w Sport.pl o godz. 16.30

Rozmowa z Maciejem Kotem, polskim skoczkiem

DARIUSZ WOŁOWSKI: Po niezłych wynikach w Zakopanem polscy skoczkowie mówili o przełomie. Pan miał potem jeszcze udane konkursy w Sapporo, ale to się zmieniło w Norwegii. Po lotach w Vikersund został pan odesłany do Polski. Żeby odbudowywać formę w Pucharze Kontynentalnym?

MACIEJ KOT: Nie. Na zawodach Pucharu Kontynentalnego w USA jest mój trener Maciej Maciusiak. Będę trenował sam i do startów wrócę w Pucharze Świata w Ałmacie 25 lutego. Wolałbym skakać w Lahti i Kuopio, ale trenerzy zdecydowali inaczej. Rzeczywiście konkursy w Norwegii były dla mnie słabsze, ale ja nie przepadam za tymi skoczniami.

Jestem w Polsce, w środę trenowałem w Szczyrku, ale śniegu było już tak mało, że pewnie zostanie mi teraz tylko sala gimnastyczna i siłownia. Zrobię, co mogę w tej sytuacji. I odpocznę.

Kiedy trener Łukasz Kruczek ogłosił, że po sezonie kończy pracę z kadrą, prezes Apoloniusz Tajner powiedział, że wrzód pękł. Że oczyściło to atmosferę. Wreszcie relacje między kadrą A i B stały się normalne. Tak jest?

- Prezes chciał powiedzieć coś pozytywnego. Ale relacje między zawodnikami kadry A i B były normalne. Z Piotrkiem Żyłą dzielę pokój podczas wyjazdów. Sporo ze sobą rozmawiamy o skokach. Tak było zawsze. Co się mogło zmienić między nami, gdy ja trafiłem do kadry B, a on został w A? Nic. Wciąż jesteśmy kolegami. Próbujemy sobie pomóc, podtrzymać się na duchu w słabszych momentach. Choć skoki to sport indywidualny, team spirit i poczucie wspólnoty są bardzo ważne. Każdy o tym pamięta. Jeśli iskrzyło, to między trenerami. Atmosfera mogła oczyścić się o tyle, że trenerzy Kruczek i Maciusiak ustalili jasne kryteria powoływania zawodników na zawody PŚ. To wszystko.

Pewnie będzie trener z zagranicy. Ze słów Tajnera wynikało, że to najbardziej prawdopodobne.

- To nie jest chyba złe wyjście. Ale zawodnikom jest wszystko jedno, byle był to człowiek, który pomoże nam zrobić krok do przodu. A potem kolejny.

Ten sezon jest dla polskich skoków słaby, a może wręcz bardzo słaby. Przed rokiem było źle, ale z mistrzostw świata z Falun drużyna przywiozła medal, a Kamil Stoch wygrał dwa konkursy Pucharu Świata. Teraz sukcesów ani widu, ani słychu.

- Nie byłbym taki kategoryczny. Mówiliśmy, że skoki to sport indywidualny, oceniajmy więc indywidualnie. Stefan Hula ma świetny sezon, Andrzej Stękała - wręcz znakomity jak na debiutanta. Dawid Kubacki i ja skaczemy lepiej niż przed rokiem. To prawda, że w Falun był medal drużyny, ale teraz byliśmy na podium w Zakopanem, co się przed rokiem nie udało.

Wymienił pan samych skoczków kadry B.

- Zdaję sobie sprawę, że kibice patrzą na skoki przez pryzmat osiągnięć Kamila. On ma kryzys formy, nie walczy o zwycięstwa w konkursach, wszyscy myślą, że cała drużyna jest słabsza. Tymczasem reszta zespołu zdobyła więcej punktów PŚ niż przed rokiem, i to już teraz, mimo że do końca zostało kilkanaście konkursów. A więc nie ze wszystkimi jest źle. Oczywiście, mówię o tym bez cienia żalu. Kamil jest liderem drużyny, ciężko pracuje, robi wszystko, żeby się przełamać.

Ale pana chyba nie zadowala 30. miejsce w PŚ?

- Nie. Zależy jednak, z czym porównam. Dwa lata temu byłem 17. w klasyfikacji generalnej, ale przed rokiem 65. To był dla mnie fatalny moment. Byłem totalnie zagubiony. Dziś czuję, że mimo wszystko zrobiłem krok do przodu. Że praca z trenerem Maciusiakiem dała efekt, pozwoliła zobaczyć światło w tunelu. Chcę i muszę na to patrzeć pozytywnie, nie można bez końca powtarzać, że skaczę poniżej oczekiwań. Wierzę w metodę małych kroków.

Czyli wiecie, co i jak poprawiać?

- Czasem wiemy, a czasem czujemy się trochę bezradni i zagubieni. Jak wszyscy skoczkowie. Czasem wydaje się - jak po Zakopanem - że wszystko idzie w dobrą stronę, że odzyskujemy formę, wychodzimy na prostą, wyniki badań są OK, dobrze skaczemy na treningach, a wyniki konkursów tego nie potwierdzają. I zaczyna się poszukiwanie, analizowanie. Element po elemencie, żeby skok rozłożyć na czynniki pierwsze i złożyć z powrotem w lepszy. Teorię trzeba jeszcze obrócić w praktykę na skoczni. O tyle trudniej, że kiedy startuje się w zawodach, jest bardzo mało czasu na spokojny trening. Ale po tym, co przeżyłem przed rokiem, teraz czuję się mocniejszy. Dlatego wolę nie narzekać, bo to do niczego nie prowadzi. Siła do pracy płynie z pozytywnego myślenia.

Antyrekordy świata! Polacy z Robertem Mateją w składzie bardzo mocni, ale przegrali! 68 metrów wielkiego mistrza

Zobacz wideo
Więcej o: