PŚ w Engelbergu. Małysz i Stoch wiedzą, że to jeszcze nie Turniej Czterech Skoczni

Nieprzerwanie od 2002 roku zawody na Gross-Titlis Schanze w Engelbergu są ostatnią próbą przed Turniejem Czterech Skoczni. Czy w sobotę i niedzielę dowiemy się, kto będzie faworytem niemiecko-austriackiej imprezy? Niekoniecznie, o czym dobrze wiedzą m.in. Adam Małysz i Kamil Stoch. Kwalifikacje w piątek o godz. 14, relacja na żywo w Sport.pl.

Dwa lata temu tydzień przed startem Turnieju Czterech Skoczni wszyscy założyliśmy różowe okulary. W Engelbergu pierwszy z dwóch konkursów sensacyjnie wygrał Jan Ziobro, wyprzedzając Stocha. Dzień później Stoch był najlepszy, a Ziobro potwierdził formę, plasując się na trzecim miejscu. Na 62. Turniej Czterech Skoczni czekaliśmy z wielkimi nadziejami, bo Stoch był liderem Pucharu Świata, Ziobro awansował na 11. miejsce, a pozycję przed nim był jeszcze Piotr Żyła. Wierzyliśmy, że nasz mistrz świata z tamtego roku zostanie drugim po Adamie Małyszu Polakiem, który wygra TCS, a w czołówce uplasuje się jeszcze co najmniej jeden zawodnik Łukasza Kruczka. Marzyć przestaliśmy już po otwierających TCS zawodach w Oberstdorfie. Najlepszy z Polaków Stoch skończył je na 13. miejscu, tracąc prawie 30 punktów do zwycięzcy, Simona Ammanna. Całą imprezę wygrał Thomas Diethart, który wcześniej nie miał na koncie absolutnie żadnych sukcesów. Austriak był w Engelbergu czwarty i szósty.

Co takiego stało się przez kilkanaście dni od szwajcarskiej próby generalnej do zakończenia Turnieju Czterech Skoczni, że sytuacja na szczycie radykalnie się zmieniła? To skoki, tu nie ma oczywistych odpowiedzi.

Przekonał się o tym również Adam Małysz. On w sezonie 2001/2002 jechał na Turniej Czterech Skoczni jako zwycięzca sześciu z dziewięciu konkursów rozegranych przed rozpoczęciem imprezy. A miałby tych wygranych siedem, gdyby w pierwszych zawodach w Engelbergu nie oszukali go sędziowie (zajął czwarte miejsce, choć miał zdecydowanie najlepsze odległości, przegrał przez zaniżone noty). Wówczas po raz ostatni w PŚ ostatnią próbę przed TCS rozegrano nie w Szwajcarii. W Predazzo na dziewięć i osiem dni przed otwierającym TCS startem w Oberstdorfie Małysz nie miał sobie równych. A później w niewytłumaczalny sposób wyskoczył Sven Hannawald, wygrywając wszystkie cztery konkursy TCS. Małysz skończył tamten TCS na czwartym miejscu, Stoch w tym, który miał wygrać, był siódmy.

Ale wróćmy do Engelbergu. Teraz ostatnie konkursy przed TCS odbędą się w nim już po raz 14. z rzędu. Ile razy ci, którzy najlepsi byli w Szwajcarii odbierali później główną nagrodę w Bischofshofen? Tylko pięciokrotnie.

W 2004 roku najlepszy w obu szwajcarskich konkursach był Janne Ahonen. Fin przed Turniejem Czterech Skoczni wygrał aż siedem z ośmiu startów, raz - w Harrachovie - przegrał tylko z Małyszem. W niemiecko-austriackiej imprezie zwyciężył w świetnym stylu, nie triumfując tylko w Bischofshofen (przegrał tam jedynie z Martinem Hoellwarthem).

W 2005 roku jedyne zawody w Engelbergu (pierwsze odwołano ze względu na złą pogodę) wygrał Jakub Janda, który później zwycięstwo w Turnieju Czterech Skoczni dzielił z Ahonenem.

W 2011 roku zwycięstwo w TCS odniósł Thomas Morgenstern, który niespełna trzy tygodnie wcześniej brylował w Engelbergu podczas bardzo długiego weekendu z aż trzema konkursami. Austriak wygrał dwa z nich, w ostatnim był drugi.

Dwa lata później na Gross-Titlis Schanze ostatni konkurs przed Turniejem wygrał Gregor Schlierenzauer, który następnie nie schodził z podium konkursów TCS, zwyciężając w Oberstdorfie i Garmisch-Partenkirchen i zajmując drugie miejsce w Innsbrucku oraz trzecie w Bischofshofen, co w sumie pozwoliło mu wygrać TCS z przewagą 25,8 pkt nad Thomasem Morgensternem. Andreas Kofler, który w sumie w weekend w Engelbergu był najlepszy (wygrał pierwszy konkurs, dzień później zajął drugie miejsce) uplasował się na trzeciej pozycji.

Wróżyć wyniki Turnieju Czterech Skoczni w oparciu o to, co się dzieje tuż przed nim trudno. Ale gdybyśmy mieli porównać aktualną sytuację z jakąś z niedawnej przeszłości, to rywalizacja prowadzącego w tej chwili w Pucharze Świata Petera Prevca z zajmującym drugą pozycję Severinem Freundem przypomina tę, jaką na początku sezonu 2006/2007 toczyli Schlierenzauer i Anders Jacobsen. Dwa odkrycia tamtej zimy w Engelbergu podzieliły się zwycięstwami. Pierwszy start wygrał Austriak, wyprzedzając Norwega i Małysza, nazajutrz najlepszy był Jacobsen, a za nim uplasowali się Simon Ammann i Schlierenzauer. Turniej Czterech Skoczni wygrał Jacobsen, drugi był Schlierenzauer, a trzeci Ammann.

Przed rokiem było jak zazwyczaj. Stefan Kraft, który wygrał TCS, w Engelbergu skakał w cieniu przede wszystkim Romana Koudelki. Czech był w Szwajcarii drugi i pierwszy, a w końcowej klasyfikacji TCS dopiero dziewiąty. Natomiast Austriak startował w prestiżowej imprezie jako dopiero siódmy zawodnik klasyfikacji generalnej PŚ, mający znaczną stratę do prowadzącego Andersa Fannemela i tracącego do niego tylko dwa punkty Koudelki. W Engelbergu Kraft był dopiero szósty i dziewiąty.

Po szóstym miejscu Stocha w niedzielnych zawodach w Niżnym Tagile świetnie znający go Zbigniew Klimowski zapewnia, że podwójny mistrz olimpijski zdąży z formą na Turniej Czterech Skoczni. A historia pokazuje, że w Engelbergu Polak wcale jeszcze nie musi celować w wygrywanie.

Poza Stochem w Engelbergu Polskę reprezentować będą: Maciej Kot, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Klemens Murańka, Stefan Hula i debiutant. W Szwajcarii zapowiadana jest bardzo dobra pogoda, pierwszy raz w tym sezonie na skoczni ma być niemal bezwietrznie.

Obserwuj @LukaszJachimiak

Zobacz wideo

Czy przygotowałeś się do sezonu skoków narciarskich? [QUIZ]

Więcej o: