PŚ w Lillehammer. Freund wygrał jednoseryjny konkurs. Jeden z najdziwniejszych od lat

Severin Freund po skoku na 94,5 m wygrał konkurs Pucharu Świata w skokach narciarskich w Lillehammer. Na skoczni normalnej rozegrano tylko jedną serię. A o wynikach w bardzo dużej mierze zdecydowały punkty za wiatr i belkę startową. Klemens Murańka, który zajął 23. miejsce, był o pięć metrów lepszy od zwycięzcy. W niedzielę o godz. 14.45 kolejny konkurs. Relacja na żywo w Sport.pl

W Lillehammer udało się przeprowadzić pierwsze zawody PŚ od dwóch tygodni. Przed tygodniem odwołano oba konkursy w Kuusamo, rywalizowano więc tylko na otwarcie sezonu w Klingenthal.

W Finlandii mocno wiało, nie spisali się też organizatorzy, którzy nie potrafili poradzić sobie z awarią mrożenia torów najazdowych. W Lillehammer ludzie odpowiedzialni za przebieg imprezy też się nie popisali, nie przygotowując dużej skoczni do treningów. Miejscowych zaskoczyły opady śniegu.

W efekcie piątkowy trening z przedpołudnia przełożono na wieczór i rozegrano go w arcytrudnych warunkach. Zawodników w zeskok wciskał wiejący z tyłu wiatr. Podmuchy osiągały tak dużą siłę, że wielu skoczków dostało po ponad 40 punktów rekompensaty.

W sobotę wiało głównie pod narty, ale też mocno. Dlatego zawody postanowiono przenieść z obiektu dużego na normalny, gdzie wiatr dokucza trochę mniej. I za punkt honoru postanowiono sobie przeprowadzenie choć jednej serii.

Trwała dwie godziny i zakończyła się wynikami, które trudno przyjąć, mimo że przez kilka sezonów zdążyliśmy się już przyzwyczaić do systemu dodawania i odejmowania punktów za wiatr oraz za wysokość belki startowej.

Jak bardzo o końcowej klasyfikacji zdecydowały punkty przyznane w oparciu o matematyczne wzory? Pierwszy Freund i 15. Kamil Stoch skoczyli po 94,5 m, w dodatku Stoch ruszał z krótszego rozbiegu (z pozycji numer 7, a Freund z "ósemki"). Murańka, który jechał z tej samej platformy, co Niemiec, zajął 23. miejsce, a lądował o pięć metrów dalej.

Po takim konkursie naturalnym staje się pytanie czy warto przeprowadzać zawody za wszelką cenę. Jeśli chodzi o długość skoku, która przez lata była i zawsze powinna być najważniejszą częścią tego sportu, Freund był dopiero 13. Lepsi od niego byli m.in. 18. Maciej Kot i 22. Stefan Hula, którzy osiągnęli po 95 m (pozostali trzej Polacy nie punktowali - Piotr Żyła był 33., Dawid Kubacki zajął 56. miejsce, a Jana Ziobrę zdyskwalifikowano za nieprzepisowy kombinezon). Trudno przypomnieć sobie inny konkurs, który wygrałby zawodnik z tak przeciętnym wynikiem.

Pozostaje mieć nadzieję, że w niedzielę wiatr choć trochę ucichnie. Albo że organizatorom i Międzynarodowej Federacji Narciarskiej nie będzie już aż tak mocno zależało, żeby skoki się odbyły.

Obserwuj @LukaszJachimiak

Najważniejsze sportowe wydarzenia 2015 r. na zdjęciach [AP]

Więcej o: