PŚ w Oslo. Freund, Prevc i Kraft wskakują do historii

Dwaj skoczkowie walczący o Kryształową Kulę do ostatniego konkursu sezonu to rzadkość. Tymczasem na finiszu zimy 2014/2015 mamy aż trzech mocnych kandydatów do końcowego triumfu. Severin Freund, Peter Prevc i Stefan Kraft latają we własnej lidze. Który z nich ją wygra? W sobotę konkurs w Oslo. Relacja na żywo w Sport.pl o godz. 18

Primoż Peterka pierwszy, punktów 1217, Kazuyoshi Funaki drugi, punktów 1184, Andreas Widhoelzl trzeci, punktów 1168 - tak wyglądała czołówka klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w skokach 22 marca 1998 roku. Wtedy w Planicy rozegrano ostatni konkurs sezonu 1997/1998. Dokładnie 17 lat później w tym samym miejscu, tyle że na skoczni mamuciej (wtedy rywalizowano na obiekcie K-120), jeszcze bliżej siebie w "generalce" przed zawodami kończącymi zimę mogą być Freund, Prevc i Kraft.

Prevc jak Peterka?

Na cztery starty - w sobotę i niedzielę w Oslo, a za tydzień w Planicy - przed wręczeniem zwycięzcy Kryształowej Kuli trzeci w wyścigu o nią Kraft traci do prowadzącego Freunda tylko 46 punktów. W 1998 roku w ostatnim konkursie Peterka był dopiero siódmy, ale rywale nie wykorzystali szansy; Funaki zajął czwarte, a Widhoelzl - szóste miejsce i na koniec po 26 indywidualnych zawodach Słoweniec miał w dorobku o 19 punktów więcej od Japończyka i o 45 więcej od Austriaka. To najmniejsze różnice, odkąd w Pucharze Świata wprowadzono wciąż obowiązującą punktację, w której za zwycięstwo przyznaje się 100 punktów.

Tamtej zimy Funakiemu niewiele zabrakło, by mógł ją uznać za perfekcyjną. Na igrzyskach w Nagano zdobył złoto i srebro indywidualnie oraz złoto w drużynie, został też mistrzem świata w lotach i wygrał Turniej Czterech Skoczni. Ale gdyby lepiej spisał się w zamykającym go starcie w Bischofshofen (był ósmy), to zostałby też pierwszym w historii zawodnikiem, który odniósł zwycięstwa we wszystkich konkursach TCS w jednej edycji, a zdobytych tam 100 punktów po finale w Planicy dałoby mu status jedynego w dziejach skoczka spoza Europy, który sięgnął po Kryształową Kulę.

Ale czy można powiedzieć, że Funaki to przegrany tamtego sezonu? Dziś - jak wtedy - w kontekście każdego ze skoczków z pierwszej trójki trudno będzie powiedzieć coś takiego.

W najtrudniejszej sytuacji jest Prevc, bo tak jak przed laty Peterka, wrócił bez medalu z głównej imprezy sezonu, nie triumfował też w TCS. Freund to mistrz i wicemistrz świata z Falun, Kraft jest zwycięzcą TCS oraz brązowym medalistą MŚ indywidualnie i srebrnym w drużynie.

Pech już przeskoczony?

Prevc, który jest słoweńską nadzieją na pierwszą Kryształową Kulę od tamtej zdobytej przez Peterkę, zapowiada walkę. - Po gorszych występach w Lahti i w Kuopio udowodniłem sobie, że wszystko jest możliwe. Jestem w stanie odrobić straty - mówił po drugim miejscu w czwartkowym konkursie w Trondheim. Do Freunda, który wygrał i odebrał Kraftowi żółtą koszulkę lidera, Słoweniec traci tylko 34 pkt. A dwa ostatnie konkursy będzie miał u siebie.

Niemiec, który w sezonie wygrał już po raz siódmy, utrzymuje świetną formę od końcówki stycznia, ale czy jego dyspozycja jest zdecydowanie wyższa od tej, w jakiej znajdują się rywale? Według bukmacherów odrobinę mocniejszy jest teraz Kraft (Fortuna wystawia kurs 2,5 na jego zwycięstwo w pierwszym konkursie w Oslo przy kursie 2,75 na triumf Freunda). - On byłby nie do pokonania, gdyby mu się to nie przytrafiło. Dla mnie to ważne zwycięstwo, ale w taki sposób nie chcę wygrywać - tak Niemiec mówił o Austriaku w czwartek.

W Trondheim Krafta dopadł ogromny pech. Po pierwszej serii prowadził, wyprzedzając drugiego Freunda aż o 11,8 pkt. W finale zamiast przypieczętować zwycięstwo, ratował się przed upadkiem. "Analiza wideo wykazała, że wiązanie zepsuło się już chwilę po wyjściu z progu" - pisze o sprzętowej porażce swego zawodnika dziennik "Kurier". - To był moment szoku, a później została mi już tylko walka. Dzięki Bogu jestem cały - mówi na jego łamach Kraft.

Za dziewiąte miejsce podopieczny Heinza Kuttina dostał 29 punktów, za pierwsze miałby 100, a Freund i Prevc odpowiednio nie 100 i 80, tylko 80 i 60. Ale Austriak i tak skończył lepiej niż Freund w lutym w Titisee-Neustadt. Tam Niemiec prowadził na półmetku, wyprzedzając następnego zawodnika (Andersa Fannemela) o ponad 10 punktów. Niemal pewnych 100 punktów stracił z powodu dyskwalifikacji za zbyt długie narty.

Pech nie ominął ostatnio również Prevca. Kilka dni temu w jednoseryjnej loterii w Kuopio jako jedyny z trójki kandydatów do zdobycia Kryształowej Kuli skakał przy wietrze w plecy. Zajął najgorsze tej zimy 17. miejsce, podczas gdy korzystne podmuchy Freundowi pomogły dolecieć do pierwszej, a Kraftowi - do trzeciej pozycji.

Przed Oslo i przed Planicą całej trójce powinniśmy życzyć tylko równych, stabilnych warunków. Przy takich emocji nam nie zabraknie, nawet jeśli Kamil Stoch i pozostali podopieczni Łukasza Kruczka już do końca nie będą w stanie wybić się ponad solidność oznaczającą miejsca na granicy pierwszej i drugiej "dziesiątki".

Gdy sportowcy z krwi i kości poznają swoje woskowe podobizny [ZDJĘCIA]

Materiały partnerów gazeta.pl

Więcej o: