MŚ w Falun. Czy Polacy wyskoczą ze spodni?

- Poza zasięgiem Polaków jest tylko drużyna Norwegii - uważa trener skoczków Łukasz Kruczek. Żyła, Murańka, Ziobro i Stoch w sobotę o 17 bronią brązu sprzed dwóch lat. Relacja Z Czuba i na żywo w Sport.pl

Przed mistrzostwami świata Kruczek zapowiadał walkę o trzy medale. Teraz wiemy, że na wyrost. Ale Kamil Stoch skakał przed wyjazdem do Szwecji na tyle dobrze i stabilnie, że można go było traktować jak fundament optymistycznych scenariuszy. W Falun fundament się całkiem rozsypał.

Narciarskie "prawo ciążenia" głosi, że po wywalczenia złota olimpijskiego zdobywcy przeżywają kryzys. Tak było z wieloma mistrzami z przeszłości, m.in. z Nykänenem, Amannem i innymi. - Niby to tylko statystyka, ale skądś się ona bierze - zauważa Kruczek w rozmowie z "Wyborczą". Może stąd, że oczekiwania wobec skoczka - w naszym przypadku wobec Stocha - są większe po sukcesie na igrzyskach. Przed rokiem Kamil skupiał się na walce o Puchar Świata i ogromny sukces w Soczi przyszedł jakby po drodze. Taki sam plan był teraz, ale kontuzja sprawiła, że sezon zredukował się do startu w Falun. Postawiło to Stocha pod ścianą.

W Szwecji jego skoki są poprawne, ale poprawnością nie doskakuje się do podium. Po 12. miejscu na dużej skoczni (i tak lepszym niż 17. na normalnej) wyznał, że medale były w ogóle poza jego zasięgiem. Ambicja sportowa zmusza go jednak do uczepienia się ostatniej szansy, nawet gdyby jeszcze tydzień temu była ona najmniej realna ze wszystkich. Zwłaszcza że pośród złych informacji w Falun jest jedna dobra: inni skoczkowie Kruczka spisują się znacznie lepiej niż w Pucharze Świata.

Cóż to był za konkurs dwa lata temu w Val di Fiemme! Kot, Żyła, Kubacki, Stoch wylądowali na czwartym miejscu ze stratą 0,8 pkt do ostatnich na podium Niemców. Ci złożyli protest, zauważając, że sędziowie przyznali za dużo punktów Andersowi Bardalowi. Norwegowie spadli na czwartą pozycję, a Polacy wskoczyli na podium. W tak dramatycznych okolicznościach urodził się pierwszy medal polskiej drużyny na imprezie mistrzowskiej. Dowodził, że skoczkowie przestają być teatrem jednego aktora.

Dziś Kota w Falun nie ma. Kubacki skacze słabo. Podobnie 20-letni Aleksander Zniszczoł. Trener uznał więc, że pewniacy do zespołu to Stoch, Żyła i Klemens Murańka. A na wczorajszym treningu Kruczek zarządził dogrywkę dla Kubackiego, Zniszczoła i Ziobry, który płonął z wściekłości, gdy trener skreślił go z konkursu na dużej skoczni, choć na normalnej zajął ósme miejsce, najwyższe z Polaków. Ziobro jest wyjątkowo temperamentny, w emocjach zagroził, że pogada z trenerem po męsku. Gdy ochłonął, zaakceptował jego argumenty.

O zawodnikach takich jak on mówi się, że w decydującej chwili są w stanie wyskoczyć ze spodni. Najwyraźniej jednak Kruczek po prostu chciał zaryzykować z Ziobrą.

Ze spodni muszą wyskakiwać zresztą wszyscy, a nie tylko Ziobro, bo rywale są wyjątkowo mocni. W czwartkowym konkursie na dużej skoczni Velta, Bardal, Fannemel i Forfang zdobyli aż o 73,9 pkt więcej niż czterej najlepsi Polacy (Żyła, Stoch, Murańka i Kubacki). Z Norwegami walkę mogą podjąć Niemcy prowadzeni przez wzlatującego ponad poziomy Severina Freunda.

Przed Polakami (łączna nota 849,1 pkt) byli jeszcze Austriacy (887,3). Za skoczkami Kruczka: Japonia (839,8) i Słowenia (807,1). Te sześć drużyn powalczy o miejsca na podium.

O Norwegach polski trener mówi: "Poza zasięgiem". - Niemcy? Nie mają równego składu - uważa Kruczek. - Freund i Freitag skaczą stabilnie, ale kolejni dwaj są zagadką. Jeśli będą skakali dobrze, to Niemcy powalczą o złoto. Jeśli nie, mogą mieć kłopoty. Wtedy my musimy być blisko, żeby to wykorzystać. Z trzech konkursów drużynowych tego sezonu Niemcy wygrali dwa (Klingenthal i Zakopane).

Trzeba walczyć, wierzyć, misternie realizować plan i wykorzystać słabości rywali. Czy z tego urodzi się sukces?

śliczna Miss Podhala w kadrze na Falun [ZDJĘCIA]

Więcej o: