PŚ w Vikersund. Prevc i Freund potraktowani jak Małysz

Osiągając 251,5 m Anders Fannemel pobił w niedzielę rekord świata w długości lotu narciarskiego. Peter Prevc, który w sobotę jako pierwszy w historii osiągnął 250 m, i Severin Freund, który wygrał niedzielne zawody w Vikersund, tak daleko dolecieć nie mogli, bo sędziowie skrócili im rozbieg. Słoweniec i Niemiec mogli poczuć się tak, jak przed laty wiele razy czuł się Adam Małysz.

Z jednej strony trudno winić sędziów za to, że skrócili rozbieg po tym, jak Fannemel z trudem obronił się przed upadkiem po lądowaniu na 251,5 m. Po jego rekordzie na swoje skoki w pierwszej serii czekali jeszcze tylko Noriaki Kasai, Prevc i Freund, ale każdego z nich było stać na lot jeszcze dalszy, a taki byłby bardzo niebezpieczny. Z drugiej strony łatwo zrozumieć, co czuje zawodnik, który - widząc jak rywal przechodzi do historii - wie, że jemu jury na to nie pozwoli.

Hautamaeki zabierał rekord

- Czuję wielki żal, że nie udało mi się pobić rekordu. Może gdyby sędziowie nie obniżali rozbiegu? Trudno, musieli tak zrobić - mówił "Gazecie Wyborczej" Małysz w marcu 2003 roku. Wtedy, w Planicy, tuż przed odebraniem swej trzeciej Kryształowej Kuli, Polak stracił kilka świetnych szans na pobicie rekordu świata.

W pierwszym treningu go wyrównał - odlatując wszystkim - osiągnął 225 m, a więc tyle samo, co Andreas Goldberger trzy lata wcześniej. W drugiej serii treningowej Małysz jechał już ze skróconego o dwie belki rozbiegu i osiągnął tylko 212 m, co i tak było trzecim wynikiem w stawce (najlepszy Tommy Ingebrigtsen z wyższego najazdu uzyskał 214,5 m). W kwalifikacjach piękny skok na 227,5 m oddał Matti Hautamaeki, a sędziowie nie pozwolili odpowiedzieć Małyszowi na nowy rekord świata, startując Polaka z ósmej belki. Jadący z 10. belki Fin miał na progu prędkość 103,4, a Małysz tylko 100,4 km/h. To przepaść, która jednak nie wyrażała się w metrach. Nasz mistrz skończył kwalifikacje na drugim miejscu, bo osiągnął świetne 222,5 m.

Dwa dni później w serii treningowej przed konkursem (dzień wcześniej skakały drużyny, bez polskiej) Hautamaeki poprawił rekord, osiągając 228,5 m. Startował z piątej belki, a jadący z czwartej belki Małysz wyrównał swój najlepszy wynik, lądując na 225. m.

W niedzielę w Vikersund rywale Fannemela nie byli tak blisko jego odległości, jak blisko Hautamaekiego był Małysz. Kasai kilka chwil po Norwegu, który ruszał z belki numer 7 osiągnął z "szóstki" tylko 184 m, Prevc doleciał do 217. metra, a Freund uzyskał 237,5 m. Najbliżej rekordu był Niemiec w drugiej serii, kiedy to - znów z szóstej belki - osiągnął 245 m. Ciekawe, czy gdyby ruszał z pozycji numer 7, wylądowałby dalej niż Fannemel w pierwszej serii.

Stoch na dobrej pozycji

Wracając do Małysza, trzeba pamiętać, że o rekord świata ocierał się nie tylko w 2003 roku. Rok wcześniej w kwalifikacjach do ostatecznie przerwanego i anulowanego konkursu osiągnął 223,5 m, czyli tylko o 1,5 m mniej od ówczesnego rekordu świata Goldbergera. Polak ruszał wówczas z belki numer osiem, skróconej o dwie pozycje po lądowaniu Hautamaekiego na 216. metrze. Wtedy takie wyniki na sędziach robiły spore wrażenie. Dość powiedzieć, że w opisywanych kwalifikacjach zanotowano tylko pięć skoków powyżej 200. metra.

Pocieszające jest to, że w marcu, w kończących sezon lotach w Planicy, raczej nikt nie będzie obniżał rozbiegu przed skokami Kamila Stocha. Podwójny mistrz olimpijski z Soczi w tym sezonie nie wystąpił w żadnym z trzech konkursów lotów, dlatego w Słowenii będzie miał niski numer startowy. Będzie więc skakał długo przed tymi zawodnikami, których - jak jego - będzie stać na rekordowe loty na przebudowanej Letalnicy. Przebudowanej ponoć na tyle, by dało się na niej lądować w okolicach 260. metra. Może tym razem sędziowie będą skracać rozbieg po rekordowych lotach Polaka?

Zobacz wideo
Więcej o: