PŚ w Titisee-Neustadt. Szturc: Stoch mocny, a będzie mocniejszy

- Kamil spóźnił odbicie, ten drugi skok był daleki od ideału - mówi Jan Szturc o locie Kamila Stocha na 137,5 m w drugiej serii niedzielnego konkurs w Titisee-Neustadt. Podwójny mistrz olimpijski awansował w niej z dziewiątego na drugie miejsce. Ostatnim występem przed MŚ w Falun Stoch przesunął się z 10. na ósme miejsce w klasyfikacji generalnej PŚ, a przede wszystkim znów potwierdził, że w Szwecji będzie walczył o medale. - Jest mocny, a przez dwa tygodnie spokojnej pracy jeszcze się poprawi - przekonuje współpracujący z kadrą Szturc.

W sobotę czwarty, w niedzielę drugi, choć w żadnym z konkursowych skoków nie był perfekcyjny. W Titisee-Neustadt Stoch zrobił swoje. Nie wygrywał, jak przed rokiem w Willingen, w ostatniej próbie przed igrzyskami w Soczi, ale upewnił się, że i w tegorocznej głównej imprezie sezonu będzie walczył o najwyższe cele.

Skakał na sztywnych nogach

- U Kamila są spore rezerwy - mówi Szturc. Trener, który odkrył talenty m.in. Adama Małysza i Piotra Żyły, nie do końca wykorzystany potencjał lidera naszej kadry widzi jeszcze w każdym jego skoku. - Oczywiście w niedzielę dużo gorszy był ten pierwszy. Ale głównie dlatego, że Kamil był około pięciu minut przetrzymywany przez sędziów, trzy razy ściągano go z belki startowej, a nogi w butach z zapiętymi nartami szybko sztywnieją - tłumaczy. - Stoch skorzystał z możliwości wypięcia wiązań, pojechał przedskoczek, a Kamil prostował nogi, ale to niewiele pomogło, z rozgrzewki nic nie zostało. W tej niekomfortowej sytuacji zawodnik nie mógł skoczyć wybitnie, tylko co najwyżej dobrze i to zrobił - tłumaczy Szturc. - Natomiast w drugiej serii Stoch wcale nie skoczył idealnie, mimo że uzyskana odległość pozwoliła mu awansować z dziewiątej na drugą pozycję. Kamil spóźnił odbicie, gdyby idealnie trafił na progu, to odleciałby jeszcze kilka metrów dalej i może nawet Anders Fannemel nie dałby mu rady - dodaje szkoleniowiec.

Faworyt Freund?

Do Norwega Stoch stracił 10,4 pkt, były lider PŚ w drugiej serii skoczył aż 143,5 m. - Po pięknym zwycięstwie w Willingen Kamil nie wygrał żadnego z trzech następnych startów, ale w każdym pokazał, że jest mocny [w drugim konkursie w Willingen był siódmy, w Titisee-Neustadt zajął czwarte i drugie miejsce]. Teraz ma prawie dwa tygodnie treningu, a on w takich warunkach, czyli w czasie spokojnej, rzetelnej pracy, bardzo szybko się poprawia. Na MŚ w Falun będzie jeszcze dużo mocniejszy niż w tej chwili - prognozuje Szturc.

Czy tak mocny jak Severin Freund? Do niedzieli Niemiec mógł się pochwalić serią sześciu konkursów z rzędu, w których wskakiwał na podium. Gdyby nie dyskwalifikacja za zbyt długie narty, pewnie wygrałby trzeci start z rzędu, bo w pierwszej serii znokautował rywali - zajmował pierwsze miejsce, wyprzedzając drugiego Fannemela o ponad 10 pkt.

- Widać, że Niemiec już jest w znakomitej dyspozycji, dyskwalifikacja musiała być dla niego bardzo przykra, bo na pewno by wygrał - mówi Szturc. - Ale czy w Falun nadal będzie miał taką przewagę nad rywalami? Nie odważę się powiedzieć, że będzie lepszy od Kamila. Myślę, że czeka nas piękna rywalizacja. Pewnie nie tylko tej dwójki - dodaje trener.

Nie warto latać

Szturc wierzy nie tylko w Stocha, ale i w jego kolegów. Cały czas solidnie skacze Piotr Żyła, który w sobotę był dziewiąty, a w niedzielę - 18., a pewniakiem do drużyny wydaje się być Aleksander Zniszczoł, mimo że w drugich zawodach zepsuł drugi skok i spadł z miejsca 19. na 29. Za to poprawił się, awansując z pozycji 29. na 21., Klemens Murańka. - Cały czas nie mamy czwartego zawodnika do drużyny, ale naprawdę wygląda to tak, że w Szczyrku albo w Wiśle, bo jeszcze nie wiadomo, gdzie odbędzie się zgrupowanie, Łukasz Kruczek tego czwartego znajdzie. Warunki pogodowe w górach mamy dobre, śniegu nie brakuje, jest gdzie spokojnie popracować, trzeba tylko nie puszczać chłopaków na loty do Vikersund - mówi Szturc.

Doświadczony szkoleniowiec cieszy się, że za tydzień w lotach w Norwegii z kadry A ma wystartować tylko Żyła, bo za cenniejsze od walki o punkty PŚ uważa teraz dokonywanie ostatnich korekt w technice. - Piotrka znamy jako zawodnika kochającego loty, niech więc jedzie na największego mamuta na świecie i lata, skoro tak bardzo mu na tym zależy. Ale Olka Zniszczoła już bym tam nie puszczał, mimo że też zgłaszał taką chęć. Potencjał ma wielki, już zaczyna go pokazywać, ale zdarzają mu się też wpadki, jak w drugiej serii w niedzielę. Na jego przykładzie widać najlepiej, że czasem trzeba wyjść z rytmu startowego i spokojnie doszlifować formę. Jestem przekonany, że to bezpośrednie przygotowanie startowe Łukasz Kruczek wykorzysta maksymalnie i w Falun będziemy mieli emocje w każdym konkursie - kończy Szturc.

Pierwsze zawody na MŚ odbędą się 21 lutego na skoczni normalnej. Konkurs na obiekcie dużym zaplanowano na 26 lutego, a drużynówka (również na skoczni dużej) jest przewidziana na 28 lutego.

Zobacz wideo

źródło: Okazje.info

Więcej o: