Puchar Świata w Wiśle. Forma Polaków to wciąż niewiadoma

Forma skoczków jest wciąż niewiadomą. Loterię w Wiśle, w której z powodu zbyt silnego wiatru odwołano drugą serię, wygrał Austriak Stefan Kraft. Najlepszy z Polaków Kamil Stoch był 15.

- Cholera, gdyby puścili Kamila 20-30 sekund wcześniej, miałby takie fajne noszenie. A kiedy usiadł na belce, wszystko zdechło - denerwował się Adam Małysz, komentując skok dwukrotnego mistrza olimpijskiego w pierwszej serii. Stoch, który w kwalifikacjach otarł się o granicę 140 m, w pierwszym skoku konkursu w Wiśle uzyskał tylko 121,5 m. Jak trudne miał warunki wietrzne, można było sobie uzmysłowić, patrząc na wynik Dawida Kubackiego - on poleciał 7,5 m dalej od Stocha, ale zajmował miejsce za nim. Tuż przed Stochem był Norweg Johann André Forfang - uzyskał aż 132 m, lecz skakał przy tak silnym, sprzyjającym wietrze, że wyprzedzał Polaka o zaledwie 0,4 pkt.

Z pewnością znacznie bardziej od lidera reprezentacji Polski rozczarowani byli Maciej Kot i Piotr Żyła. W kwalifikacjach oddali najlepsze skoki, tymczasem w konkursie obaj pokpili sprawę. Kot uzyskał zaledwie 112 metrów i zajął 45. miejsce, najgorsze z 12-osobowej grupy Polaków, oczywiście bez szans na awans do serii finałowej, którą z powodu zbyt silnego wiatru i tak odwołano. Najwyżej sklasyfikowany w PŚ z zawodników Łukasza Kruczka Żyła popsuł skok - osiągnął 119,5 metra, co dało mu dopiero 29. miejsce. - Warunki miałem słabe, ale też popełniłem błędy. Mam nadzieję, że ten skok to tylko przykry wypadek przy pracy - powiedział.

W sensie jakościowym konkurs w Wiśle był dla Polaków porażką, w sensie ilościowym - zwycięstwem. W finałowej trzydziestce zmieściło się ich aż siedmiu (Stoch, Kubacki, Zniszczoł, Murańka, Ziobro, Hula, Żyła), ale najlepszy z nich był na 15. miejscu. Konkurs był loterią, wiatr kręcił, zmieniał się i znacząco wpływał na wyniki. Zwycięzca Stefan Kraft z Austrii (129,5 m) miał krótszy lot od zamykającego czołową dziesiątkę Japończyka Noriakiego Kasai (131 m). Tyle że Austriakowi dodano 4,1 pkt za wiatr w plecy, a weteranowi z Japonii odjęto 6,9 pkt. Najdłuższy skok w konkursie oddał Norweg Anders Jacobsen (134 m), ale zajął dopiero ósmą pozycję. Największym przegranym był bezdyskusyjnie Gregor Schlierenzauer, który zajął 38. miejsce, zaprzepaszczając szansę na zdobycie punktów. 25-letni Austriak, który wygrał aż 53 konkursy PŚ, przemknął między kibicami jak gradowa chmura, ale to nic zaskakującego, biorąc pod uwagę jego chorobliwą wręcz ambicję.

Największym pechowcem dnia i tak był Norweg Anders Bardal, który dwa lata temu w pierwszych zawodach Pucharu Świata w Wiśle wygrał. W czwartek w kwalifikacjach osiągnął 140 m, ale upadł na nadgarstek i złamał kość. Z zeskoku schodził sam, ale podczas interwencji lekarza zemdlał z bólu. Został odwieziony do szpitala w Cieszynie, a potem opatrzony wrócił do hotelu. W zawodach rzecz jasna, nie startował.

Informacja o odwołaniu drugiej serii gruchnęła wtedy, gdy 6,5 tys. kibiców w Wiśle debatowało nad tym, ile jest w stanie odrobić Stoch w drugiej serii. Polak tracił do Krafta aż 17,3 pkt, ale do czwartego Michaela Hayböcka tylko 10. To można było odrobić przy dobrych warunkach, ale szansy skakania nie dostał już tego dnia w Wiśle nikt. Wiatr się nasilił do tego stopnia, że trzeba było zawody przerwać. - Jasne, że lepsze są konkursy złożone z dwóch serii, ale gdyby wiatr miał zagrażać bezpieczeństwu zawodników, trzeba wybrać zło konieczne - komentował trzeci w konkursie Niemiec Severin Freund. Zarówno on, jak i Kraft mówili, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Oni zajęli pozycje na szczycie, więc ich rozczarowanie przerwaniem konkursu było stosunkowo najmniejsze.

Seria polskich konkursów (jeden w Wiśle, dwa w Zakopanem) miała być kolejnym testem dla skoczków Kruczka, którzy źle weszli w sezon. Po kwalifikacjach powiało optymizmem. Stoch skoczył wspaniale, tak jak Żyła, Kot i Kubacki, reszta co najmniej przyzwoicie - aż 12 Polaków znalazło się w konkursie. - Od jakiegoś czasu apelowałem o cierpliwość, my już tak mamy, że sezon zaczynamy słabo i potem się rozkręcamy - mówił Stoch.

Po konkursie nie był już w tak dobrym nastroju. Ilościowo było dobrze, ale jakościowo znów byle jak. Można wszystko zrzucić na warunki na skoczni, ale one usprawiedliwiają przede wszystkim dwukrotnego mistrza z Soczi. Reszta jego kolegów wciąż popełnia błędy, wciąż ma kłopoty ze stabilizacją formy. W czwartek mieli wykonać krok do przodu, a wykonali w bok.