Co musi Kamil Stoch, skoro nic nie musi? Zaczyna się sezon skoków

W piątek w Klingenthal kwalifikacje do pierwszego konkursu skoków sezonu 2014-15. Po dwóch złotach igrzysk w Soczi Kamil Stoch podkreśla, że jego sportowy apetyt tylko się zaostrzył. Relacje na żywo z treningów i kwalifikacji od 15:30 na Sport.pl

Lider kadry nie stawia sobie publicznie żadnych celów. Praca z psychologami nauczyła go, że presja skakania po wynik, konkretnie określone miejsce przynosi odwrotny skutek do zamierzonego. Dwukrotny mistrz igrzysk w Soczi nie chce dźwigać w locie presji oczekiwań 40 milionów rodaków, ale jest sportowcem zbyt ambitnym, by tylko pławić się w blasku olimpijskich osiągnięć. - Kamil już niczego nie musi - przekonywał Adam Małysz po rosyjskich igrzyskach i powtarza to także przed startem kolejnego sezonu.

Stoch ma już eksponowane miejsce w historii polskiego sportu, poza eksplozją olimpijską jako trzeci Polak po Małyszu i Justynie Kowalczyk wywalczył Kryształową Kulę za triumf w Pucharze Świata. Ale nie dopuszcza do siebie myśli, by w wieku 27 lat miał patrzeć już tylko w przeszłość. - Wciąż nie zdobyłem wszystkiego, co jest do zdobycia w mojej dyscyplinie, chcę się rozwijać i iść do przodu - mówi.

Olimpijskiej wody sodowej nie było. Stoch poprosił nawet żonę Ewę, i zarazem swoją menedżerkę, by reagowała natychmiast, gdyby zauważyła jakiekolwiek zmiany w jego zachowaniu wywołane życiowym sukcesem. Nie dał jej okazji, wszystko zostało po staremu. - W czasie przygotowań zachowywał się jak człowiek, który nigdy niczego nie wygrał - chwali trener kadry Łukasz Kruczek.

Zmieniło się tyle, że Stoch założył własny klub KS Eve-nement Zakopane i jego barwy reprezentuje razem z innym kadrowiczem Stefanem Hulą. - Nie chodzi o monopolizację skoków - zastrzega. Chodzi o szkolenie dzieci, czemu dwukrotny mistrz igrzysk chce się poświęcić po zakończeniu kariery.

Na razie Stoch nie wygrał jeszcze Turnieju Czterech Skoczni, w drugiej połowie lutego są mistrzostwa świata w Falun, na których będzie bronił złota na dużej skoczni i brązu w drużynie. Po raz kolejny zespół Kruczka ma błyszczeć tak samo jak jego lider. W sobotę w Klingenthal sezon startuje konkursem drużynowym, w niedzielę odbędą się pierwsze zawody indywidualne. Do Niemiec wyjechało siedmiu polskich skoczków: Stoch, Hula, Maciej Kot, Piotr Żyła, Jan Ziobro, Dawid Kubacki i Bartłomiej Kłusek. Przed rokiem sezon zaczął się na tej samej skoczni, ale storpedował go wiatr. Storpedował niezwykle pozytywnie z polskiego punktu widzenia - rozegrano jedną serię, którą wygrał Krzysztof Biegun, a czterech jego kolegów było w czołowej dziesiątce.

W tym roku temperatura w Klingenthal oscyluje wokół zera, prognoza wiatru jest korzystna, śnieg zapewniła ta sama firma, która dostarczyła go na igrzyska w Soczi. Rekordzistą Vogtland Arena był Małysz, ale od 2011 roku jest nim Michael Uhrmann - skoczył 146,5 m. Obok Bieguna wygrał tam też Stoch - trzy lata temu, w tym samym konkursie, w którym rekord pobił Niemiec. Wszystko gotowe do wielkiego rozpoczęcia sezonu - wypełnionego przez 37 konkursów Pucharu Świata (32 indywidualne i 5 drużynowych).

Zmiany przepisów pozwalają na większe kombinezony (luz od 1 do 3 cm), podczas transmisji w telewizji kibice nie będą oglądali punktów dodawanych i odejmowanych zawodnikom za wysokość belki i wiatr, zobaczą tylko notę łączną i punkty za styl. Skoczkowie mogą też stosować większe kaski, a także ochraniacze na kręgosłupy, z czego Polacy nie skorzystają. Testowali je dokładnie, ale uznali, że cienka pianka stanowi niewielką ochronę, za to krępuje ruchy.

Liderami polskiej kadry pozostają Stoch, Kot i Żyła. Ten ostatni nie miał udanego poprzedniego sezonu, ale zajął najlepsze z Polaków piąte miejsce w klasyfikacji generalnej letniej Grand Prix, mimo że startował w pięciu z dziewięciu konkursów. Wyprzedził go Gregor Schlierenzauer, choć stawał na skoczni latem tylko cztery razy. Zwycięzcą został Słoweniec Jernej Damjan, ale on startował w ośmiu letnich konkursach. Stoch, po nieudanej inauguracji w Wiśle, traktował GP treningowo.

Żyła uważa, że jego dobre skoki latem nie były przypadkiem. Znalazł nowy sposób podejścia do sportu. Dyżurny żartowniś reprezentacji, który każde wypowiedziane publicznie zdanie kończy śmiechem: "he, he", teraz postanowił mniej się przejmować. Wbrew wizerunkowi wesołka stres nie opuszczał go po zejściu ze skoczni. - Kończył się trening czy zawody, a ja wracałem do domu i cały czas skakałem. Bez przerwy zadręczałem się myślami, co zrobiłem źle, co i jak poprawić - opowiada. - Latem z tym skończyłem. Mniej się stresowałem, trenowałem solidnie, ale potem szedłem do domu z czystą głową, zresetowany. I to dało efekt w zawodach, skakałem mniej spięty. To samo mam zamiar robić zimą.

Igrzyska w Soczi nie okazały się impulsem do zmiany pokoleniowej na skoczni. Karierę zakończył tylko Thomas Morgenstern, który w ubiegłym sezonie miał dwa groźne upadki. Skoczni nie opuścił ani 42-letni Japończyk Noriaki Kasai, ani 33-letni Szwajcar Simon Ammann, czterokrotny mistrz igrzysk, ani nawet 37-letni Janne Ahonen, który w ubiegłym roku drugi raz wrócił do sportu, ale zaliczył bardzo słaby sezon. Teraz leczy się po operacji, a potem znów pojawi się w Pucharze Świata. Zaledwie rok młodszy Czech Jakub Janda też daje sobie kolejną szansę.

Faworytami sezonu są Polacy, Niemcy, Słoweńcy i Austriacy, których poprowadzi Heinz Kuttin - były szkoleniowiec reprezentacji Polski. Przy nim pierwsze kroki w zawodzie 11 lat temu stawiał Kruczek.

Polski trener żartuje, gdy pyta się go o zmianę barw. - O propozycjach z innych krajów słyszałem tylko od dziennikarzy, ale tak na poważnie nikt się nie zgłaszał. Nie ma w naszym zawodzie zbyt wielu wolnych miejsc pracy - mówi. Kruczek został w kadrze, tak jak jego najważniejsi skoczkowie wierząc, że uda im się razem zrobić kolejny krok do przodu. Droga coraz trudniejsza, bo polskie skoki znalazły się w okolicy szczytu.

Zobacz wideo

Stoch jak Małysz w 2001 roku, Żyła i Kot powalczą o "10"

źródło: Okazje.info

Czy Kamil Stoch wygra pierwszy konkurs PŚ w skokach w tym sezonie?
Więcej o: