PŚ w Willingen. W sobotę skakała drużyna, w niedzielę tylko Żyła

- Wystawiłem eksperymentalny skład i jestem zadowolony. Do podium straciliśmy prawie 55 punktów, ale na Mistrzostwach Świata w Val di Fiemme na pewno będzie lepiej - mówi Łukasz Kruczek. W sobotę jego podopieczni w składzie Piotr Żyła, Krzysztof Miętus, Dawid Kubacki i Kamil Stoch zajęli piąte miejsce w rywalizacji drużynowej. Indywidualnego konkursu zaplanowanego na niedzielę nie pozwolił rozegrać wiatr. - Chciałem skoczyć w małych zawodach zorganizowanych dla kibiców, ale trener nie pozwolił - mówi Stoch. O zgodę nie pytał Żyła.

Wychodzisz z domu, a startują Polacy? Śledź relacje w telefonie dzięki aplikacji Sport.pl Live na smartfony

- Gdyby to ode mnie zależało, to powiedziałbym: "kto chce, niech skacze", i tym, co by chcieli, naciskałbym zielone światełko - mówił Żyła zaraz po odwołanych zawodach. Na Muehlenkopfschanze wiało z prędkością nawet 9 m/s. - Raz pod narty, raz w plecy. Nie chciałbym, żeby taki podmuch wgniótł mnie w zeskok - to już z kolei głos Stocha. Ale i jemu żal, że indywidualnej rywalizacji w Willingen nie było. - Gdyby była ładna pogoda, to chętnie bym skakał. W sobotniej "drużynówce" czułem się bardzo dobrze [Stoch osiągnął indywidualnie czwarty wynik - red.], poprawiłem błędy z piątkowego treningu i z kwalifikacji, było mnie stać na dobry rezultat - mówi piąty zawodnik klasyfikacji generalnej PŚ.

Za błędy z piątku płacić nie musiał Maciej Kot. - Bardzo się cieszę, że nie było konkursu. Upiekło mi się, nic nie straciłem przez zawalone kwalifikacje - mówi 18. skoczek Pucharu Świata.

Teraz Stoch, Żyła, Kot i reszta naszej ekipy mają nadzieję na podwójną dawkę skakania w Klingenthal.

- Jest szansa, że tam będziemy skakali we wtorek i w środę, w środę i w czwartek albo w środę w dwóch konkursach. Ale może być też tak, że nierozegrane zawody z Willingen zostaną przeniesione do Oberstdorfu. Tego byśmy nie chcieli, bo tam nas nie będzie - mówi Kruczek, który razem z zawodnikami wytypowanymi na mistrzostwa świata z Klingenthal pojedzie na trzydniowe zgrupowanie do Szczyrku. - To dobra decyzja, skakanie weekend w weekend od połowy grudnia naprawdę daje w kość. Przydadzą się odpoczynek i spokojny trening - przekonuje Stoch.

O nim i o Kocie Kruczek mówi wprost, że stoją stopień wyżej od reszty kadrowiczów. Pewny miejsca w kadrze na mistrzostwa może być też Żyła, mimo że jest mocno niesforny. Kiedy odwołano niedzielne zawody, organizatorzy naprędce zorganizowali błyskawiczne zawody pocieszenia dla zmarzniętych i rozczarowanych kibiców. - Do "15", która miała skakać, Piotrek zgłosił się jako pierwszy, a skoczył tak szybko, że wyprzedził nawet przedskoczków. Przez to nikt nie zdążył zmierzyć jego odległości - opowiada Kruczek. - Była dobra zabawa, kibice się cieszyli, my też - tłumaczy Żyła. Tak naprawdę nie wszystkim było do śmiechu. Chwilę po ruszeniu z okolic 60. metra zeskoku i po wyjściu z prowizorycznego progu ustawionego na 90. metrze groźny upadek zaliczył Mackenzie Boyd-Clowes. - Na chwilę stracił przytomność, na szczęście nic strasznego mu się nie stało. Właśnie dlatego nie pozwoliłem skoczyć Kamilowi - mówi Kruczek. - Kanadyjczyk trochę przesadził, rzucił się za bardzo do przodu i nie zdążył się poskładać. Spadł na brzuch, dość długo go zbierali - relacjonuje Żyła. - No, różnie mogłoby być, gdyby jednak odbył się normalny konkurs - puentuje idol polskich kibiców.

Różnie może być też w Klingenthal. - Kilka dni temu organizatorzy mówili nam, że w Klingenthal będzie tak samo jak w Willingen, czyli bezwietrznie i ze słoneczkiem. Sami nie wiemy, czego się spodziewać - mówi Stoch. - Jak będzie stabilna pogoda, to będzie dobrze. Nie ukrywam, że Vogtland Arena to jedna z moich ulubionych skoczni - dodaje lider polskiej kadry. - Ja też czuję się tam dużo lepiej niż w Willingen. Na pewno formy nie zgubiłem, w piątek miałem tylko jeden gorszy dzień - zapewnia Kot.

- Gorsze dni czasem mogą nam się zdarzać, bo nie mamy monopolu na dobre skoki. Ale idziemy swoją ścieżką i widzimy, że jest dobra. Na mistrzostwa będziemy przygotowani - przekonuje Kruczek, dodając, że skład na Val di Fiemme ma już przemyślany. - Niespodzianek nie będzie, ale nazwiska pięciu, a może sześciu zawodników, z którymi w Szczyrku będziemy pracować pod kątem mistrzostw, podam dopiero po Klingenthal - kończy trener.

Więcej o: