Tomasz Byrt chce pokonać samego siebie

19-letni drużynowy wicemistrz świata w skokach został odsunięty od kadry.

Polski Związek Narciarski zawiesił Tomasza Byrta w prawach zawodnika kadry narodowej i złożył wniosek do ministerstwa o odebranie mu stypendium sportowego - 1380 zł.

Robert Mateja, trener kadry B: W maju Tomek przyjechał na zgrupowanie do Szczyrku. Później miał trenować w klubie i stawiać się na konsultacjach kadry. Nie przyjeżdżał, dostał ostrzeżenie. Przeprosił i obiecał poprawę. Nie dotrzymał słowa. Przepadł. Od tamtej pory nie miałem z nim kontaktu. Zgłosiłem sprawę do związku. Ostatni raz dzwoniłem do niego kilka tygodni temu. Nie odbierał, więc odpuściłem. Szkoda chłopaka, bo talent ma. Nie jest za późno na powrót, ale problem w tym, że ma źle poukładane w głowie.

Prezes PZN Apoloniusz Tajner: Tomek wyprowadził się z domu i nie odbiera telefonów. Ojciec pracuje na skoczni w Wiśle-Malince i też nie wie, co się dzieje z synem. Chyba przestało mu się chcieć skakać. Z takim podejściem i tak niskim poziomem intelektualnym nie wróżę mu przyszłości w sporcie.

W 2004 roku indywidualnym mistrzem świata juniorów w skokach został Mateusz Rutkowski. Talent utopił, pieniądze przewróciły mu w głowie. Z kadry został wyrzucony za pijaństwo i nigdy do niej nie wrócił. Jakiś czas temu wykonywał ludziom schody w Zakopanem, udeptywał zeskok w przerwie między seriami konkursów PŚ. Byrt to kolejny Mateusz Rutkowski?

Zadzwoniłem do skoczka z Wisły.

Nie minęły trzy sygnały... Byrt odebrał.

To ty w ogóle odbierasz telefon?

- Skoro dzwoni, to odbieram.

Co się z tobą dzieje? Nikt ze związku nie ma z tobą kontaktu, zostałeś skreślony z kadry, a ministerstwo przestało wypłacać stypendium.

- Zrobiłem sobie przerwę w skokach. To moja wina. Sam się w sobie pogubiłem. Nie wiem, co mi strzeliło do głowy, ale to chyba nie jest powód, by tak szybko zabrać mi stypendium. Sytuację można naprawić. Po wakacjach wracam do trenowania. Zimą spotkamy się na skoczni. Nie wiem, co powiedzieć. Nie mam nic na usprawiedliwienie. Nic. Dziwne tylko, że o wszystkich decyzjach związku dowiadywałem się od mojego przyjaciela, innego skoczka, Klimka Murańki. On mnie informował na bieżąco, co się dzieje. O tym, że jestem skreślony, dowiedziałem się z listu od związku, ale o stypendium nikt mi nic nie powiedział.

Robert Mateja mówił, że dzwonił, ale nie odbierałeś. To samo prezes.

- Roberta rozumiem. On musiał wnioskować o wykluczenie z kadry. Nie zostawiłem mu innego wyjścia. Wiedziałem o wniosku, ale nie przypuszczałem, że sprawa zostanie potraktowana tak ostro. Nie rozumiem władz, wypromowałem się sam, dzięki talentowi i pracy z trenerem. O działaczach lepiej, żebym nie mówił. Ale wygląda, że zdrowo nabroiłem.

Mówią, że wyprowadziłeś się z domu do dziewczyny i to z jej powodu rzuciłeś skoki.

- Dziewczyna tylko mnie mobilizuje do skakania. Codziennie tłucze do mojej chorej głowy, żebym się ogarnął i wziął za siebie. To nie z jej powodu ta przerwa. Owszem, wyprowadziłem się, bo w domu nigdy się nie przelewało, więc chciałem odciążyć rodziców. Jest mi głupio wobec nich. Tyle serca włożyli w mój sport. Nie wiem, czy pan słyszał, ale ja trudny chłopak jestem. Nawet bardzo trudny i w przeszłości miałem różne wyskoki. Łobuziak ze mnie. Jak sobie coś do głowy nakładę, to nikt mnie nie przekona. A im bardziej próbuję, tym bardziej na przekór robię. Jak sam sobie nie wytłumaczę, że chcę wrócić na skocznię, to nikt mi nie wytłumaczy. Nikt. Sam muszę sobie odpowiedzieć, czy wciąż kocham skakać.

Kochasz?

- Kochałem, a teraz przez to, co mi zrobili, to chyba znienawidziłem. Ale nie mam wyjścia. Skończyłem gimnazjum, do roboty nie pójdę, bo gdzie? Do nauki głowy nigdy nie miałem, ciężko mi szła. Zostają skoki. Ale teraz zostałem bez kadry, możliwości trenowania, sprzętu, klubu. Muszę to odkręcić. Jak najszybciej spotkam się z trenerem klubowym Janem Szturcem. On ulepił ze mnie skoczka. Porozmawiam, przeproszę i może pozwoli wrócić. Na początek do siłowni, żeby mięśnie w nogach odbudować. Potem górne partie ciała. Może i Robert przebaczy?

Co się z tobą działo przez te dwa miesiące?

- Nic. Siedziałem w Wiśle. Alkoholu nie piję, problemów z wagą nie mam. Największe problemy mam sam ze sobą.

Czyli jak to było? Pewnego dnia się obudziłeś i powiedziałeś sobie: nie idę na trening?

- Naprawdę nie umiem tego wyjaśnić. To jest bardzo dobre pytanie, dziękuję panu. Jak się tak zastanowić, to może poczułem się zmęczony? Skoki to wielkie wyrzeczenia, a ja trenuję je od szóstego roku życia, czyli od 13 lat. Może organizm się zbuntował? Innego wytłumaczenia nie mam. Ale jest mi bardzo przykro. Wszystkich chcę przeprosić. Dziękuję panu za tę rozmowę, do zobaczenia na skoczni.

Więcej o: