Skoki narciarskie. Austriacy zepchnęli Stocha z podium

Kamil Stoch czwarty w pierwszym konkursie PŚ w Kuusamo. Wygrał Austriak Andreas Kofler, przed rodakami Gregorem Schlierenzauerem i Thomasem Morgensternem

- Żartowaliśmy, że Kamil osiągał odległości siłą woli. Leciał nisko nad zeskokiem, a jednak potrafił daleko pofrunąć - mówi z uśmiechem Łukasz Kruczek, trener kadry skoczków. W Kuusamo jak zwykle konkursem rządził wiatr. W piątek i sobotę wiał tak mocno, że trzeba było odwołać treningi i konkurs. W niedzielę skocznia była oblegana niemal od bladego świtu.

Po godzinie ósmej rozegrano serię próbną, a później skoki odwołanego w sobotę konkursu drużynowego. Wygrali go Austriacy, wybrańcy Kruczka (Jan Ziobro, Krzysztof Miętus, Piotr Żyła i Stoch) zajęli siódme miejsce. - Naszym celem jest miejsce w trójce klasyfikacji drużynowej - mówi Kruczek. - Skład ustaliłem po treningu w Rovaniemi i tych paru skokach już na miejscu, w Kuusamo. Gdybyśmy mieli jeden-dwa dni treningów więcej, skład prawdopodobnie byłby inny. Nie zawiedli Kamil i Piotrek. Nieźle wypadł Krzysiek Miętus, ale u niego liczyliśmy na więcej. Poniżej możliwości skoczył Jasiek.

Nim skoczkowie odetchnęli, w południe rozpoczęły się kwalifikacje do konkursu indywidualnego. Przebrnęło przez nie czterech z sześciu podopiecznych Kruczka. Stoch nie musiał skakać - jako dziesiąty w poprzednim sezonie miał pewny start w zawodach. Spisał się znakomicie.

Przed wylotem do Kuusamo Kamil odważnie mówił, że nie boi się presji lidera, która spadnie na niego po odejściu Adama Małysza. Po pierwszym skoku był czwarty i utrzymał miejsce. - Jest tam, gdzie wszyscy sobie tego życzymy - mówi Kruczek. - Jednak mam sporo uwag. Przy wyjściu z progu Kamil był za bardzo do przodu. To powodowało, że leciał bardzo nisko nad zeskokiem, miał płaską parabolę lotu. Gdyby nie popełnił błędów, metrów byłoby więcej. Ale nie narzekam. Ta skocznia mu nie pasuje. Na siedem startów dopiero trzeci raz zdobył punkty Pucharu Świata. W 2005 i 2009 roku lądował w trzeciej dziesiątce. To świetny początek sezonu.

- Jestem w szoku, że tak przeciętne skoki, w których popełniłem błędy, dały mi czwartą lokatę. Ale o taki początek sezonu mi chodziło. Jestem wśród najlepszych i stać mnie na rywalizację o miejsca na podium - dodał Stoch.

W niedzielę Austriacy byli poza zasięgiem. Po pierwszej serii prowadził Schlierenzauer i wydawało się, że wygra 36. konkurs w życiu. Jednak zepsuł drugą próbę i stracił przewagę. Do wygranej zabrakło mu pół metra.

- Wiatr decydował, ale w czołówce znaleźli się faworyci. Jedyną niespodzianką w pierwszej dziesiątce jest siódma lokata Rosjanina Korniłowa. Pozytywnie oceniam drugi skok Piotrka Żyły, który dał mu awans do drugiej dziesiątki. Stefek Hula ładnie skoczył tylko w kwalifikacjach, gdzie był szósty. To był jego pierwszy występ od lipca. Wtedy miał operację łąkotki - dodał Kruczek. W poniedziałek wylot do Lillehammer, gdzie skoczkowie będą trenować. W weekend w Norwegii kolejne konkursy PŚ.

Błoński: Zima w skokach bez Małysza nie jest nudna, jest Stoch

Więcej o: