Sędzia Przybyła: "Stoch miał rację". Wypaczony zwycięzca? "Przez niego odwołano drugą serię"

- Kamil miał rację. Mógł się wkurzyć i rzucać rękawiczkami oraz kaskiem jak wcześniej Forfang - mówi Edward Przybyła, oceniając gest Kamila Stocha. Po skoku na 159 m w anulowanej ostatecznie drugiej serii lotów na Kulm nasz mistrz zwrócił się do kamery do startującego skoczków Borka Sedlaka, pytając: "No i co, panie Borku?". My pytamy międzynarodowego sędziego, czy na zwycięstwo zasłużył wysoko oceniony za styl Stefan Kraft.

Kamil Stoch czwarty, Piotr Żyła dziewiąty, choć zanosiło się na to, że żadnego z nich nie będzie w czołowej dziesiątce. Niedzielny konkurs lotów w Tauplitz miał dziwny przebieg. Pierwsza seria była w miarę sprawiedliwa, w drugiej rządził wiatr, a jury długo nie chciało tego zauważyć. W końcu seria została anulowana po tym, jak Stoch spadł na 159. metr. Na swoje skoki czekało wtedy jeszcze tylko trzech zawodników. W tym prowadzący po pierwszej serii Stefan Kraft.

Zobacz wideo Adam Małysz i Apoloniusz Tajner o szkoleniu skoczków

Kraft wyprzedzał Ryoyu Kobayashiego o 0,7 pkt, Timiego Zajca o 2,5 pkt i Kamila Stocha o 3,2 pkt. Trudno nie odnieść wrażenia, że Austriak dostał zbyt wysokie noty za styl. Aż trzech z pięciu sędziów przyznało mu ocenę 19,5, dzięki czemu do noty zawodnika gospodarzy weszły dwie noty 19,5 i jedna 19.

Łukasz Jachimiak: Wiele razy sędziował pan konkursy Pucharu Świata, więc proszę powiedzieć, jaką notę dałby pan Stefanowi Kraftowi, gdyby wystawiał je pan w niedzielę w Tauplitz.

Edward Przybyła: Na pewno nie dałbym 19,5. Nawet nie dałbym 19. Nogi podkurczone do lądowania, wymachy rękami - to był skok na 18,5 pkt. Ale wiadomo, że na skoczni sędzia nie widzi powtórek i na podjęcie decyzji ma tylko pięć-sześć sekund. No i - niestety - troszeczkę też sędziowie dają punkty za nazwisko. Dawid Kubacki też czasem dostaje noty 19, mimo lądowania, w którym jest wycofany i powinien dostać maksymalnie 18,5 pkt. O ile tam Kraft w końcu wygrał?

Drugiego Ryoyu Kobayashiego wyprzedził o 0,7 pkt, trzeciego Timiego Zajca o 2,5 pkt.

Uczciwie by było, gdyby skończył drugi, a nawet trzeci. Powiem więcej - gdyby nie prowadził po pierwszej serii, to drugiej by nie anulowano.

Drugą serię trzeba było anulować zdecydowanie wcześniej niż na trzy skoki przed końcem, prawda?

Oczywiście! Było wielu zawodników poszkodowanych. Aż w końcu przyszedł strach o Krafta.

"No i co, panie Borku?" - pytał Kamil Stoch po lądowaniu na 159. metrze.

Kamil miał rację. Co on miał w takich warunkach zrobić? Metr na sekundę w plecy, najgorzej ze wszystkich. Mógł się wkurzyć i rzucać rękawiczkami oraz kaskiem jak wcześniej Forfang. Ale nie zezłościł się, tylko trochę się pośmiał.

Sedlak mógł nie włączać Stochowi zielonego światła? Wszyscy wiedzieliśmy, że warunki są bardzo niestabilne.

Ale czy ten Sedlak przestawi wiatr? On musi puszczać zawodników. Jak jest mocny, zmienny wiatr, to zawsze będzie miał problem. Tak to już jest, że on ma puszczać, a skoczkowie dostają różne przeliczniki.

Tylko co Stochowi po dodatkowych 16,6 pkt za wiatr, skoro ten zły wiatr tak bardzo skrócił jego lot?

To prawda, te punkty są bardzo niedopracowane. One nie działają na skoczniach normalnych i dużych, a co tu gadać, gdy przyjdą zawody w lotach. Wtedy wiatr zabierze ci 40 metrów, a na pocieszenie dostaniesz kilkanaście punktów, które nic nie zmienią. Dobrze, że ostatecznie jury tę drugą serię odwołało, bo wyniki z pierwszej były bardziej sprawiedliwe. Dla nas to dobrze, bo i Kamil, i Piotrek Żyła zostali na dużo lepszych miejscach. Ale niesmak trochę jest, że odwołali tak późno, bojąc się o Krafta.