Skoki narciarskie. TCS. Stoch, Żyła i Kot z jednym z najlepszych wyników w historii. O powtórkę będzie trudno

Kamil Stoch pierwszy, Piotr Żyła drugi, Maciej Kot czwarty - polska dominacja w 65. edycji Turnieju Czterech Skoczni była jedną z największych w historii imprezy. Tylko trzy razy zdarzyło się, że zawodnicy jednej nacji osiągnęli lepsze wyniki. To pokazuje, jak trudno liczyć, że podopieczni Stefana Horngachera powtórzą swój wielki sukces.
Radość Polaków Radość Polaków MAREK PODMOKŁY

Podium mogło być całe polskie

To prawdopodobnie najpiękniejszy moment polskiego sportu w 2017 roku. Miejsce akcji: Bischofshofen, czas: 6 stycznia, tuż po ostatnim konkursie 65. Turnieju Czterech Skoczni. Zawody wygrał Kamil Stoch, Piotr Żyła był trzeci, a Maciej Kot zajął piąte miejsce. W klasyfikacji generalnej całej niemiecko-austriackiej imprezy najlepszy był Stoch, za nim uplasował się Żyła, a Kot był czwarty. Gdyby nie pomyłka w pomiarze odległości, jaką w drugiej serii uzyskał Daniel Andre Tande (Norweg ratował się przed upadkiem i wylądował na jednej narcie w okolicach 111-112 m, ale sędziowie zmierzyli mu 117 m, błędnie uznając, że lądowanie nastąpiło dopiero wtedy, gdy dotknął podłoża obiema nartami), to podium turnieju byłoby w całości polskie, bo Kot stracił do Norwega tylko 7,5 pkt. Ale i tak sukces naszej ekipy był ogromny. Łez wzruszenia nie krył m.in. Adam Małysz, dyrektor Polskiego Związku Narciarskiego ds. skoków i kombinacji norweskiej, który 16 lat wcześniej w Bischofshofen został pierwszym polskim zwycięzcą Turnieju Czterech Skoczni.

MP w Wiśle Malince MP w Wiśle Malince GRZEGORZ CELEJEWSKI

Stoch z identyczną pozycją wyjściową, tylko Kot w gorszej sytuacji

Czy wynik z poprzedniej edycji jest do powtórzenia? Przypomnijmy, jak wygląda sytuacja polskich skoczków w Pucharze Świata tuż przed startem 66. Turnieju Czterech Skoczni i jak wyglądała przed rozpoczęciem poprzedniej edycji.

Obecnie naszym najlepszym zawodnikiem jest Stoch. Podwójny mistrz olimpijski z Soczi zajmuje czwarte miejsce w "generalce" PŚ, w siedmiu konkursach zgromadził 323 punkty. Rok temu nasz faworyt był w identycznej sytuacji - po siedmiu indywidualnych startach miał 323 pkt i plasował się na czwartej pozycji. Teraz, tak samo jak przed rokiem, mamy też drugiego Polaka w czołowej "10" PŚ. Tylko że wówczas był nim Kot, a teraz jest nim Żyła. Poprzedniej zimy Żyła startował w TCS jako 18. zawodnik klasyfikacji, miał 105 punktów. Teraz jest 10., punktów ma 175. Wtedy w ostatnim starcie przed turniejem zajął dziewiąte miejsce w Engelbergu, wskakując do najlepszej "10" pucharowego konkursu pierwszy raz od prawie dwóch lat. Teraz w Engelbergu był 10. i siódmy, z siedmiu startów trwającego sezonu cztery zakończył w Top 10. - Kto może być czarnym koniem? Może Piotrek Żyła? Ale lepiej po cichu robić swoje, nie myśleć, że jest się czyimś faworytem. Dlatego zbyt wiele wolę o Piotrku nie mówić - komentował wtedy w rozmowie ze Sport.pl Adam Małysz. Na pewno teraz też możemy po cichu liczyć na Żyłę.

W gorszej sytuacji niż przed rokiem jest Kot, który wówczas był szóstym skoczkiem Pucharu Świata, a teraz jest w nim 17. W tamtym sezonie do Turnieju Czterech Skoczni uzbierał 285 punktów, teraz ma ich "tylko" 99. Za to na plus w porównaniu rok do roku wypadają Dawid Kubacki (przed poprzednim turniejem był 16., miał 117 punktów, teraz jest 13., ma 161 pkt) i Stefan Hula (wówczas 57 pkt i 25. pozycja, obecnie 99 pkt i 17. miejsce dzielone z Kotem).

Generalnie forma Polaków z konkursów przed Turniejem Czterech Skoczni na pewno pozwala im myśleć o sukcesach w tej imprezie.

Współczesna Austria raz wzięła wszystko

Powtórka polskich sukcesów nie jest niemożliwa, ale też trzeba powiedzieć, że mało prawdopodobne jest, by nasi skoczkowie drugi raz z rzędu zdominowali turniej. Trzech swoich zawodników w najlepszej czwórce dwa razy z rzędu nie mieli nawet Austriacy, którzy w ostatnich latach rządzili na skoczniach w Oberstdorfie, Garmisch-Partenkirchen, Innsbrucku i Bischofshofen. Od 2009 do 2015 roku współgospodarze imprezy wygrali ją siedem razy z rzędu. Mieli w sumie aż sześciu różnych zwycięzców: Wolfganga Loitzla, Andreasa Koflera, Thomasa Morgensterna, Gregora Schlierenzauera (wygrał dwa razy), Thomasa Dietharta i Stefana Krafta. Najlepszy był dla nich 60. TCS, w którym zajęli wszystkie miejsca na podium (Schlierenzauer, Morgenstern, Kofler). Dwa razy wygrywali prawie w takim stylu, jak Polacy w poprzedniej edycji. W 2014 roku pierwszy był Diethart, a drugi Morgenstern, a rok później za Kraftem uplasował się Michael Hayboeck. Nasz wynik był lepszy o tyle, że do dwójki zwycięzców - Stocha i Żyły - bardzo niewiele stracił sklasyfikowany na czwartym miejscu Kot, a trzeci najlepszy Austriak w roku 2014 to Schlierenzauer, który zajął ósme miejsce, a w roku 2015 - również Schlierenzauer, tym razem siódmy.

Dawna Austria jeszcze lepsza

Trzech Polaków w najlepszej czwórce Turnieju Czterech Skoczni to jeden z najlepszych drużynowych wyników w historii imprezy. Najlepszym był chyba ten, jaki uzyskali Austriacy w sezonie 1974/1975. Wówczas wygrał Willi Purstl, drugi był Edi Federer znany polskim kibicom jako menedżer m.in. Adama Małysza, a trzecie miejsce zajął Karl Schnabl. W czołowej "10" klasyfikacji generalnej znalazł się jeszcze czwarty Austriak - Hans Wallner, sklasyfikowany na 10. miejscu (dla porównania: czwartym Austriakiem w TCS 2011/2012 był sklasyfikowany na 17. pozycji Martin Koch). W tamtej edycji Austriacy wygrali wszystkie konkursy, a jednym z niewielu zagranicznych skoczków, którzy wskakiwali na podium był Stanisław Bobak. Polak zajął drugie miejsce w Oberstdorfie i był w piąty w całym turnieju.

Finowie byli pierwsi

Poza Austriakami, którzy dwa razy w historii zajęli całe podium Turnieju Czterech Skoczni, takiej sztuki dokonali jeszcze tylko Finowie. Udało im się to raz - w sezonie 1954/1955. Najlepszy był wówczas Hemmo Silvenoinen, który nie wygrał żadnego konkursu, ale wszystkie skończył na podium, zajmując kolejno drugie, trzecie, drugie i drugie miejsce. Za nim uplasował się Eino Kirjonen w konkursach dwukrotnie drugi i po razie czwarty oraz trzeci. Na najniższym stopniu obok kolegów stanął Aulis Kallakorpi, zwycięzca obu niemieckich konkursów, który słabiej spisał się w Austrii, zajmując 22. miejsce w Innsbrucku i szóste w Bischofshofen.