Turniej Czterech Skoczni. Po Oberstdorfie szczęśliwi tylko Niemcy i Austriacy

"Turniej się zaczął, emocje się skończyły. Decydowała pogoda albo austriackie interesy" - pisze po piątkowym konkursie w Oberstdorfie czeski dziennik "Mlada fronta Dnes". Po rozpoczęciu 60. Turnieju Czterech Skoczni narzekają też Słoweńcy, Japończycy i Norwegowie.
Nie umiemy się powstrzymać na Facebook.com/Sportpl ?


"Znokautowany Gregor Schlierenzauer mógł skakać jeszcze raz i wygrał. Austriak może uważać się za szczęściarza, bo w serii, którą anulowano, spisał się bardzo słabo i przez chwilę nie miał żadnych szans na wygranie Turnieju Czterech Skoczni" - pisze "Dagbladet". Norweska popołudniówka nie twierdzi wprost, że decyzja sędziów o anulowaniu serii, w której "Schlieri" uzyskał zaledwie 103,5 m była prezentem dla Austriaka, ale gołym okiem widać, że dziennik z Oslo nie jest zadowolony ze zwycięstwa niespełna 22-latka.

"W swojej drugiej, a pierwszej liczonej próbie Schlierenzauer źle wylądował i dotknął ręką śniegu, za co nie został ukarany" - podkreśla "Dagbladet" nieco mijając się z prawdą. Austriak skoku na 133 m nie podparł, ale rzeczywiście wylądował w fatalnym stylu, a od sędziów dostał zdecydowanie za wysokie noty - dwie "17" i "17,5".

Wicelider klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w swojej pierwszej próbie wylądował aż o 29,5 m bliżej niż w drugiej i do prowadzącego wtedy Japończyka Daiki Ito tracił 40,5 pkt. Po tamtym skoku Schlierenzauer ironicznie klaskał, sugerując, że za jego słaby wynik odpowiada jury. - Dziękuję sędziom, że dali mi kolejną szansę. To była dobra decyzja - mówił Austriak po zawodach.

Podobnie decyzję o unieważnieniu skoków 35 zawodników oceniają Niemcy. Gospodarze dwóch pierwszych konkursów TCS mogą się cieszyć, bo w anulowanej serii przepadł ich faworyt - Richard Freitag. Zwycięzca zawodów z Harrachova osiągnął 107,5 m i przegrał pojedynek z Wolfgangiem Loitzlem (115,5 m). Gdyby nie interwencja organizatorów, Freitaga nie byłoby w drugiej konkursowej serii, a tym samym Niemiec straciłby szanse na pozycję nawet w szerokiej czołówce klasyfikacji końcowej TCS. Tymczasem w powtórzonych skokach Freitag z Loitzlem wygrał i ostatecznie ukończył zawody na 10. miejscu.

- Dla nas, Słoweńców i Japończyków decyzja o powtórzeniu pierwszej serii była zła - mówi na łamach "Mlada fronta Dnes" trener czeskich skoczków, David Jiroutek. - To na pewno były najbardziej ekstremalne zawody w tym roku, ale miały dobrego reżysera - zagadkowo dodaje szkoleniowiec.

W zagadki nie bawi się gazeta. "W pewnym momencie widać było wyraźnie, że szef skoków w Międzynarodowej Federacji Narciarskiej Walter Hofer jest smutny i spięty" - pisze "Mlada fronta Dnes".

Po zawodach smutny był Roman Koudelka, który w chwili przerwania serii KO był trzeci (przed nim plasowali się Ito i Robert Kranjec), a rywalizację ukończył na siódmej pozycji. - Z wyniku jestem zadowolony, ale nie rozumiem, dlaczego zawody przerwano. To było bardzo niesprawiedliwe - mówi najlepszy czeski skoczek.

Na niesprawiedliwość skarży się także trener reprezentacji Słowenii. - Moi zawodnicy spisali się dobrze [Kranjec był dziewiąty, Jure Sinkovec - 17., a Jernej Damjan - 24.], ale po zawodach czuję niesmak. W gronie trenerów żartowaliśmy, że jeśli na prowadzeniu nie będzie Austriaków i Niemców, zawody zostaną przerwane i tak się stało - mówi Goran Janus. "Gdyby konkurs był kontynuowany, w finałowej serii mielibyśmy pięciu zawodników. A tak swoje szanse stracili Peter Prevc i Mitja Meznar" - ubolewa słoweński "Dnevnik".

O dziwnym konkursie w Oberstdorfie piszą też Japończycy, mimo że Turniejowi Czterech Skoczni nie poświęcają wiele miejsca. "Silni zawodnicy byli bici przez wiatr. Przegrał z nim także późniejszy zwycięzca, Schlierenzauer. Austriak po zawodach śmiał się i dziękował sędziom, którzy dali mu kolejną szansę i pozwolili zbudować przewagę aż 18,1 pkt nad kolejnym skoczkiem" - podsumowuje "Sankei Sports".

Z trudnymi warunkami nie poradził sobie znany Norweg. Tom Hilde złamał kręgosłup ?