Kingsajz, czyli strome schody Małysza

Dobre miejsce i dzielna postawa już nie wystarczą - to pewne. Przede wszystkim samemu Adamowi, nie mówiąc o opinii publicznej


Niepostrzeżenie dla nas wszystkich dość poważnie zmienił się status Adama Małysza w naszym życiu sportowym, więcej - w naszym życiu publicznym, którego Adam jest ważnym elementem. W tej sprawie wielokrotnie powiedziano już wszystko lub prawie: Małysz łagodzi obyczaje, Małysz na premiera, na prezydenta etc. Opowiadano o nim niezliczone ornitologiczne żarty, pisano w jego intencji pieśni i wiersze, sam cytowałem twórczość kolegów mojej córki z liceum:

"Adam Małysz, Małysz Adam,

Adam leeee...ci, każdy spada" - tego rodzaju poezji było więcej.

Małysz stał się rodzajem narodowej świętości, kimś nietykalnym. Nawet człowiek o tak przenikliwej inteligencji jak Jerzy Urban, kiedy na pierwszej stronie swojego dziennika cotygodniowego dał primaaprilisowy żart, jakoby Adam Małysz swoje nadzwyczajne sukcesy zawdzięczał niedozwolonemu dopingowi farmaceutycznemu, nie dosyć, że stracił wielu czytelników - oburzenie było powszechne, świętości się nie szarga - to w dodatku redakcja musiała kornie przyznawać, że się wygłupiła, co robi rzadko i niechętnie.

Przez całe lata ten fenomenalny sportowiec funkcjonował w naszej świadomości jako skromny chłopak z Wisły, który z przypiętymi do stóp nartami, szybując w przestworzach, na swoich drobniutkich barkach dźwigał honor i dumę Polaków, powtarzając jednocześnie uparcie, że tak naprawdę chodzi o wykonanie dwóch dobrych, równych skoków. Cała reszta - medale, tytuły, sława, sukcesy i pieniądze - były jedynie pochodną tej, jakże pozornie prostej i skromnej recepty. Przez całe lata obgryzaliśmy paznokcie, żeby mu się powiodło, mając jednocześnie niewyczerpaną wyrozumiałość w razie niepowodzeń, cieszyliśmy się z każdego dobrego występu, że nasz człowiek na przekór wszystkiemu - skandynawskiej tradycji, niemieckim pieniądzom czy japońskiej technologii - jest w ścisłej światowej czołówce. Teraz trzeba to powtórzyć, ta sytuacja zmieniła się dramatycznie. Dobre miejsce i dzielna postawa już nie wystarczą - to pewne. Przede wszystkim samemu Adamowi, nie mówiąc o opinii publicznej.

Zdarzają się w sporcie sytuacje, kiedy każdy, najwartościowszy nawet wynik poza zwycięstwem jest katastrofą sportowca, nabiera zabarwienia klęski. Nie, to nie jest powielenie znanego hasła, z którego zasłynęła olimpiada w Atlancie i firma Nike: "You don´t win silver, you loose gold" - to jest sytuacja, którą sport poznał daleko wcześniej, prawdę mówiąc - tak było od zawsze.

Nieodżałowanej pamięci przyjaciel Hubert Jerzy Wagner przed wyprawą na igrzyska olimpijskie w Montrealu doprowadził, całkowicie świadomie i z pełną premedytacją, do takiego klimatu, iż każdy wynik jego siatkarzy poza złotym medalem przez niego samego, a także całą sportową opinię publiczną zostanie przyjęty jako totalny niewypał i kompromitacja zuchwałego trenera. Pamiętamy finał.

Robert Korzeniowski, którego najserdeczniej podziwiam jako atletę i biznesmena, mimo że dyscyplina, którą uprawia, nie należy do moich ulubionych, pewne czułby się głęboko rozczarowany, wręcz upokorzony, przegrany, gdyby w chodzie na 50 kilometrów podczas igrzysk olimpijskich w Atenach zdobył "zaledwie" srebrny medal, a więc trofeum, o którym mogą jedynie marzyć setki, tysiące jemu podobnych.

Mark Spitz, genialny pływak, przed igrzyskami olimpijskimi w Monachium powiedział: "Nie, to nie jest przyjemność, w każdym razie jeszcze nie. To jest niesamowita presja, żeby nie przegrać. Wolałbym wygrać sześć startów na sześć konkurencji albo cztery na cztery, niż odnieść sześć zwycięstw w siedmiu startach. Doszło do tego, że jest to dla mnie kwestia godności, szacunku dla samego siebie. Będę próbował we wszystkich siedmiu" - i jak pamiętamy, zdobył siedem złotych medali. Przedtem, kiedy Mark był jeszcze w szkole, jego ojciec powiedział mu: "Pływać to nie jest najważniejsze, najważniejsze jest wygrywać". Tego rodzaju przykładów można podać setki, to samo pewnie czuł Muhammad Ali każdorazowo, kiedy wychodził na ring, albo Michael Johnson, kiedy stawał w blokach startowych. Coś podobnego przeżył zapewne Jacek Wszoła w Moskwie albo Artur Partyka w Sydney, takie są prawa współczesnego sportu - wszystko albo nic.

Przesada - oczywiście, światli humaniści olimpizmu będą oburzeni, ale te wielkie nazwiska i wielkie zdarzenia przypominam, by uzmysłowić nam wszystkim, pospolitym zjadaczom chleba, że niepostrzeżenie ten skromny chłopak z Wisły stał się jednym z gigantów światowego sportu, już wszedł do historii. I przed takimi jak on dopiero teraz zaczynają się strome schody. On już tak naprawdę nikomu nie ma nic do udowodnienia - jedynie sobie. Jak Sampras, kiedy walczył o rekordowy wielkoszlemowy tytuł. Jak wszyscy, którzy dokonują czynów niezwykłych. W takiej sytuacji znalazł się nasz kochany niedoszły dekarz z Wisły i nawet jeżeli on sam zdaje sobie z tego sprawę - wcale nie ułatwia to jego arcytrudnego, ale jakże intrygującego zadania. Mówiąc najkrócej - takie wyzwania są przywilejem jedynie najlepszych, wybitnych, którzy sobie samym wyznaczają niedostępne dla P.T. publiczności standardy.

  • Skoki - Puchar Świata

    lp. zawodnik punkty
    1 Stefan Kraft 1613
    2 Karl Geiger 1495
    3 Dawid Kubacki 1131
    4 Ryoyu Kobayashi 1099
    5 Kamil Stoch 895
    6 Marius Lindvik 834
    7 Stephan Leyhe 828
    8 Daniel Andre Tande 695
    9 Peter Prevc 644
    10 Piotr Żyła 604
    37 Jakub Wolny 58
    43 Maciej Kot 37
    46 Stefan Hula 31
    51 Aleksander Zniszczoł 18
    61 Klemens Murańka 8

    • Lider PŚ
  • Skoki - Puchar Narodów

    lp. kraj punkty
    1 Austria 4720
    2 Niemcy 4578
    3 Norwegia 3975
    4 Polska 3832
    5 Słowenia 3437
    6 Japonia 3123
    7 Szwajcaria 698
    8 Czechy 335
    9 Finlandia 229
    10 Rosja 155
    11 Bułgaria 48
    12 Kanada 20
    13 USA 14
    14 Estonia 11
    15 Kazachstan 9
    16 Włochy 0
    16 Korea 0
    16 Ukraina 0

    • Lider PŚ
  • Skoki - TCS

    lp. zawodnik punkty
    1 Dawid Kubacki 1131.6
    2 Marius Lindvik 1111
    3 Karl Geiger 1108.4
    4 Ryoyu Kobayashi 1096
    5 Stefan Kraft 1086
    6 Johann Andre Forfang 1051
    7 Domen Prevc 1050.9
    8 Peter Prevc 1048.8
    9 Daiki Ito 1039
    10 Stephan Leyhe 1037.5
    13 Kamil Stoch 1023.6
    14 Piotr Żyła 1016.7
    31 Maciej Kot 571.9
    35 Stefan Hula 506

    • Lider turnieju