Dariusz Wołowski: Niech będzie jak zwykle

Gdyby o przyszłości wnioskować na podstawie przeszłości, szanse Adama Małysza na tytuł mistrza świata sięgnęłyby 96 procent. Skoro w ostatnich dziesięciu konkursach PŚ wygrał osiem razy, dlaczego w dwóch w Lahti nie miałby triumfować choć raz? Ale każdy zdaje sobie sprawę, że skoki to nie jest sport, w którym prognozy są bezpieczne i pewne. Wiadomo tylko, że ktoś, kto zwycięża raz za razem, przeskakując skocznie, deklasując konkurencję, ma w chwili próby najważniejszej do stracenia najwięcej.

Małysz z determinacją powtarza, że koncentruje się na skokach, nie na medalach. To z pewnością sposób, by podczas lotu presja nie zatruwała mu myśli, nie ciążyła jak kamień.

A więc jak najwięcej spokoju. Bo - jak mówi trener Tajner - tym lepiej dla nas, im mniej niezwykłych rzeczy zdarzy się na skoczni w Lahti. Oby był to więc konkurs zwykły, jak poprzednie. I rzecz jasna skończył się jak poprzednie. Tego Małyszowi, Państwu i sobie życzę.