Dlaczego Raw Air nie będzie Turniejem Czterech Skoczni?

Chociaż Norwegowie wzbraniają się przed porównywaniem Raw Air do legendarnego Turnieju Czterech Skoczni, to niektóre kwestie nasuwają się same. Z założenia pierwszy w historii Raw Air miał być najbardziej wymagającą rywalizacją w historii skoków. Niestety zmagania psuje pogoda, która może być w przyszłości gwoździem do trumny dla norweskiego cyklu.


Opisując pierwszą edycję Raw Air można posłużyć się chyba wszystkimi synonimami słowa ,,czekać''. Na początku były wielkie oczekiwania związane z najbardziej ekstremalnym turniejem w historii skoków, a gdy wystartował, to wszystko przerodziło się w długie wyczekiwanie na ustabilizowanie się pogody. W każdym z dotychczasowych miast-organizatorów były olbrzymie problemy z wiatrem. Gdybyśmy jednak zajrzeli w historię konkursów rozgrywanych na północy, to łatwo dojść do wniosku, że wiatr jest nieodłączonym elementem norweskiej rywalizacji.

Bardzo zły początek

W 65-letniej historii Turnieju Czterech Skoczni tylko dwa razy decydowano się na odwołanie zawodów. Oznacza to, że aż 258 konkursów odbyło się zgodnie z założeniami. Pierwsza przegrana z pogodą miała miejsce 4 stycznia 2008 roku. Odwołano wówczas skoki na Bergisel w Innsbrucku, a w zamian rozegrano dodatkowy konkurs w Bischofshofen. Bardzo podobna sytuacja miała miejsce sześć lat później. Niemcom nie udało się przeprowadzić zawodów otwierających 63. Turniej Czterech Skoczni w Oberstdorfie, bo skutecznie uniemożliwił to wiatr. Organizatorzy mieli jednak jeden dzień zapasu przed wyjazdem do Garmisch-Partenkirchen, dlatego dokonano przesunięcia.



W przypadku Raw Air każde odwołanie punktowanej serii oznacza olbrzymie zmianami w grafiku. Plan dnia skonstruowany jest niemal co do minuty, dlatego ewentualne przenoszenie zmagań wiąże się z niepotrzebnymi nerwami i ciągłą gonitwą za pieniędzmi płynącymi z praw telewizyjnych i umów sponsorskich. Tak się właśnie stało po odwołaniu konkursu w Lillehammer. Norwegowie bardzo chcieli przeprowadzić jeszcze jedne zawody i na siłę wcisnęli jedną serię na piątkowe popołudnie.

Właśnie sprawy związane z pogodą mogą w przyszłości zaważyć na dalszej organizacji imprezy. W Turnieju Czterech Skoczni wszystko jest łatwiejsze. Zima jest w pełni, śniegu z reguły nie brakuje, a warunki są ustabilizowane. Marzec w Norwegii to czas gwałtownych zmian w pogodzie, co przez wiele lat przysparzało kłopotów organizatorom Pucharu Świata.

W pogoni za grafikiem

Norwegowie pomysłem Raw Air przyciągnęli wielu sponsorów, którzy zagwarantowali finansowanie imprezy. Pomysł scalenia czterech skoczni w jeden cykl miał przyciągnąć również kibiców, którzy na norweskich obiektach pojawiali się niezwykle rzadko. Pośrednio się udało, bo frekwencja jest znacznie wyższa, ale jeśli popatrzymy na barwy kibiców, to bardzo szybko można się zorientować, że większość z nich to Polacy pracujący w Skandynawii. Jest ich znacznie więcej niż rok czy dwa lata temu, ale dokonania polskich skoczków w tym sezonie też są o wiele większe.

Zarówno uczestnicy, jak i FIS chwalą dotychczasową organizację turnieju. Norwegowie stanęli na wysokości zadania, a wszystkie podróże, hotele i skocznie były naprawdę dobrze przygotowane. Możemy mieć tylko nadzieję, że zakończenie turnieju w świątyni lotów w Vikersund odbędzie się w znacznie lepszych warunkach, co pozostawi lepsze wspomnienia po pierwszym w historii Raw Air. Ten turniej ma w sobie olbrzymi potencjał, ale wszystko wskazuje na to, że będzie potrzebował kilku kosmetycznych zmian, by na stałe zagościć w kalendarzu Pucharu Świata.