Znamy przyczynę złych skoków Stocha. Zaczęło się w Sapporo?

Przez te problemy Kamil Stoch może stracić szansę na drugi w karierze Puchar Świata. Polak bardzo często traci równowagę w drugiej fazie lotu i ma olbrzymie problemy z lądowaniem. Pewne nieprawidłowości pojawiają się w skokach Stocha od kilku miesięcy, a kibice mogą je dostrzec od czasu zawodów w Sapporo.
Niedzielne zawody w Oslo wygrał Stefan Kraft, Kamil Stoch zajął 22. miejsce i w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata 60 punktów przewagi nad Austriakiem zamieniło się na 31 pkt straty. Znakomita forma Krafta jest niepodważalna, ale z drugiej strony Stoch nie jest w tak słabej dyspozycji, by nie wchodzić regularnie na podium. Biorąc pod uwagę dwa konkursy mistrzostw świata, Polak już cztery konkursy z rzędu kończył poza czołową trójką. Taka seria przytrafiła mu się w tym sezonie tylko raz, na samym początku. Zakończona została zwycięstwem w Lillehammer.

Tuż po konkursie Stoch przyznał, że niebezpieczna sytuacja w Oslo była spowodowana jego błędem, ale do końca nie wie jak go rozwiązać. Niestety, coraz większe błędy pojawiają się od skoków na dużej skoczni w Lahti. - Skręca mnie na lewą stronę, wynika to z nierównego ustawienia ramion w powietrzu. Lecę i wydaje mi się, że wszystko jest w porządku. Mam wysokość i prędkość, aż tu w drugiej fazie zaczynają się problemy - przechyla mnie i przekrzywia. Nadal nie wiem dokładnie, skąd to się bierze - mówi w rozmowie z Przeglądem Sportowym. Stefan Horngacher dopatruje się także problemów wynikających ze sprzętu. - Nie wiemy dokładnie co jest przyczyną, ale na treningach w Lillehammer będziemy testowali pewne rozwiązania - mówił w rozmowie z TVP.



Zaczęło się w Sapporo?

Kamil Stoch uważa, że problem zaczął się pojawiać już jakiś czas temu, a kibice pierwszy raz mogli go dostrzec 11 lutego, podczas pierwszego konkursu w japońskim Sapporo. Na azjatycką część Pucharu Świata polscy skoczkowie dostali nową partię białych kombinezonów, która od początku nie za bardzo pasowała zwycięzcy 65. Turnieju Czterech Skoczni. Kamil Stoch już od pierwszego skoku popełniał błędy w powietrzu, a finałowy skok w pierwszych japońskich zawodach mógł skończyć się groźnym upadkiem. - Popełniałem błędy w locie i przez to traciłem na odległości. Wiem nad czym mam pracować, jest plan działania na kolejne zawody, który, jak sądzę, przyniesie pożądane efekty - mówił Stoch.

W kolejnym konkursie postanowił on zrezygnować z nowego kombinezonu i wybrał doskonale znaną ,,czekoladkę'', która przyniosła mu szczęście zarówno w Turnieju Czterech Skoczni, jak i podczas polskich konkursów. Pozwoliło to wyeliminować problemy w powietrzu, a Stoch odniósł szóste zwycięstwo w sezonie. Z perspektywy czasu wydaje się jednak, że problem w powietrzu miał zdecydowanie inne podłoże.

Problemy w locie to nie nowość

Problemy z fazą lotu to nie nowość u Kamila Stocha. Polski zawodnik przez kilka ostatnich lat zmagał się z kwestią niestabilnej sylwetki w locie, co przekładało się na mocne rozbujanie skoczka. Nie wpływało to na bezpieczeństwo skoków, ale mocno skracało odległość. W przypadku ,,Rakiety z Zębu'' problem ten zaczął nasilać się dopiero po Igrzyskach Olimpijskich w Soczi, choć niewiele brakło, a przez kołysanie w powietrzu Stoch straciłby drugi złoty medal w Soczi. - Kiedyś ten problem zdarzał się raz na kilkadziesiąt skoków, potem co kilkanaście, a teraz pojawia się praktycznie zawsze - mówił w zeszłym sezonie Łukasz Kruczek.

Odbudowywanie odpowiedniej techniki Kamila Stocha było głównym zadaniem Stefana Horngachera, który wiosną pojawił się w Polsce. Polski zawodnik długo walczył o powrót do dobrych skoków, ale te przyszły dopiero pod koniec Letniego Grand Prix. Miejmy nadzieje, że problem, który został właśnie zdiagnozowany zostanie rozwiązany dużo szybciej, a Kamil Stoch nawiąże jeszcze walkę ze Stefanem Kraftem. Patrząc jednak na skoki Stefana Krafta wydaje się, że Stoch musiałby wrócić do skoków ze stycznia, gdy przez cztery konkursy z rzędu był niepokonanym skoczkiem w Pucharze Świata.