PŚ w skokach. Wąsowicz: mamy moralne prawo do dwóch konkursów w Wiśle

- Z prezesem Apoloniuszem Tajnerem podjęliśmy decyzję, że obaj wybieramy się na mistrzostwa świata do Lahti i już mamy tam umówione spotkanie z panem Walterem Hoferem - mówi Andrzej Wąsowicz. Wiceprezes Polskiego Związku Narciarskiego walczy o to, by w przyszłym sezonie Pucharu Świata w skokach w Wiśle odbyły się dwa konkursy, a nie jeden, jak wstępnie zaplanowano. - Mamy moralne prawo ubiegać się o dwa konkursy - przekonuje Wąsowicz




Łukasz Jachimiak: Na łamach "Dziennika Zachodniego" poinformował pan, że Wisła nie chce się zgodzić na organizację tylko jednych zawodów w następnym sezonie Pucharu Świata w skokach. Polski Związek Narciarski ma realną szansę wywalczyć dwa konkursy na skoczni im. Adama Małysza?

Andrzej Wąsowicz, wiceprezes PZN, organizator PŚ w Wiśle: w opublikowanym na stronie internetowej FIS-u [Międzynarodowej Federacji Narciarskiej] wstępnym kalendarzu widzę dwa terminy na przeprowadzenie u nas dwóch konkursów. We wtorek przekonałem prezydium zarządu PZN, by o to wnioskować. Chcemy dostać terminy weekendowe, uważam, że na to zasłużyliśmy. Organizacja dwóch konkursów dzień po dniu nie kosztuje wiele więcej niż organizacja jednego konkursu. Właściwie trzeba tylko wydać na nagrody dla zawodników za ich drugie starty.

Zawody w Wiśle wpisano na czwartek 11 stycznia 2018 roku, czyli tuż przed weekendem skoków w Zakopanem. Wy pewnie chcecie dostać sobotę 9 grudnia i niedzielę 10 grudnia? Przy tych terminach na razie widnieją znaki zapytania, a w trwającym sezonie o tej porze roku skoczkowie mieli rywalizować w Niżnym Tagile, ale Rosjanie nie sprostali zadaniu i trzeba było przenosić wszystko awaryjnie do Lillehammer.

- W kontekście tych przygotowań jakie już poczyniłem chciałbym, żeby odpowiednie władze sportowe podjęły decyzję o wyposażeniu naszej skoczni w tory lodowe, które są potrzebne, gdy jest dodatnia temperatura. Z firmą Supersnow już podpisaliśmy umowę, że w razie gdyby nie było zimy, to mamy element zastępczy, czyli urządzenie do produkcji śniegu bez względu na temperaturę. Czyli ten termin moglibyśmy wykorzystać, specjalnie bym się go nie bał. W roku 2016 mieliśmy już w tym czasie gotową skocznię. Ale bardziej bezpiecznym terminem byłby pewnie ten styczniowy. Na 7 stycznia wpisano we wstępnym kalendarzu loty w Tauplitz.

To dziwne o tyle, że dzień wcześniej w Bischofshofen skończy się Turniej Czterech Skoczni.

- W związku z tym z prezesem Apoloniuszem Tajnerem podjęliśmy decyzję, że obaj wybieramy się na mistrzostwa świata do Lahti i już mamy tam umówione spotkanie z panem Walterem Hoferem. Uważam, że w kontekście dobrych ocen, które otrzymaliśmy od FIS-u za nasze zawody - oczywiście nie porównuję się do Zakopanego - to należy nam się organizacja konkursów w dni weekendowe. Nie zrezygnuję z tego. Mam świadomość, że to będzie rok olimpijski, że będą mistrzostwa świata w lotach, ale to w niczym nie przeszkadza, możemy się w kalendarzu znaleźć w odpowiednim miejscu. Decyzja nie jest końcowa, wiosną wybierzemy się na konferencję do Zurychu, gdzie zapadną ostateczne decyzje, ale jeśli my to w dobrych warunkach w Finlandii obgadamy z szefami Pucharu Świata, to jest szansa, że już wcześniej będziemy spokojni, że znajdziemy się w kalendarzu z dwoma konkursami. Już jest dobrze, że jesteśmy wpisani na jeden dzień. Ale chcemy więcej, bo wiemy, jaki jest poziom kosztów i jakie jest zainteresowanie. W tym roku ponad siedem milionów telewidzów oglądało każdy z naszych konkursów. Mamy moralne prawo starać się o dwa konkursy, ja z tego korzystam.

Mówi pan, że bardziej pasowałby Wam termin styczniowy i weekendowy, ale tu chyba będzie problem, bo 6 stycznia w sobotę skończy się Turniej Czterech Skoczni, na 7 stycznia wpisane są loty na Kulm, a już na 13 i 14 stycznia zawody w Zakopanem. Gdzie chcielibyście zmieścić Wisłę?

- Według wstępnych założeń mielibyśmy mieć zawody 11 stycznia. Moim zdaniem loty dzień po Turnieju Czterech Skoczni są nie do zrealizowania. I w takim razie u nas można zrobić dwa dni startów przed Zakopanem. Może nie będą to akurat dni weekendowe, ale niech będą dwa dni u nas. Będziemy to jeszcze obgadywać. Gdybym nie musiał myśleć o torach lodowych, to bardziej bym się skłaniał do terminu grudniowego.

Jest szansa, że te tory w Wiśle będą? W Zakopanem je zrobiono, ale nie tak od razu, najpierw trzeba było dużo mówić i pisać o sprawie.

- Władze sportowe doskonale wiedzą, czego nam trzeba, bo wskazują to delegaci techniczni, którzy przyjeżdżają na zawody. W trakcie Pucharu Świata usłyszeliśmy, że wszystko jest ok., ale gdybyśmy mieli tory lodowe, to byłoby pięknie. Oczywiście wie o tym pan minister sportu, który był gościem na naszej imprezie. U nas jest o wiele łatwiej niż w Zakopanem, bo nie trzeba wylewać nowego, betonowego podestu. Wystarczy rozmontować drewniane części i kłaść tory. Znamy już dokładny koszt, on wyniósłby około 2,5 mln złotych. A położyć tory można w jeden miesiąc. Ale musi to realizować właściciel obiektu, czyli Centralny Ośrodek Sportu. My jesteśmy tylko dzierżawcą.

COS chce zainwestować?

- Jest tam taka wola, ale już się dowiaduję, że w Warszawie jest nowy dyrektor. Zobaczymy, jak będzie. To nie jest trudna inwestycja, naprawdę w miesiąc by się ją wykonało. Tylko trzeba pieniędzy. Już nawet jedna z firm zrobiła nam analizę, która wykazała, że agregat, który mamy, można byłoby wykorzystać do chłodzenia, że nie trzeba by było ponosić dodatkowych kosztów. Myślę, że ministerstwo poprze tę sprawę. Wydaje mi się, że decyzja będzie pozytywna.

Siatkę, która osłabia podmuchy wiatru też trzeba postawić?

- Kiedyś sprowadziłem do Wisły specjalistę z firmy Alpina z Austrii. On pokazał nam wykres komputerowy, gdzie ta siatka powinna stać. Najlepiej byłoby połączyć obie inwestycje, zrobić wszystko w miesiąc i wtedy mielibyśmy obiekt już w pełni przygotowany do najważniejszych imprez.

Powiedział pan, że FIS ocenił Wisłę wysoko, ale że do Zakopanego się nie porównujecie. Zakopane dostało jeszcze wyższą notę?

- Ocenia się mnóstwo rzeczy - catering, transport itd. I Wisła, i Zakopane wypadły bardzo dobrze. Powiedziałem to w kontekście liczby kibiców. W Zakopanem jest ich ponad 20 tysięcy, u nas nawet jak dobudujemy jeszcze jedną trybunę, to wejdzie maksymalnie osiem tysięcy widzów. Robimy wszystko, co możliwe, ale też lobbing Zakopanego jest lepszy niż nasz.

Na pewno Zakopane ma większe tradycje.

- Ale Wisła i Polska są już bardzo ważnym partnerem FIS-u. Jeśli to prawda, że Międzynarodowa Federacja Narciarska chce pokazywać skoki w dobrym świetle, to przecież o wiele lepiej robić to w dwóch dobrych ośrodkach w Polsce, ze świetnymi kibicami, niż tam, gdzie jest gorzej. My naprawdę mamy moralne prawo ubiegać się o zawody w dobrych terminach.

FIS miał do was pretensje o to, że kwalifikacje nie były imprezą masową, przez co na trybuny weszło tylko 999 osób?

- Gdyby inaczej była skonstruowana ustawa o organizacji imprez masowych, to nie byłoby problemu. Nie czuję się tu winny.

FIS obniżył wam notę z tego powodu?

- Ich to nie interesuje. Cieszyli się, że każdego dnia nawet poza płotem było mnóstwo ludzi.

Szkoda, że chcąc lepiej widzieć zawody kibice niszczyli wiszące na płotach reklamy.

- I z tego tytułu ponosimy konsekwencje finansowe. Trudno, nie mieliśmy wpływu na takie zachowanie. Policja też nie chciała interweniować poza obiektem, na którym odbywała się impreza masowa. Szkoda, że media robią problem z tego, że na kwalifikacje nie weszło więcej osób. Niech się ktoś zastanowi i przerobi tę ustawę, która dla organizatorów jest fatalna. Ona nakazuje, by na każde sto osób na trybunach przypadało iluś ochroniarzy [podczas konkursów Wiśle pracowało ich po 115], a każdy ochroniarz kosztuje organizatora 22 złote netto za godzinę pracy. A gdyby na kwalifikacje nie przyszli ludzie, to kto wtedy by za to zapłacił? Nigdy wcześniej nie było dobrej frekwencji na kwalifikacjach. Wniosek dot. całego weekendu złożyliśmy 9 grudnia, a boom na skoki zaczął się w Polsce w trakcie Turnieju Czterech Skoczni. Wtedy nie było już możliwości skorygowania tego, co się napisało. Dokumentacja poszła do pięciu różnych instytucji, cały plan zabezpieczenia imprezy zamknął się w 150 stronach maszynopisu. Niestety, wszystko musiało zostać tak, jak pierwotnie założyliśmy.

Ciesz się z powrotu zimy! Wracają piękne sportsmenki! [ZDJĘCIA]