Skoki narciarskie. Nowe kombinezony Polaków. Teraz - czarne. Ale czekoladowe jeszcze mogą wrócić

W Lillehammer wygrywali w biało-złotych, w Turnieju Czterech Skoczni i w Polsce w czekoladowych, w Willingen w czarnych. - I to nie jest ostatni kolor, cały czas szukamy najlepszych kombinezonów na mistrzostwa świata w Lahti - mówi Sport.pl asystent Stefana Horngachera Zbigniew Klimowski
- Czekoladowe kombinezony się zużyły - mówi Grzegorz Sobczyk, inny asystent Stefana Horngachera, o strojach, w których Polacy odlecieli rywalom w Turnieju Czterech Skoczni, a Kamil Stoch wygrał cztery konkursy z rzędu. - Nie mogę powiedzieć, że czekoladowe nie wrócą. Mamy jeszcze zapas, nic nie jest przesądzone. Nie powiem nawet, czy chłopcy cały czas skakali w tych samych czekoladowych, czy w innych modelach. Za bardzo nas śledzą. A kombinezon sam nie skacze - zastrzega Zbigniew Klimowski.

Kombinezon nie skacze, powtarzają to wszyscy, od skoczków po tych, którzy dla nich udoskonalają stroje, czasem zarywając noce przed konkursami. Ale jednak wszyscy sobie nawzajem kombinezony podglądają, bo dobry sprzęt bywa na wagę złota, pozwala zyskiwać nawet po kilka metrów.

Dziś Polacy, tak jak w sezonie olimpijskim 2014, są wśród liderów pod względem przygotowania sprzętu. Mają aż trzech specjalistów od szycia strojów. Zatrudnionego przed obecnym sezonem specjalnie w tym celu Czecha Michala Doleżala, Zbigniewa Klimowskiego, który od lat jeździ na konkursy z maszyną do szycia i zajmował się poprawianiem sprzętu w najlepszych sezonach kadry Łukasza Kruczka.

Takie samo zadanie miał w niemieckiej kadrze Stefan Horngacher, który jeszcze jako skoczek mocno eksperymentował ze strojami. I dopiero gdy został trenerem Polaków mógł, jak powiedział niedawno, przestać wreszcie pakować na wyjazdy maszynę do szycia.

Polacy cały czas testują coś nowego. W Willingen po kilku tygodniach startów stroje w czekoladowym kolorze poszły w odstawkę, w Niemczech Polacy skakali w czarnych, w nich wygrali konkurs drużynowy, a w niedzielnym indywidualnym pięciu z nich było w czołowej piętnastce. Choć pierwszy raz od turnieju Czterech Skoczni zdarzyło się podium bez polskiego skoczka.

- Z czarnych jesteśmy zadowoleni. W sobotę wygraliśmy, w niedzielę chyba katastrofy nie było, przecież koniec zwycięskiej serii Kamila Stocha kiedyś musiał przyjść - mówi Grzegorz Sobczyk. I, tak jak Zbigniew Klimowski, przekonuje, że stroje na Lahti nie są jeszcze wybrane i odłożone. - Jedno natomiast mogę zdradzić: o kombinezony się nie martwimy.

Do mistrzostw świata został niespełna miesiąc i trzy Puchary Świata: w najbliższy weekend na mamucie w Oberstdorfie, a potem dwa w Azjii: w Sapporo i na skoczniach najbliższych igrzysk w Pjongczang.



Drugie zwycięstwo w historii Polaków w konkursie drużynowym! [MEMY]