Puchar Świata w Zakopanem. Peter Prevc znów w formie. Stoch: Nie myślę o wygrywaniu

W niedzielnym konkursie indywidualnym w Zakopanem będzie sześciu Polaków, a na najpoważniejszego rywala Stocha znów wyrasta Peter Prevc. W sobotę o 16 konkurs drużynowy. Polacy skaczą w składzie: Kot, Żyła, Kubacki, Stoch
Przed własną publicznością Kamil Stoch nie odpuścił skoku kwalifikacyjnego. - Z kolanem już jest lepiej, Kamil jest u siebie w Zakopanem, myślę że skoczy - uśmiechał się Rafał Kot, tata Macieja, gdy zaczynały się kwalifikacje. Pod Wielką Krokwią już na treningi zebrało się więcej kibiców niż na niejednym zagranicznym konkursie. W porze kwalifikacji spory tłum stał też już za ogrodzeniem stadionu pod skocznią, tam skąd dobrze widać skoczków. - Cała sztuka to zamienić energię tych ludzi na dobre skoki - mówił Maciej Kot. - Można mieć klapki na oczach i nie zwracać na nich uwagi. Ale ja tak nie lubię, z klapkami na oczach - tłumaczył.

Stoch miał za sobą udane serie treningowe, był w nich drugi i trzeci. Z trenerem Stefanem Horngacherem zawsze po ostatnim skoku treningowym podejmują decyzję: odpuścić, czy nie. I uznali, że tym razem warto skoczyć.

- Z kolanem Kamila jest specyficznie, bo on nie czuje bólu poza skocznią, przy innych ćwiczeniach. Tylko przy skoku, przy tym wielkim docisku. I za chwilę ból ustępuje. Na pewno nie wolno tego bagatelizować, ale nie warto teraz w jakikolwiek sposób ingerować, bo można tylko pogorszyć - mówił po kwalifikacjach Adam Małysz. - Chciałem się pobawić skokami. Podszedłem do tego dnia bardzo treningowo. Zabrakło odpowiedniego tempa odbicia na progu, płynności, ale jestem zadowolony - mówił Stoch, który wygrał trzy ostatnie konkursy PŚ, ale jeszcze częściej niż zwykle powtarza, że nie chce myśleć o wygrywaniu, chce się tylko cieszyć tym co robi.

Najdalej latał w piątek Peter Prevc, który wrócił po krótkiej przerwie i najwyraźniej odzyskał ten spokój, którego szukał, gdy decydował że zrezygnuje ze startu w Wiśle. W każdej serii miał najdłuższą odległość, w kwalifikacjach po skoku na 135,5 m zajął trzecie miejsce, bo Stefan Layhe i Jernej Damjan dostali dodatkowe punkty za niekorzystny wiatr. - A mnie jako jedynemu powiało pod narty, dlatego nie przesadzajmy. Miałem dużo łatwiej, stąd ładna odległość. Ale rzeczywiście moje skoki wyglądają nieźle. Zobaczymy jak będzie w konkursach. Kamil Stoch od początku roku coraz bardziej się rozpędza i sam nie wiem, gdzie się zatrzyma - mówił Prevc. Dawid Kubacki (8. miejsce), Jan Ziobro (11.) i Stefan Hula (15.) nie mieli problemów z awansem do niedzielnego konkursu. A Kubacki dobrymi piątkowymi skokami obronił miejsce w drużynie na sobotnie zawody. Skład będzie więc taki sam jak w zwycięskich zawodach w Klingenthal - i taki sam jak w 2013 w Val di Fiemme w konkursie który dał pierwszy medal MŚ: Maciej Kot, Piotr Żyła, Kubacki, Stoch. Polacy po raz pierwszy będą skakać w żółtych kamizelkach liderów Pucharu Narodów. - To prowadzenie nie daje nam żadnej przewagi. Musimy dalej ciężko pracować - mówił Kamil Stoch.

Z zawodników pewnych awansu dalej od Stocha poleciał w kwalifikacjach tylko Richard Freitag. Polak miał 128,5 m, Niemiec o metr więcej. Piotr Żyła miał wśród pewnych startu czwarty wynik (127,5), a Maciej Kot skoczył najkrócej z tego grona (120 m). Skoki dobre, ale bez rewelacji, są mankamenty w pozycji i odbiciu, ale mogę to poprawić. Na treningi inaczej się rozgrzewamy, moc jest inna. Konkurs to co innego - uspokajał.