PŚ w skokach. Atmosfera Zakopanego udziela się nie tylko kibicom

Po wspaniałym dla polskich skoków weekendzie w Wiśle, Puchar Świata przyjechał do Zakopanego, w którym panuje znakomita atmosfera. Już w kwalifikacjach na trybunach pojawiło się kilkanaście tysięcy kibiców, a podczas sobotniej rywalizacji był nadkomplet, bo ogromna liczba fanów oglądała zawody zza płotu. W niedzielę zapowiadana jest powtórka.
Konkursy w Zakopanem obok zawodów w Willingen i Planicy są jedną z największych imprez w kalendarzu Pucharu Świata. Nie ma dziś zawodnika, który nie chciałby przyjechać do stolicy polskich Tatr, by skakać w najlepszej atmosferze na świecie. - Tu jest jak na Wembley - mówił Anders Jacobsen, który w 2007 roku walczył z Adamem Małyszem o Kryształową Kulę. Kapitalna atmosfera na trybunach za każdym razem przeradza się w wielki karnawał na ulicach Zakopanego, a do rozmiarów legend rozrosły się opowiadania o nocnym życiu niektórych skoczków.

Impreza nie tylko dla kibiców

Atmosfera sportowego święta przez lata udzielała się także skoczkom... W Zakopanem krążą opowieści o pozasportowych dokonaniach zawodników, którzy przyjeżdżali na Puchar Świata. Na początku XXI wieku w Zakopanem najlepiej bawili się Norwegowie, którzy dopiero we wczesnych godzinach porannych opuszczali lokale na Krupówkach. Norwegowie imprezowali do tego stopnia, że w 2009 roku ówczesny szkoleniowiec Mika Kojonkoski postanowił wycofać swoich najlepszych skoczków ze startu w Zakopanem, bo chciał spokojnie potrenować przed Mistrzostwami Świata w Libercu. W Polsce szaleli też Finowie, a legendy o podbojach Janne Ahonena do dziś krążą w świecie skoków narciarskich. Bardzo dobrze w Zakopanem bawili się także Szwajcarzy. Jednak to nie Simon Ammann, a Andreas Kuettel najlepiej się czuł w towarzystwie polskich fanek. Jak się okazało kilka lat później, nie był to przypadek, bo w 2010 roku Szwajcar wziął ślub z Polką.

Zakopiańska samba

Zakopiański karnawał trwa nieprzerwanie od sezonu 2001/2002, w którym stolica Tatr powróciła do kalendarza Pucharu Świata. Przerwa była spowodowana modernizacją najpopularniejszej polskiej skoczni. Wielka forma Adama Małysza wybuchła rok wcześniej, a brak Zakopanego w kalendarzu sezonu 2000/2001 sprawił, że polscy kibice nie mieli okazji zobaczyć skoczka z Wisły na zawodach Pucharu Świata rozgrywanych w Polsce. Dodanie, że w Polsce jest tutaj kluczowe, bo chyba każdy mieszkaniec czeskiego Harrachowa doskonale pamięta wielki najazd naszych kibiców, tuż po zwycięstwie Małysza w najbardziej prestiżowym turnieju w skokach. Na trybunach skoczni zgromadziło się morze Polaków, a Czesi z podziwem patrzyli na imprezę, jaką pod skocznią rozkręcili polscy kibice.

Po powrocie Zakopanego do kalendarza Pucharu Świata Wielką Krokiew zalał biało-czerwony ocean złożony z około stu tysięcy sympatyków skoków narciarskich. Kibice szczelnie wypełnili nie tylko trybuny, ale także okoliczne błonia. Zablokowana została także ulica. Prowadzący wówczas Finlandię Mika Kojonkoski stwierdził, że nigdy wcześniej czegoś takiego nie widział, a Zakopane na zawsze zajęło miejsce w jego sercu. Mimo dopiero siódmego miejsca Małysza w pierwszym konkursie, podczas niedzielnego konkursu tłum doczekał wymarzonego zwycięstwa Polaka na Wielkiej Krokwi, na które trzeba było czekać ponad 20 lat. - Pamiętam, jak w 2002 roku przegrałem sobotni konkurs na Wielkiej Krokwi i poszedłem spać wściekły. O czwartej nad ranem obudził mnie śpiew kibiców: "Adam, nic się nie stało". I wtedy coś się we mnie zmieniło - mówi Gazecie Wyborczej Adam Małysz.

Będzie jak dawniej

Znakomite wyniki biało-czerwonych sprawiły, że w tym roku powrócą wspomnienia sprzed 15 lat. Biletów na konkursy Pucharu Świata w Zakopanem nie ma już od kilku tygodni. Na trybunach Wielkiej Krokwi zasiądzie komplet widzów, a dodatkowe kilka tysięcy kibiców będzie oglądać zawody zza płotu. Szacuje się, że w ciągu trzech dni do Zakopanego przyjedzie około 100 tysięcy kibiców. PKP uruchomiło nawet dodatkowe pociągi, którymi fani skoków będą mogli dotrzeć na zawody. - Biletów na Puchar Świata w Zakopanem nie ma i nie będzie już w sprzedaży. Nic na to nie mogę poradzić - biletów nie ma i... koniec. Szkoda nawet wydawać na telefon do mnie - mówił PAP Andrzej Kozak, prezes Tatrzańskiego Związku Narciarskiego.