Skoki narciarskie. Horngacher już wygrywa

Zabrał zawodnikom miesiąc wakacji i na początek każdemu zadał mnóstwo prywatnych pytań. Związek przekonał do wydania kilkuset tysięcy złotych na sprzęt, za chwilę ruszy z cyklem szkoleń dla trenerów klubowych. Stefan Horngacher nie poprowadził jeszcze polskich skoków do żadnego wielkiego sukcesu, ale w zaledwie pół roku sprawił, że środowisko czeka na zimę jak dzieci na Gwiazdkę
- Czy jako dziecko sam chciał skakać, czy ktoś go namówił? Czy płakał, jak mu nie wychodziło, czy mówił "jak wam jeszcze pokażę"? Czy od razu skakanie mu się spodobało, czy przychodził na treningi, bo nie miał nic lepszego do roboty? Czy w czasach małyszomanii chciał być jak Adam, czy nie marzył o aż tak wielkich sukcesach? Czy na treningi ktoś go woził i czekał na niego, czy musiał wystawać na przystankach zziębnięty, ze smarkami pod nosem? Jaką ma atmosferę w domu? Czy najbliżsi są zdrowi? Czy jest ze swojego życia zadowolony? Tych pytań było mnóstwo. Każdemu z chłopaków Horngacher zadał je w kwietniu, na samym początku współpracy - opowiada nam Krzysztof Murańka, ojciec Klemensa.

Non stop praca

W porozumieniu się z zawodnikami austriackiemu trenerowi pomagał tłumacz. - Każda rozmowa trwała godzinę, trener chciał wiedzieć, z kim ma do czynienia, a chłopcy poczuli, że facet naprawdę chce ich poznać, dać im prawdziwą szansę - dodaje Murańka senior.

Były skoczek i były trener niemieckiej kadry B polskich skoczków do pracy zmobilizował bardzo szybko, bo już kilkanaście dni po zakończeniu rozczarowującego sezonu 2015/2016. Wakacje były krótsze o miesiąc, bo - jak przekonuje Horngacher - ci, którzy chcą być najlepsi muszą pracować non stop. A i rozpamiętywanie niepowodzeń nikomu by nie służyło. Dla wszystkich naszych skoczków dobrym pomysłem było jak najszybsze zabranie się za poprawianie tego, co u jednych nie działało jeszcze tak, jak by mogło, a u innych tego, co działać całkiem przestało.

Ostatnia zima była dla Polaków czasem rozczarowań. Z 35 konkursów Pucharu Świata tylko jeden skończył się wejściem naszych zawodników na podium - podopieczni Łukasza Kruczka zajęli trzecie miejsce w "drużynówce" w Zakopanem. Zawodnicy trenera kadry A na przestrzeni całej zimy byli wyraźnie gorsi od skoczków z kadry B prowadzonej przez Macieja Maciusiaka. A że między sztabami obu drużyn zamiast współpracy były konflikty, że coraz mocniej gubił się mistrz Stoch, że jego koledzy coraz głośniej mówili o braku nadziei na wyjście z marazmu, potrzeba zmian okazała się koniecznością.

Kruczka po ośmiu latach dobrej pracy i takich sukcesów jak dwa olimpijskie złota Stocha, tytuł mistrza świata i Kryształowa Kula tego zawodnika oraz dwa brązowe medale MŚ drużyny, na stanowisku szefa polskich skoczków zastąpił Horngacher. Austriak, który 10 lat temu przenosił się z Polski do Niemiec ,wrócił jako człowiek wciąż młody (ma 47 lat), ale bogatszy o wiele doświadczeń.

Radykalne zmiany, nowa energia

- Wygląda na to, że jego sprowadzenie było strzałem w "dziesiątkę". Aż szkoda, że nie nastąpiło szybciej - mówi Rafał Kot. Były fizjoterapeuta kadry zdaje sobie sprawę z tego, że Horngacherowi nie należy robić laurek za wyniki osiągnięte przez zawodników w Letniej Grand Prix. Tę w znakomitym stylu (pięć zwycięstw i jedno drugie miejsce w sześciu startach) wygrał Maciej Kot, Stoch zajął trzecie miejsce, a kadra zdobyła Letni Puchar Narodów. - Jako ojciec oddałbym wszystkie letnie sukcesy Maćka za jedno jego miejsce na podium Pucharu Świata. Taka jest tego wartość. Naprawdę nie za wyniki z lata Horngacherowi należą się słowa uznania. Najważniejsze jest to, jak wszystkim zarządza, jak buduje atmosferę, jak pokazuje, że jest dobrym szefem - mówi Rafał Kot.

Maciej Kot, który z racji zwycięstw, występuje ostatnio w roli rzecznika kadry Horngachera, w wywiadach powtarza, że z jego nawyków, które uchodziły za wady, szkoleniowiec potrafił zrobić atuty.

O zmianach w technice, zwłaszcza w pierwszej fazie lotu, tuż po wyjściu z progu, wszyscy mówią "radykalne". - O 180 stopni. Naprawdę. A najważniejsza zmiana jest taka, że każdy zawodnik ma technikę dopasowaną do siebie, u każdego Horngacherowi udało się wyzwolić pokłady energii, które wcześniej nie były zauważane - mówi Rafał Kot.

Sprzęt jakiego nie znaliśmy

Widzieć więcej podobno pomaga nowy sprzęt. - Mamy dwie platformy dynamometryczne. Jedna jest na stałe w Wiśle, na skoczni, do użytku wszystkich, którzy tu ćwiczą, drugą ma ze sobą trener. On je polecił, szczególnie ta jego pokazuje mnóstwo elementów - mówi nam Andrzej Wąsowicz, wiceprezes Polskiego Związku Narciarskiego. Prezes Apoloniusz Tajner przyznał, że nawet nie wiedział o istnieniu sprzętu badającego aż tyle różnych parametrów. - Mieliśmy platformę, była często wykorzystywana, ale ta nowa jest rzeczywiście dużo lepsza. Takim sprzętem dysponowali dotąd tylko Niemcy, Austriacy i Norwegowie. Ona daje dokładniejszą analizę skoku. Teraz jak zawodnik zostanie poddany pomiarom, to trener dostanie nie ogólny wynik, a dokładną informację i będzie wiedział, że np. siła jest na stałym poziomie, ale spada dynamika. To bardzo ułatwi dopasowanie chłopakom jednostek treningowych - tłumaczy Rafał Kot.

Kamery dodały prędkości

Nowością są też kamery instalowane w torach najazdowych. - Są przenośne, można je montować na każdej skoczni. Dają tak dokładne filmiki z dojazdu do progu, że jak Maciek Kot zobaczył swoją sylwetkę, to był bardzo zdziwiony, że widać aż tyle szczegółów i że ona naprawdę tak wygląda - mówi Wąsowicz. - Tani ten sprzęt nie był, w sumie wydaliśmy 35 tysięcy euro. Ale warto, już dzięki dokładnym analizom uporaliśmy się z naszym odwiecznym problemem, czyli ze słabymi prędkościami na progu. Jeździmy o kilometr szybciej niż na początku pracy Horngachera, mamy wyniki jak najlepsi. To jest cholernie ważne, bardzo przekłada się na metry - tłumaczy.

To prawda. W niedzielę w Klingenthal, w ostatnim konkursie LGP, Kot miał na progu prędkości 92,1 oraz 92,3 km/h, a ruszający z tych samym belek startowych Severin Freund (12. miejsce) oraz Peter Prevc (trzecia pozycja; obu przywołujemy, bo to najlepsi zawodnicy dwóch ostatnich zim) byli wolniejsi odpowiednio o 0,5 i 0,5 oraz 0,5 i 0,4 km. Identyczne prędkości jak Kot miał siódmy w zawodach Dawid Kubacki, a Stoch, który zajął drugie miejsce, zanotował dokładnie takie same prędkości jak Freund. Dla porównania: dwa i pół miesiąca temu w Courchevel Kot i Stoch również zajęli dwa pierwsze miejsca w konkursie rozpoczynającym cykl LGP, ale wtedy do najszybszych tracili po 0,5-0,7 km. To już nie był zły wynik, bo zimą bywało, że nasi na progu osiągali prędkości gorsze od najlepszych zawodników w tym elemencie nawet o 1,5-2 km/h. - Jestem totalnie zadowolony z prędkości osiąganych na progu przez chłopaków, bo to też był jeden z naszych celów w drugim okresie przygotowań. Myślę, że zrobiliśmy kawał dobrej roboty - cieszy się Horngacher na łamach oficjalnej strony Polskiego Związku Narciarskiego.

Znów są palcami jednej ręki

Z kolei wiceprezes Wąsowicz cieszy się, gdy opowiada o testach nowego sprzętu. - Kiedy Piotrek Żyła wszedł na platformę, to zrobił taki wynik, jakiego Horngacher nigdy nie widział. Stefan aż mu gratulował. Dobrze, że zmusił Piotrka do porzucenia tego idiotycznego najazdu, to się w końcu przełoży na wyniki, pozwoli uwolnić jego potencjał - mówi. Kiedy prezes schodzi na temat atmosfery w drużynie, w jego głosie słychać ulgę. - W Zakopanem trwa remont skoczni, więc zespół często jest u mnie, w Wiśle. Obserwuję ich, rozmawiamy i mam pewność, że ich nastawienie do trenera i do siebie nawzajem jest zupełnie inne niż pod koniec kadencji Łukasza Kruczka. Wszyscy wiedzą, co mają robić, są świetnie zorganizowani. No i znów razem biegają, wspólnie się rozgrzewają, gadają ze sobą, śmieją się. Może to drobiazgi, ale długo już nie było znaków świadczących o wzajemnych zaufaniu - mówi prezes. - Nie chcę przez to powiedzieć, że Łukasz był złym trenerem, ale w pewnym momencie coś się wypaliło. Teraz grupa znów jest tak zwarta jak ostatnio była chyba w 2013 roku w Val di Fiemme, gdzie zdobyła swój pierwszy brązowy medal mistrzostw świata w konkursie drużynowym - dodaje.

- Oni są jak palce u jednej ręki - uzupełnia Rafał Kot. - Widzą, że trener jednakowo podchodzi do każdego zawodnika, że każdemu poświęca tyle samo uwagi, że na każdego potrafi znaleźć sposób. Nie chcę wyolbrzymiać tego, że Kruczek skupił się na Kamilu, a z pozostałymi nie potrafił pracować tak, żeby oni odczuwali, że to idzie w dobrym kierunku, ale właśnie tak było. Łukasz ciągle mówił swoje, zawodnicy czuli co innego i stąd brały się odejścia, to wpływało na współpracę między sztabami poszczególnych grup, na wzajemne relacje - dodaje.

Lepszy krój i spokój

Ważne jest też to, że po okresie, w którym nie do końca jasne było kto rządzi i kto za co odpowiada, Horngacher trzyma wszystko mocną ręką. - Kiedy były zawody w Hinterzarten, czyli miejscu, w którym Stefan mieszka, to on wraz z żoną zaprosił chłopaków do siebie, na grilla. Maciek opowiadał mi, że wtedy wszyscy czuli się rozluźnieni, że było dużo dobrej atmosfery - uśmiecha się Kot senior. - Na każdym zgrupowaniu Stefan daje znać, że jest otwarty na rozmowy, ale też wyraźnie pokazuje, że ma jasno nakreślony plan, a zawodnicy już widzą, że realizując go zyskują - dodaje. - W końcu mamy też porządek z kombinezonami. - wtrąca Krzysztof Murańka. Horngacher od lat jest znany w środowisku jako specjalista od strojów, a jeszcze do pomocy dobrał sobie Czecha Michala Doleżala. - Wiem, że popracowali nad krojem, nad lepszym dopasowaniem, żeby stroje i spełniały parametry, i były wygodne. Trochę lepsze mogą też się okazać nowe materiały. Najważniejsze, że zawodnicy mogą przestać się martwić, że świat nam ucieka - wyjaśnia Kot.

Trener spotka trenerów

A zatem na półtora miesiąca przed startem Pucharu Świata wszystko jest już dopięte na ostatni guzik? Na to wygląda, zwłaszcza że za chwilę mamy też ruszyć z prawdziwą pracą u podstaw. - W piątek w Szczyrku, przy okazji letnich mistrzostw Polski, rozpoczną się cykliczne spotkania Horngachera z trenerami klubowymi. Stefan przekaże swoje uwagi, zaproponuje szkolenie według jego pomysłu. To ważne, bo wszystko musi się tworzyć w klubach, na dole, żebyśmy zachowali ciągłość szkolenia - mówi Wąsowicz.

Odbiór Austriaka dobry był już przed laty, gdy przyjechał do Polski z Heinzem Kuttinem i prowadził naszych juniorów (m.in. Stocha i Żyłę). Kiedy okazało się, że Kruczek odejdzie, to przez wszystkich polskich trenerów z jakimi rozmawialiśmy jako najlepszy kandydat na jego miejsce był wskazywany właśnie Horngacher. Austriak dał się zapamiętać i jako fachowiec, i jako dobry człowiek. Oby optyka wszystkich, którzy w niego uwierzyli nie zmieniła się zimą.

Myśleć jak Małysz

- Czekamy na nią z optymizmem. Już słyszę, że może forma przyszła za wcześnie, że inni teraz się oszczędzają, ale proszę popatrzeć na styl. Przewaga Kota, który też przecież ciągle jeszcze idzie w górę, była druzgocąca [w Klingenthal drugiego Stocha i trzeciego Prevca wyprzedził o prawie 30 punktów], a startowali praktycznie wszyscy najlepsi. Formę łapią też inni, nawet na zapleczu, jak Jasiek Ziobro w Pucharze Kontynentalnym czy Paweł Wąsek w cyklu FIS Cup - podsumowuje Wąsowicz.

- Przed poprzednim sezonem byłem krytykowany przez środowisko dowódcze za to, że nie podobało mi się dmuchanie balonu. A ja wiedziałem, że nie jest dobre mówienie, że będziemy mieli czterech zawodników w "dziesiątce" Pucharu Świata. Wtedy wszyscy za bardzo skupili się na wynikach - mówi Kot. I opowiada, jak nasi skoczkowie odeszli od filozofii dwóch równych, dobrych skoków, którą wyznawał Adam Małysz i której oni zawsze starali się trzymać. - Łukasz kazał zawodnikom, żeby sobie nakreślili cele, no i one były nie do zrealizowania, bo każdy stwierdził, że chce wskakiwać na podium. Jak się myśli o wygrywaniu, a nie po prostu o dobrym skakaniu, to przychodzą pierwsze, drugie, trzecie nieudane zawody i wszystko się sypie jak domek z kart, frustracja jest i u zawodników, i w sztabie, i prezesi muszą się dziwnie tłumaczyć. Proponuję, by teraz przed zimą prognozować skromnie. Przecież jak będzie sukces większy niż ten zapowiadany, to też się bardzo ucieszymy - kończy Kot.



Robert Lewandowski i Anna Lewandowska błyszczą na Oktoberfst! To się nazywa święto piwa! [ZDJĘCIA]